Spis treści
- Szpital w Goleniowie szuka pracownika fizycznego. Oferuje gigantyczną pensję
- Praca w chlewni lub przy indykach. Rolnicy płacą 10 tysięcy złotych
- Wiosenne zbiory i obsługa maszyn. Zarobki na wsi jak w warszawskiej korporacji
- Firmy oferują darmowe szkolenia. Szukają kierowców i opiekunów
- Ministerstwo Pracy wskazuje 17 deficytowych zawodów. Ratunkiem są cudzoziemcy
Szpital w Goleniowie szuka pracownika fizycznego. Oferuje gigantyczną pensję
Niedawno w internecie furorę zrobiło ogłoszenie o poszukiwaniu osoby na stanowisko robotnika gospodarczego. Zaskakujący jest fakt, że zatrudniający nie wymaga absolutnie żadnego udokumentowanego stażu czy specjalistycznych umiejętności, stawiając wyłącznie na podstawową rzetelność oraz zaangażowanie w powierzone obowiązki.
Uwagę przeglądających przykuła jednak przede wszystkim proponowana kwota wynagrodzenia. Szpitalne Centrum Medyczne zlokalizowane w Goleniowie kusi stawką rzędu 12 720 zł miesięcznie za wykonywanie prostych zadań fizycznych na terenie placówki, w tym przewożenie sprzętów, segregację śmieci czy dbanie o zieleń wokół obiektu.
Polecany artykuł:
Praca w chlewni lub przy indykach. Rolnicy płacą 10 tysięcy złotych
Ogromne poruszenie w sieci wywołała również propozycja etatu dla osoby doglądającej drobiu. Właściciele gospodarstw są skłonni zapłacić aż 10 tysięcy złotych brutto za opiekę nad indykami, co obejmuje doglądanie stanu zdrowia ptaków, pilnowanie harmonogramu karmienia oraz utrzymywanie rygorystycznego porządku w budynkach inwentarskich.
Podobne pieniądze czekają na chętnych do podjęcia zatrudnienia przy hodowli trzody chlewnej na terenie całego kraju. Zautomatyzowane i potężne przedsiębiorstwa rolne cierpią na gigantyczne braki kadrowe przy codziennej obsłudze zwierząt, dlatego oprócz atrakcyjnych wypłat bardzo często gwarantują zatrudnionym darmowe miejsce zamieszkania oraz pełne wyżywienie.
Wiosenne zbiory i obsługa maszyn. Zarobki na wsi jak w warszawskiej korporacji
Wiosenne ocieplenie tradycyjnie zwiastuje start najgorętszego okresu w polskim rolnictwie. Plantatorzy gorączkowo poszukują rąk do pielęgnacji upraw oraz zbierania plonów, a ponieważ dawne stawki rzędu pięciu tysięcy złotych przestały kogokolwiek interesować, musieli drastycznie zweryfikować swoje budżety i zaproponować znacznie wyższe dniówki.
Obecnie fachowcy zajmujący się rolnictwem mogą liczyć na przelewy dorównujące pensjom w stołecznych biurowcach. Pracownicy potrafiący bezbłędnie operować ciężkim sprzętem rolniczym sami dyktują warunki finansowe swoim pracodawcom, osiągając pozycję negocjacyjną porównywalną z kadrą kierowniczą w dużych międzynarodowych przedsiębiorstwach.
Firmy oferują darmowe szkolenia. Szukają kierowców i opiekunów
Przeglądając portale z ofertami zatrudnienia, można natrafić na ogromną liczbę anonsów skierowanych do osób stawiających pierwsze kroki na rynku pracy. Przedsiębiorcy otwarcie rezygnują z długich list wymagań w procesach rekrutacyjnych.
„Wszystkiego nauczymy na miejscu”
Takie zapewnienia płyną ze strony pracodawców, którzy proponują bardzo konkurencyjne wynagrodzenie, aby tylko załatać braki w grafikach. Problem ze znalezieniem rąk do pracy potwierdzają zgodnie analitycy rynkowi oraz specjaliści od rekrutacji w wielu branżach. Na ogromne braki kadrowe cierpią obecnie firmy transportowe szukające kierowców ciężarówek, a także placówki potrzebujące asystentów edukacyjnych czy opiekunów świadczących pomoc w domach pacjentów.
Ministerstwo Pracy wskazuje 17 deficytowych zawodów. Ratunkiem są cudzoziemcy
Powyższe stanowiska to zaledwie ułamek wykazu przygotowanego w minionym roku przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Rządowy dokument wprost wymienia siedemnaście profesji zmagających się z najpoważniejszymi brakami personalnymi, co w wielu przypadkach skutecznie hamuje możliwości ekspansji rodzimych firm.
Desperacja pracodawców doprowadziła do sytuacji, w której szansę na angaż ma praktycznie każdy zainteresowany kandydat. Ogromnym wsparciem dla polskiej gospodarki stali się w tej sytuacji pracownicy z innych państw, dla których tylko w pierwszej połowie ubiegłego roku wygenerowano ponad sto tysięcy pozwoleń na podjęcie pracy zarobkowej.
Aż trzydzieści tysięcy z tych dokumentów stanowiły zezwolenia typu A, co idealnie obrazuje skalę zapotrzebowania na zagranicznych fachowców w Polsce. Skutki tych zjawisk demograficznych i gospodarczych widać doskonale na placach budowy, gdzie ekipy zdominowane są przez obcokrajowców, a rodacy stanowią zaledwie ułamek załogi.