Spis treści
Gminy tracą fundusze na nowym systemie
Idea kaucjonowania opakowań miała na celu zmotywowanie społeczeństwa do oddawania butelek oraz puszek i podniesienie wskaźników recyklingu. Jednak okazało się, że obok pożądanych surowców wtórnych, z miejskich zakładów znikają również istotne przychody.
Z informacji za pierwsze sześć miesięcy wynika, że zakłady komunalne mogły zanotować spadek wpływów ze zbytu surowców nawet o połowę. W tym samym czasie, koszty obsługi całej gospodarki odpadami podskoczyły o blisko 15 procent.
Piotr Szewczyk, stojący na czele zarządu Rady Regionalnych Instalacji Przetwarzania Odpadów Komunalnych, zaznacza, że z tak zwanych żółtych worków zniknęły dwa najbardziej opłacalne materiały: butelki PET oraz puszki metalowe.
Wartość aluminiowych puszek szokuje
Sytuacja budzi niepokój, ponieważ to właśnie aluminium należy do najcenniejszych materiałów wyodrębnianych ze strumienia odpadów. Jak podkreśla Szewczyk, jedna tona takich puszek osiąga wartość niemal 9 tysięcy złotych.
Od momentu wdrożenia systemu kaucyjnego znaczna część tego tworzywa omija gminne sortownie, a podobny los spotkał również opakowania PET.
Co warte odnotowania, całkowita masa plastikowych i metalowych śmieci zmniejszyła się zaledwie o 3 do 4 procent. Oznacza to, że uszczuplenie portfela samorządów jest o wiele dotkliwsze niż rzeczywisty spadek wagi samych odpadów.
Kto pokryje finansową dziurę w systemie?
Lokalne władze są zgodne: brak modyfikacji w sposobie finansowania sektora odpadowego nieuchronnie doprowadzi do tego, że ciężar kosztów spadnie na lokatorów.
Szewczyk głośno alarmuje, że ewentualne manko będą musiały zrekompensować urzędy gmin, a w ostatecznym rozrachunku zapłacą za to z własnej kieszeni wszyscy mieszkańcy.
W ujęciu praktycznym przełoży się to najpewniej na wzrost stawek za wywóz nieczystości, choć przecież obecne rachunki już stanowią odczuwalny ciężar w domowych budżetach.
Nadzieja samorządowców w szybkiej wdrożeniu ROP
Od dłuższego czasu władze lokalne apelują o wdrożenie mechanizmu zwanego rozszerzoną odpowiedzialnością producenta, w skrócie ROP. Ten system miałby gwarantować, że kluczowa część opłat związanych z utylizacją opakowań spocznie na barkach firm wprowadzających towary do obiegu.
Mimo oczekiwań, odpowiednia ustawa nadal nie ujrzała światła dziennego. Z ustaleń dziennika „Rzeczpospolita” wynika, że zapowiadana opłata dla przedsiębiorców w ramach tego programu nie zostanie przegłosowana przed upływem aktualnej kadencji parlamentu.
Wśród przedstawicieli samorządów narasta w związku z tym coraz większa frustracja i obawa.
Ostre skutki braku zdecydowanych działań
Jak zaznacza pełnomocnik zarządu Związku Miast Polskich ds. legislacyjnych, Marek Wójcik, lokalne władze od lat wypatrują wdrożenia procedury ROP.
Jego zdaniem reperkusje wynikające z działania systemu kaucyjnego rzucają się już mocno w oczy. Gminne budżety pustoszeją z powodu braku wpływów z handlu surowcami, a zakłady komunalne stają się zauważalnie mniej zyskowne.
Brak nowych rozwiązań finansowych ze strony gabinetu rządzącego grozi postawieniem lokalnych włodarzy w sytuacji bez wyjścia.
Dla mieszkańców scenariusz ten może oznaczać swego rodzaju podwójną stratę: mniej środków z odsprzedaży surowców wpłynie do budżetu gmin, podczas gdy wzrosną koszty zarządzania systemem śmieciowym. Wymagane miliony muszą się skądś wziąć, a najprostszym rozwiązaniem okaże się sięgnięcie po oszczędności samych obywateli.