Spis treści
- W czerwcu codzienne sprawunki znów okazały się droższe niż przed rokiem. Koszyk zakupowy zaliczył podwyżkę średnio o 2,7 proc.
- Rekordzistą wzrostów jest chemia gospodarcza – ceny środków czystości poszły w górę o ponad 6 proc. Eksperci wprost wiążą to ze strategią sieci handlowych i wojną cenową na rynku.
- Są też optymistyczne akcenty. Niektóre grupy towarów, zwłaszcza te tłuszczowe, zanotowały wyraźne obniżki. Co jeszcze podrożało, a co staniało?
Codzienne zakupy wciąż stanowią spore obciążenie dla portfela, co potwierdza najnowsze badanie UCE Research i Uniwersytetów WSB Merito. Według zebranych danych, w czerwcu tego roku za typowy koszyk z podstawowymi artykułami trzeba było zapłacić średnio o 2,7 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Liderem niechlubnego rankingu podwyżek okazała się chemia gospodarcza. Na przeciwnym biegunie znalazły się produkty tłuszczowe – olej i masło – za które płaciliśmy zdecydowanie mniej.
Twórcy raportu wzięli pod lupę imponującą próbę danych. Przeanalizowali prawie 100 tysięcy cen stu najchętniej kupowanych towarów, sprawdzając je w ponad 45,5 tysiąca placówek. Reprezentowały one 64 różne sieci handlowe.
Raport cenowy: chemia gospodarcza drożeje najbardziej
To właśnie kategoria chemii gospodarczej zanotowała najdotkliwsze podwyżki na poziomie średnio 6,1 proc. w stosunku do czerwca zeszłego roku. Zaraz za nią uplasowało się pieczywo droższe o 5,3 proc., a także słodycze (5,2 proc.) i środki higieny (5,1 proc.). Drożej kupowaliśmy także ryby (4,5 proc.). Peleton podwyżek dopełniły takie towary jak mięso, wędliny, owoce, warzywa, napoje, karmy dla zwierząt czy artykuły dla najmłodszych.
Analitycy rynkowi nie mają wątpliwości, skąd biorą się te wzrosty. Wskazują głównie na lawinowo rosnące rachunki za prąd, wyższe koszty pracownicze, a także podwyżki w sektorze opakowań i logistyki. W przypadku detergentów te czynniki windują ostateczną cenę na sklepowej półce w dużo większym stopniu niż same koszty produkcji preparatów.
Wojna cenowa w dyskontach: ukryte podwyżki
Jak podkreślają znawcy handlu detalicznego, trwająca wojna promocyjna skupia się niemal całkowicie na żywności. To nabiał, mięso, olej, masło czy mąka przyciągają klientów krzykliwymi hasłami z pierwszej strony gazetek.
Dla sklepów oznacza to jednak potężne uszczuplenie zysków na dziale spożywczym. Żeby biznes się opłacał, sieci handlowe szukają rekompensaty gdzie indziej i windują ceny m.in. kosmetyków, słodyczy i właśnie środków czystości. Według analityków to główna przyczyna, dla której od wielu tygodni koszty zakupu chemii gospodarczej rosną znacznie szybciej niż inne artykuły z naszego koszyka.
Masło i olej w Biedronce i Lidlu potaniały. Zaskakujące dane
Są powody do zadowolenia, mimo ogólnych wzrostów. Prawdziwym fenomenem okazały się tłuszcze, których ceny w ciągu roku spadły średnio o 14,9 proc. Absolutnym hitem jest masło, które potaniało aż o 34,9 proc. Zauważalnie mniej kosztował również olej. Według rynkowych specjalistów to bezpośredni skutek nadpodaży towaru. Wyliczono, że w pierwszych pięciu miesiącach 2026 roku wyprodukowano o 22 proc. więcej masła, o 16 proc. więcej oleju rzepakowego, a w przypadku oleju słonecznikowego odnotowano kosmiczny wręcz wzrost o 262 proc. W ślad za tym poszły gigantyczne obniżki mające zachęcić do kupna. Lekko spadły też ceny nabiału i dodatków pokroju majonezu czy ketchupu.
Wnioski z raportu są ostrożnie optymistyczne – drastyczne skoki cen w branży spożywczej wyhamowują. Dzieje się tak dzięki niższym kosztom surowców i morderczej rywalizacji marketów. Eksperci od razu jednak gaszą nadzieję na powrót paragonów sprzed paru lat. Gigantyczne obciążenia pracownicze, energetyczne i podatkowe sprawiają, że taniej już po prostu nie będzie.