Spis treści
Historyczne załamanie na rosyjskim rynku paliw
Ekonomista Kiriłł Rodionow nie owija w bawełnę, określając obecną sytuację na rynku paliwowym w Rosji jako „prawdziwy sztorm”. W czerwcu zanotowano dramatyczne spadki – produkcja benzyny mogła zmaleć nawet o 25 procent. Oznacza to, że rosyjskie zakłady rafineryjne funkcjonują na najsłabszym poziomie od dwudziestu lat.
Władimir Putin w końcu przyznał, że niektóre regiony borykają się z niedoborami paliw. Prezydent Rosji zrzucił winę na ataki ukraińskich dronów, które określił mianem „sprawiających kłopot”.
Dla przeciętnego obywatela Rosji to zapowiedź poważnych kłopotów. Zmniejszona produkcja oznacza puste dystrybutory i ciągnące się w nieskończoność kolejki na stacjach benzynowych. Eksperci z domu maklerskiego IFK Solid ostrzegają, że w obecnych warunkach o stabilizacji można zapomnieć, a rosnąca inflacja tylko pogarsza sprawę.
Polecany artykuł:
Inflacja wymyka się spod kontroli. Zamiast obniżek będzie szok?
Zawirowania z paliwem to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Brak benzyny szybko odbija się na kosztach innych produktów i usług. Według rosyjskiego ministerstwa rozwoju gospodarczego inflacja osiągnęła już poziom 5,9 proc. i nie wykazuje tendencji spadkowej. Andriej Chochrin z Iwołga Kapital zaznacza, że ceny rosną nieprzerwanie od miesiąca, a w ujęciu rocznym tygodniowa inflacja dobija do 10 proc.
Rosyjski bank centralny pod wodzą Elwiry Nabiulliny znalazł się w patowej sytuacji. Choć wcześniej obniżano stopy procentowe, teraz taki ruch wydaje się niemożliwy. Aleksiej Trietjakow z Arikapitał zwraca uwagę, że rentowność długoterminowych obligacji skarbowych wzrosła do prawie 16 proc., podczas gdy główna stopa procentowa wynosi 14,25 proc. Taka dysproporcja historycznie zapowiadała drastyczne podwyżki. Rynki finansowe przestały ufać obietnicom polityków i przygotowują się na scenariusz, w którym bank centralny będzie musiał zastosować terapię szokową wobec rosyjskich konsumentów.