Spis treści
- Nowy próg podatkowy w górę. Zmiany dla zarabiających więcej
- Głębiej do kieszeni sięgną największe firmy i krezusi
- Ryzyko wyrwy w państwowej kasie
- Ostrzeżenie eksperta: najbogatsi znajdą luki
- Główny ekonomista PKO BP uspokaja: Polacy zyskają
- Skomplikowany system podatkowy jako główne zagrożenie
- Co z oceną wiarygodności finansowej Polski?
Nowy próg podatkowy w górę. Zmiany dla zarabiających więcej
Kluczowym elementem rządowej reformy jest przesunięcie drugiego progu podatkowego. Aktualnie granica ta wynosi 120 tysięcy złotych rocznego dochodu, jednak po nowelizacji kwota ta ma urosnąć do 130 tysięcy złotych.
To jednak nie koniec nowości. Dla podatników, których roczne dochody zmieszczą się w przedziale od 130 tys. do 150 tys. zł, przewidziano stawkę 24 proc. – zamiast dotychczasowych 32 proc.
Głównym celem rządu jest finansowa ulga dla sporej grupy zatrudnionych Polaków. Aby państwowa kasa nie odczuła tego zbyt boleśnie, zaplanowano równoległe podwyższenie innych obciążeń fiskalnych.
Głębiej do kieszeni sięgną największe firmy i krezusi
Giganci rynkowi zapłacą wyższy podatek CIT. Stawka dla firm generujących roczne przychody przekraczające 50 milionów euro (czyli ok. 200 mln zł) poszybuje z 19 na 22 proc.
Większy haracz zapłacą też najbogatsi Polacy. Stawka tzw. daniny solidarnościowej wzrośnie z 4 do 5 proc. Przepis ten obejmie osoby inkasujące powyżej 1 miliona złotych rocznie.
Ograniczony zostanie ponadto dostęp do ryczałtu ewidencjonowanego. Limit przychodów uprawniający do tej formy rozliczeń spadnie drastycznie – z 2 milionów euro do zaledwie 250 tysięcy euro (ok. 1 mln zł).
Ryzyko wyrwy w państwowej kasie
Piotr Arak, ekspert VeloBanku, oszacował koszty planowanych obniżek podatków dla państwowego skarbca.
Samo podniesienie progu podatkowego może uszczuplić wpływy o ok. 6 mld zł. Kolejny miliard to szacunkowy koszt wprowadzenia stawki 24 proc. dla dochodów w widełkach 130-150 tys. zł. W sumie daje to ubytek rzędu 7 mld zł.
Z drugiej strony pojawią się jednak nowe zastrzyki finansowe. Wyższa danina solidarnościowa to dodatkowe 1,5 mld zł, a podwyższony CIT dla biznesowych potęg – ok. 2 mld zł.
Dodatkowe 1,5 mld zł ma z kolei wpłynąć dzięki obniżeniu limitu dla ryczałtowców.
Jaki jest bilans? Z wyliczeń eksperta wynika, że budżet może finalnie zanotować stratę na poziomie ok. 2 miliardów złotych.
Ostrzeżenie eksperta: najbogatsi znajdą luki
Powyższe wyliczenia to jedynie teoria. W rzeczywistości sytuacja może wyglądać zupełnie inaczej. Podatnicy z najwyższymi dochodami mogą zacząć szukać alternatywnych form opodatkowania, by uciec przed wyższymi daninami.
Podobny scenariusz może dotyczyć największych graczy rynkowych. W obliczu podwyżki CIT firmy mogą masowo przerzucać się np. na tzw. ryczałt estoński.
– Jeżeli nie towarzyszy temu jakieś uszczelnienie systemu podatkowego, to te przedsiębiorstwa mogą wybrać inne formy opodatkowania
– mówi portalowi interia.pl Piotr Arak. Zatem ostateczny wpływ reformy na budżet pozostaje niewiadomą.
Główny ekonomista PKO BP uspokaja: Polacy zyskają
Nieco inną perspektywę w rozmowie z PAP przedstawia Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP. W jego ocenie nowe daniny w zupełności zrekompensują straty wynikające ze zmiany progu podatkowego.
Zdaniem eksperta cała operacja ma szansę nie obciążyć publicznych finansów, a przy tym wyraźnie poprawi kondycję finansową większości obywateli.
Bujak pozytywnie ocenia filozofię zmian, która zakłada silniejszą progresję – czyli przeniesienie ciężaru podatkowego na najbogatszych i największe firmy.
Skomplikowany system podatkowy jako główne zagrożenie
Mimo pozytywnej oceny założeń reformy, ekonomista dostrzega też jej poważny mankament.
Polski system podatkowy stanie się jeszcze trudniejszy do okiełznania.
To właśnie ten aspekt budzi największe obawy. Żonglerka stawkami, progami i nowymi limitami sprawi, że prowadzący działalność gospodarczą będą musieli spędzać jeszcze więcej czasu nad kalkulacjami najkorzystniejszej formy rozliczeń.
– Nasz system podatkowy jeszcze bardziej się komplikuje
– podsumowuje Bujak.
Co z oceną wiarygodności finansowej Polski?
Planowanym modyfikacjom bacznie będą przyglądać się globalne agencje ratingowe. Fitch zaplanował publikację najnowszego raportu o Polsce na 21 sierpnia, z kolei Moody's ma wydać werdykt 18 września.
Przypomnijmy, że wcześniej obie instytucje obniżyły perspektywę ratingową dla naszego kraju, choć sam rating pozostał bez zmian.
Jak ocenia Piotr Bujak, komunikaty rządu o neutralnym wpływie reformy na deficyt mogą uspokoić analityków i uchronić Polskę przed cięciem ocen podczas nadchodzących rewizji.
Nie zmienia to faktu, że temat wciąż jest aktualny. Agencje nie przestaną monitorować stanu polskich finansów, a kolejne kluczowe oceny zaplanowano na przyszły rok.