Spis treści
- Gabinet Donalda Tuska planuje gigantyczne cięcia w projekcie darmowych preparatów dla najstarszych, bazując na zestawieniu kosztów NFZ.
- Zasadniczą trudnością jest opłacanie przez kraj najtańszych medykamentów oraz ich wielokrotnie droższych zamienników o tożsamym działaniu.
- Sprawdź, jakie trzy ścieżki reformy analizuje resort zdrowia i czy nowe korekty wpłyną na dostępność bezpłatnych leków w aptekach.
Inicjatywa gwarantująca darmowe medykamenty osobom po 65. roku życia kosztuje krajowy budżet coraz więcej. Dziennik „Rzeczpospolita” przekazuje, że Ministerstwo Zdrowia bada reformę systemu dopłat, by ściąć koszty NFZ o blisko 1,8 mld zł. Sprawa dotyczy wariantu opłacania preparatów o tożsamym działaniu, ale produkowanych przez inne firmy. Urzędnicy uspokajają, że emeryci i seniorzy zachowają dostęp do bezpłatnego leczenia, lecz producenci najdroższych środków mogą być obarczeni przymusem obniżki kwot.
Wydatki NFZ na darmowe leki dla seniorów 65 plus rosną
Projekt darmowych leków dla osób po 75. roku życia działa od dziesięciu lat. W 2023 roku włączono do niego wszystkich seniorów od 65 lat. Wtedy wydatki drastycznie wzrosły. Według raportu NFZ, opisanego przez „Rzeczpospolitą”, w zeszłym roku z puli skorzystało 7,2 mln ludzi. To skok o 3,2 proc. w skali roku, choć same koszty refundacji poszybowały aż o 23,4 proc. Całościowo pakiet bezpłatnych medykamentów dla starszych, ciężarnych i dzieci kosztował kraj 3,7 mld zł, wobec 3 mld zł notowanych dwanaście miesięcy wcześniej.
Ministerstwo Zdrowia i NFZ szukają oszczędności na lekach
Zasadniczy kłopot według twórców opracowania to fakt, że państwowy portfel w 100 procentach funduje najtańsze zamienniki, ale też ich o wiele droższe edycje, chociaż zapewniają taki sam efekt leczniczy. Za przykład posłużyły chętnie stosowane środki przeciwzakrzepowe. Budżet NFZ płaci za najtańsze pudełko zaledwie 65 złotych, natomiast najdroższy odpowiednik kosztuje Fundusz ponad 370 złotych. Obydwa wyroby są dla chorego darmowe. Właśnie te ogromne różnice finansowe rząd chce wkrótce zredukować.
Trzy scenariusze rządu Donalda Tuska dla refundacji medykamentów
Z dokumentu wynika, że fundusz analizuje trzy opcje modyfikacji. Pierwszy model zakłada całkowitą refundację tylko do kwoty najtańszego zamiennika na rynku. Gdy chory wybierze droższy wyrób, samodzielnie dopłaci resztę. Druga droga to sukcesywne ścinanie pułapu finansowania droższych środków przez specjalny korytarz cenowy. Trzeci wariant to skomplikowane algorytmy bazujące na stawkach netto i rynkowej walce producentów. Zależnie od obranej trasy, państwo zaoszczędzi od 500 mln zł do nawet 1,8 mld zł rocznie.
Ministerstwo Zdrowia obawia się braków leków dla pacjentów
Resort zdrowia nie planuje jednak narzucać najbardziej skrajnej wersji cięć. Z informacji podanych przez „Rzeczpospolitą” wynika, że urząd boi się kryzysu, w którym na aptecznych półkach w ogóle zabrakłoby najtańszych zamienników. W rezultacie starsi pacjenci mogliby stracić praktyczny dostęp do bezpłatnego leczenia. Przed ewentualnymi roszadami potrzebne są szczegółowe badania branży i negocjacje z koncernami. Z nieoficjalnych źródeł wiadomo, że uruchomienie innych procedur to kwestia co najmniej paru miesięcy analiz.
Problem marnowania preparatów. Głos Naczelnej Rady Aptekarskiej
Branżowi specjaliści alarmują, że kłopotem są nie tylko rosnące stawki dopłat, lecz także masowe wyrzucanie preparatów do śmieci. Szef Naczelnej Rady Aptekarskiej Marek Tomków ostrzega, że mnóstwo pacjentów odbiera gigantyczne zapasy bezpłatnych tabletek, których potem zupełnie nie zużywa. Wynika to na przykład ze zmiany metody leczenia, pobytu na oddziale lub przerwania kuracji. Farmaceuci twierdzą, że trzeba przeanalizować regulacje wydawania recept, by chory nie gromadził medykamentów na wiele miesięcy.
Równocześnie reprezentanci rynku mocno zaznaczają, że każda korekta musi chronić główny cel tej inicjatywy. Chodzi o zagwarantowanie emerytom i seniorom łatwego dostępu do bezpiecznych medykamentów, zupełnie bez względu na ich możliwości finansowe i zasobność portfela.
