Spis treści
Handel węglem rusza z samego rana, mimo to pod Zakładem Górniczym Sobieski zlokalizowanym w Jaworznie chętni zaczynają formować kolejki już poprzedniego dnia wieczorem. Popyt na surowiec drastycznie przybiera na sile, podczas gdy jego realna podaż na rynku stale maleje. Z doniesień portalu Interia wynika, że krajowe zakłady wydobywcze dysponują obecnie zapasami mniejszymi o 44 procent w porównaniu do analogicznego okresu w zeszłym roku.
Kłopoty z zatowarowaniem są mocno odczuwalne również na platformie sprzedażowej Polskiej Grupy Górniczej. Prezes Polskiej Izby Gospodarczej Sprzedawców Węgla, Łukasz Horbacz, zauważa, że już w połowie września kupujący mieli do wyboru zaledwie trzy z niemal czterdziestu standardowych pozycji. Z kolei 19 października wirtualne półki z sortymentami opałowymi świeciły już całkowitymi pustkami. Choć nie jest to równoznaczne z absolutnym brakiem czarnego złota w państwie, zjawisko to udowadnia, że zdobycie preferowanego typu surowca stanowi nie lada wyzwanie, zwłaszcza dla tych, którzy zakupy zostawili na ostatnią chwilę.
Stawki za tonę węgla sięgają 1700 zł
Kłopoty z podażą nierozerwalnie wiążą się z wyraźnymi podwyżkami cenników. Biorąc pod uwagę miejsce nabycia oraz parametry surowca, wydatki na jedną tonę oscylują w granicach od 1300 do 1700 zł. Oferta Polskiej Grupy Górniczej wskazuje, że luzem kupowany orzech z kopalni Ziemowit to wydatek rzędu 1300 zł za tonę, z kolei za kostkę należy zapłacić między 1350 a 1450 zł. Workowany groszek osiąga natomiast pułap 1700 zł. W przypadku Południowego Koncernu Węglowego za groszek zapłacimy od 1480 do 1630 zł za każdą tonę.
U niezależnych dostawców stawki za niepakowany surowiec, taki jak orzech, groszek czy kostka, plasują się na poziomie 1300–1550 zł. Odczuwalnie droższy jest materiał opałowy sprzedawany w workach, gdzie ceny wahają się najczęściej od 1550 do 1700 zł za tonę. Rodzina, która do ogrzania domu w sezonie zużywa około czterech ton czarnego złota, musi przygotować się na koszty rzędu 5200–6800 zł, a kwota ta nie obejmuje jeszcze opłat za przewóz zakupionego towaru na posesję.
Przyczyny niedoborów. Splot wielu niekorzystnych czynników
Na dzisiejsze trudności rynkowe złożyło się kilka istotnych aspektów. Według ustaleń portalu money.pl ubiegła, dość przeciągająca się i miejscami mroźna zima, znacząco wywindowała poziom spalania. Dodatkowo zawirowania na globalnym rynku błękitnego paliwa zmusiły wiele zakładów przemysłowych do intensywniejszego korzystania z zasobów węglowych. Z informacji przekazanych przez serwis Interia wynika, że tylko w pierwszej połowie 2026 roku spółka TAURON zużyła o 25 proc. więcej czarnego złota niż w analogicznym okresie roku ubiegłego.
Poważnym utrudnieniem okazały się również rygorystyczne przepisy jakościowe, które weszły w życie 1 lipca 2025 roku w odniesieniu do materiału trafiającego do domowych pieców. W efekcie nie każdy wydobyty pod ziemią urobek może zostać legalnie sprzedany indywidualnemu odbiorcy. Równolegle kurczą się moce produkcyjne rodzimego górnictwa. Zamykanie takich zakładów jak kopalnia Bobrek czy ruchy Wujek i Bielszowice drastycznie tnie możliwości wydobywcze, a liczba górników i pracowników branży skurczyła się z 71,2 tys. do zaledwie 63,6 tys. osób.
Ratunkiem nie jest również ściąganie opału z zagranicy. We wrześniu stawki za tonę węgla energetycznego w kluczowych europejskich portach ARA oscylowały wokół 139 dolarów, przewyższając ubiegłoroczne notowania o 40 proc. Z kolei w październiku wycena kontraktów terminowych wywindowała do poziomu 150 dolarów, co stanowi najwyższy wynik odnotowany od 2024 roku. Jakby tego było mało, stale rosną opłaty związane z tranzytem surowca z terytorium Kazachstanu przez obszar Rosji.
Minister uspokaja, klienci mają powody do obaw
Szef resortu aktywów państwowych, Wojciech Balczun, stanowczo deklaruje, że płynność zaopatrzenia w surowiec dla największych jednostek energetycznych jest w pełni zabezpieczona i monitorowana.
Robimy wszystko, żeby zabezpieczyć dostawy węgla dla dużej energetyki i tutaj jestem absolutnie spokojny – powiedział w rozmowie z „Faktem”.
Sęk w tym, że deklaracje polityka odnoszą się w głównej mierze do profesjonalnej energetyki, pomijając sytuację zwykłych obywateli. Ci drudzy poszukują ściśle określonych rodzajów surowca, których na rynku po prostu brakuje. Z szacunków specjalistów wynika, że sektor komunalno-bytowy pochłania każdego roku od 5 do 6 mln ton czarnego złota. Biorąc pod uwagę kurczące się hałdy oraz spadającą produkcję w polskich zakładach, uderzenie siarczystych mrozów może wywołać jeszcze większe rynkowe napięcia. Choć brakuje twardych dowodów na to, by węgla miało fizycznie zabraknąć dla wszystkich, to jednak ogromne zatory przed kopalniami i puste składy dowodzą, że spora część społeczeństwa napotka poważne bariery przy próbie zakupu niezbędnego opału.
