Rolnicy alarmują o kosztach produkcji, a klienci narzekają na paragony. Dlaczego warzywa i owoce są tak drogie?

2026-09-16 17:05

Dlaczego za warzywa i owoce w sklepie płacimy coraz więcej, skoro rolnicy często sprzedają je za niewielkie pieniądze? Producenci mierzą się z nadwyżką towaru, importem, rosnącą popularnością gotowych posiłków i skaczącymi kosztami produkcji. – Rolnicy mówią, że sprzedają bardzo tanio, a konsumenci twierdzą, że w sklepach jest bardzo drogo. I obie strony mają rację – mówi Paweł Myziak, plantator i właściciel firmy Euro-Papryka.

Świeże pomidory, rzodkiewki i groszek na drewnianym stole. O wysokich cenach warzyw i owoców przeczytasz na Eska.
Autor: AI/ Wygenerowane przez AI Ciągłe zmęczenie w upał to nie tylko wina słońca. Istnieje prosty sposób na odzyskanie energii

Ceny warzyw i owoców. Dlaczego konsumenci przepłacają, a rolnicy tracą?

W branży spożywczej funkcjonuje obecnie ogromna sprzeczność. Z jednej strony osoby robiące codzienne zakupy są zszokowane wysokimi kwotami na paragonach, a z drugiej sami plantatorzy grzmią, że otrzymują za swoje plony śmiesznie małe wynagrodzenie, które ledwo pokrywa podstawowe wydatki.

– „Mamy więc pewien dysonans. Rolnicy mówią, że sprzedają bardzo tanio, a konsumenci twierdzą, że w sklepach jest bardzo drogo. I obie strony mają rację” – ocenia Paweł Myziak w rozmowie z serwisem portalspozywczy.pl.

Wynika to z faktu, że pomiędzy polem uprawnym a półką w supermarkecie funkcjonuje skomplikowana drabina pośredników i dodatkowych obciążeń finansowych. Zanim jabłko czy marchew trafi do naszego koszyka, ktoś musi opłacić logistykę, składowanie, selekcję, pakowanie oraz zyski kolejnych firm przejmujących towar.

Zmiana nawyków Polaków. Warzywa znikają na rzecz gotowych dań

Zauważalna jest również potężna transformacja w kulinarnych wyborach polskiego społeczeństwa. Kupujący zdecydowanie bardziej cenią sobie dzisiaj oszczędność czasu i komfort, dlatego chętniej sięgają po półprodukty zamiast kompletować świeże składniki na tradycyjny, domowy obiad.

Zjawisko to wykracza daleko poza klasyczne restauracje szybkiej obsługi.

– „Coraz mocniej idziemy w kierunku wygody i gotowych produktów. Nie chodzi tylko o fast foody, ale o całe formaty, które przygotowują setki tysięcy posiłków dziennie” – podkreśla właściciel Euro-Papryki.

W praktyce oznacza to, że tradycyjne zapotrzebowanie na surowe warzywa zostało w dużej mierze zastąpione przez rynek mrożonek i paczkowanych sałatek. Co gorsza dla lokalnych dostawców, składniki wykorzystywane w takich wyrobach nierzadko pochodzą z zagranicznych rynków, a nie z polskich pól.

Quiz. Biznesz w "Ranczo" na różne sposoby. Dobrze pamiętasz te działalności?
Pytanie 1 z 10
Na kogo założył firmę Więcławski, aby wójt był zadowolony?

Nadpodaż żywności w Europie. Rolnicy nie mają szans negocjować

Następną barierą dla hodowców jest potężna nadpodaż na rynku spożywczym. Braki w zaopatrzeniu absolutnie nam nie grożą, ponieważ obecnie na Starym Kontynencie produkuje się znacznie więcej żywności, niż wynosi zapotrzebowanie.

– „Półki sklepowe są pełne. Nie mamy problemu z dostępnością produktów. Mamy wręcz do czynienia z europejską nadwyżką produkcyjną, a jednocześnie udział polskich owoców i warzyw na sklepowych półkach jest coraz mniejszy” – diagnozuje ekspert.

O ile klient cieszy się z szerokiego asortymentu w marketach, o tyle dla właścicieli gospodarstw oznacza to bezlitosną walkę o przetrwanie. Przy tak ogromnym nasyceniu rynku, twórca żywności traci jakąkolwiek pozycję do dyktowania stawek hurtowych za swoje plony.

Producent i dystrybutor w jednym. Nowe obowiązki rolników

Transformacji uległ ponadto sam model biznesowy funkcjonowania polskich upraw. W przeszłości system opierał się na jasnych zasadach, gdzie właściciel ziemski po prostu oddawał swoje zbiory hurtownikowi, który martwił się o resztę logistyki.

Współcześnie te dawne granice ulegają całkowitemu zatarciu.

Dzisiejszy plantator nierzadko musi działać dwutorowo, łącząc handel własnymi zbiorami ze skupowaniem surowców od sąsiadów, aby sprostać ogromnym wolumenom wymaganym przez największe dyskonty spożywcze.

Teoretycznie wydaje się to idealną ścieżką do ominięcia marży pośredników i maksymalizacji zysków, jednak rzeczywistość bywa znacznie bardziej brutalna.

Wejście w buty dystrybutora zmusza przedsiębiorcę rolnego do przejęcia całego wachlarza skomplikowanych formalności. Na barki rolnika spadają nagle zawiłości podatkowe, rygorystyczne normy sanitarne oraz pełna odpowiedzialność za śledzenie pochodzenia każdej partii towar.

Niestabilne koszty upraw. Ceny nawozów i paliw rujnują budżety

Lista utrudnień na tym etapie wcale nie dobiega końca. Właściciele areałów muszą z ogromnym wyprzedzeniem szacować wydatki na nadchodzące miesiące pracy, co w obecnych realiach gospodarczych graniczy z cudem.

Stawki za energię, maszyny rolnicze, gaz, benzynę czy nawozy sztuczne potrafią drastycznie zmieniać się z tygodnia na tydzień.

– „Wszystkie te »suwaki« opłacalności są przesuwane jednocześnie” – zaznacza Paweł Myziak.

Plantator próbujący zminimalizować ryzyko może nabyć środki ochrony roślin ze sporym wyprzedzeniem, licząc na uniknięcie inflacji. Często okazuje się jednak, że po upływie kwartału wartość tych samych preparatów spada o połowę, co dotyczy również oleju napędowego i innych podstawowych surowców niezbędnych do funkcjonowania farmy.

Koniec z przewidywalnością w rolnictwie. Planowanie zastępuje przypadek

Kiedyś lata praktyki i znajomość lokalnego rynku dawały właścicielom ziemskim poczucie bezpieczeństwa i pozwalały trafnie zgadywać trendy na kolejny rok. Z relacji doświadczonego plantatora wynika jednak, że obecnie dawne strategie całkowicie przestały działać.

Błyskawiczne wahania cenowe, napływ zagranicznej żywności, globalne zawirowania energetyczne oraz ewolucja gustów kulinarnych sprawiają, że polskie rolnictwo znalazło się na ostrym zakręcie.

– „Coraz więcej zależy od szczęścia, a coraz mniej od planowania” – ocenia gorzko założyciel Euro-Papryki.

Właśnie ten brak stabilności spędza dziś sen z powiek osobom dostarczającym żywność. Można inwestować krocie, doglądać sadzonek przez całą dobę i optymalizować wydatki, a mimo to w grudniu obudzić się z pustym kontem i brakiem zwrotu z inwestycji.

Rolnicy stracą, państwo zyska? Minister rolnictwa o Mercosur

Rolki