Spis treści
Ropa znowu idzie w górę po słowach z USA
Napięta sytuacja na Bliskim Wschodzie błyskawicznie przekłada się na globalne rynki. Pod koniec tygodnia wyceny ropy naftowej poszły delikatnie w górę, co było bezpośrednią reakcją na najnowsze ostrzeżenia płynące ze Stanów Zjednoczonych w kierunku Teheranu.
Kontrakty terminowe z wrześniową datą realizacji na amerykańską odmianę WTI zamknęły się na giełdzie NYMEX wynikiem 81,40 dolara za baryłkę, po drobnym zysku rzędu 0,22 proc. Nieco skromniejszy przyrost (0,10 proc.) zanotowała w notowaniach na londyńskim parkiecie ICE ropa typu Brent, wyceniona ostatecznie na 87,16 dolara.
Choć obecne wzrosty nie są drastyczne, inwestorzy uważnie śledzą każdy sygnał płynący z zapalnych punktów globu, na które rynek naftowy reaguje wyjątkowo nerwowo.
USA grożą Iranowi blokadą morską i presją gospodarczą
Głównym motorem napędowym obecnych podwyżek są twarde deklaracje amerykańskiej administracji. Przedstawiciele Waszyngtonu jasno dali do zrozumienia, że nie zawahają się przed bezterminowym utrzymaniem barier morskich wokół Iranu, a ekonomiczna pętla na szyi reżimu będzie sukcesywnie zacieśniana.
– Zamierzamy wprowadzić środki, jakich nigdy wcześniej nie widziano w historii izolacji gospodarczej kraju –
Sytuacji nie poprawia brak jakichkolwiek postępów w negocjacjach pokojowych. Inwestorzy obawiają się scenariusza długofalowego konfliktu, który mógłby znacząco zredukować ilość surowca trafiającego na rynki.
Cieśnina Ormuz pod kontrolą Iranu - kluczowy szlak zagrożony
W centrum uwagi pozostaje Cieśnina Ormuz, będąca strategicznym wąskim gardłem dla globalnego handlu energią. Zanim wybuchł obecny kryzys, to właśnie tamtędy przesyłano około jedną piątą światowych dostaw ropy naftowej.
Władze w Teheranie wciąż utrzymują restrykcje w żegludze przez to strategiczne przejście. Jak stwierdził niedawno Hossein Taeb, nowy dowódca paramilitarnych sił Basij, szlak wodny znajduje się „pod zarządem i kontrolą Islamskiej Republiki”.
Dla globalnego rynku naftowego oznacza to stan najwyższej gotowości – każde, nawet najmniejsze spowolnienie przepływu statków może zaowocować niedoborami surowca i wywindowaniem cen do góry.
Statki zaatakowane w Cieśninie Ormuz. Napięcie rośnie
Do eskalacji nastrojów na rynkach przyczyniło się także czwartkowe uderzenie w jednostki pływające. Zgodnie z raportem państwowej agencji prasowej Zjednoczonych Emiratów Arabskich WAM, pod ostrzałem w rejonie cieśniny znalazły się dwa statki należące do koncernu z Abu Dhabi.
Przedstawiciele rządu ZEA odpowiedzialnością za ten akt zbrojny obarczyli władze w Teheranie.
Jest jednak coś, co hamuje wzrost cen ropy naftowej
Mimo tych niepokojących doniesień, giełdy nie przeżywają drastycznych szoków cenowych. Skąd ten spokój? Analitycy zwracają uwagę na dane makroekonomiczne, które równoważą wojenne ryzyka.
Kluczowe organizacje branżowe, takie jak OPEC oraz Międzynarodowa Agencja Energetyczna, zrewidowały w dół swoje szacunki dotyczące przyszłego popytu na „czarne złoto”. Co więcej, w samych Stanach Zjednoczonych odnotowano najsilniejszy od ponad 40 miesięcy tygodniowy przyrost magazynowanych rezerw ropy.
W rezultacie wyceny naftowe znalazły się w potrzasku – z jednej strony podbijają je lęki o bezpieczeństwo szlaków, z drugiej chłodzą je słabsze perspektywy konsumpcji i pęczniejące zapasy u amerykańskich producentów.
– Rynek pozostaje wspierany, ale ma trudności z przebiciem się znacząco w górę –
Co to oznacza dla kierowców i cen paliw?
Jak na razie skromne piątkowe odbicie na giełdach nie daje podstaw do bicia na alarm i wieszczenia drastycznych podwyżek przy polskich dystrybutorach. Sytuacja może jednak ulec diametralnej zmianie, jeśli konflikt wejdzie w fazę chroniczną, a żegluga przez Ormuz zostanie trwale zakłócona.
W takim scenariuszu wyższe koszty szybko dotrą na rodzime stacje benzynowe. Zależność jest prosta: im wyższe notowania baryłki na światowych parkietach i większe obawy o ciągłość dostaw, tym głębiej kierowcy będą musieli sięgnąć do kieszeni płacąc za benzynę i olej napędowy.