Spis treści
Kiedy będzie nowy budżet UE?
Czasu na podjęcie decyzji ubywa, a przywódcy Unii Europejskiej wyznaczyli ambitny cel: osiągnięcie kompromisu ws. nowej wieloletniej perspektywy finansowej musi nastąpić przed upływem 2026 roku. Rozmowy o tak potężnych kwotach zawsze budzą emocje, jednak za szybkim tempem negocjacji stoją trzy konkretne powody.
Po pierwsze, chodzi o aspekty praktyczne. Aby nowe ramy finansowe mogły płynnie ruszyć 1 stycznia 2028 roku, wszystkie procedury muszą zostać dopięte na czas. Jakiekolwiek opóźnienia zablokują przepływ funduszy na programy, dotacje i inwestycje we wszystkich państwach, w tym również w Polsce.
Kolejnym powodem jest kwestia gospodarki. W erze wahań rynkowych, wysokich kosztów energii i ogólnej niepewności, biznes i inwestorzy wymagają stabilności. Przedłużający się impas budżetowy po 2026 roku byłby negatywnym sygnałem, paraliżującym długoterminowe decyzje inwestycyjne. Według anonimowego unijnego urzędnika, z którym rozmawiali dziennikarze w Brukseli, „aktorzy gospodarczy oczekują od Unii Europejskiej przewidywalności i stabilności”.
Ostatnim argumentem jest kontekst geopolityczny. Unia Europejska aspiruje do miana globalnej oazy porządku. Długotrwałe spory o finanse mogłyby ten wizerunek zrujnować. Właśnie dlatego szef Rady Europejskiej Antonio Costa prowadzi obecnie dyplomatyczne tournée po unijnych stolicach, by zmobilizować liderów do działania. Z przecieków wynika, że istnieje „dość jednomyślne poparcie” dla sfinalizowania rozmów w tym roku.
Kto chce cięć w budżecie UE? Spór Polski i Niemiec
Głównym punktem zapalnym w negocjacjach pozostają finanse, które podzieliły Unię Europejską na dwa obozy o wykluczających się priorytetach. Z jednej strony stoją tzw. płatnicy netto – państwa dokładające do unijnej kasy więcej, niż z niej pobierają. Liderem tej grupy są Niemcy, wspierane przez m.in. Austrię, Holandię i Danię, które stanowczo żądają redukcji wydatków i oszczędności.
Naprzeciwko nich znajdują się państwa będące największymi odbiorcami unijnych środków, w szczególności kraje Europy Środkowo-Wschodniej (z Polską na czele) oraz państwa południa kontynentu. Z perspektywy tych krajów cięcia w budżecie to mniejsze fundusze na infrastrukturę, strategiczne inwestycje czy też na proces transformacji energetycznej.
Rozbieżności są drastyczne. Niemiecki kanclerz Friedrich Merz optuje za obcięciem nowej siedmiolatki o setki miliardów euro, podczas gdy premier Donald Tusk – po spotkaniu z szefem Rady Europejskiej Antonio Costą – twardo argumentuje, że większy budżet to interes każdego członka Wspólnoty. Oś sporu jest wyraźna: gabinet Tuska zabiega o hojniejszy budżet, a kanclerz Merz pragnie go radykalnie uszczuplić.
Skala sporu staje się jasna, gdy spojrzymy na liczby: w lipcu 2025 r. Komisja Europejska zaproponowała budżet rzędu 1,76 biliona euro. Sprawujący prezydencję w Radzie UE Cypr podjął próbę mediacji, sugerując 2-procentowe cięcia. Dla Niemiec i bloku państw oszczędnych ta propozycja okazała się zdecydowanie niewystarczająca.
Nowe priorytety budżetu UE. Skąd wziąć na to pieniądze?
Tradycyjne podziały to tylko część problemu, do którego dołączyły zupełnie nowe wyzwania. Unia Europejska stoi przed koniecznością wygospodarowania gigantycznych funduszy na wzmocnienie obronności oraz poprawę konkurencyjności na rynkach globalnych. O ile co do tych celów istnieje konsensus, o tyle nikt nie chce ich finansować kosztem dotychczasowych priorytetów, takich jak polityka spójności – kluczowa m.in. dla Polski.
Pojawia się zatem pytanie, jak sfinansować zbrojenia, nie tnąc funduszy na drogi czy infrastrukturę. Odpowiedzią, o której coraz częściej debatuje się w Brukseli, są tzw. nowe zasoby własne. Oznacza to wykreowanie nowych, paneuropejskich mechanizmów dochodowych, które bezpośrednio zasilałyby budżet UE. Mogłyby to być np. dochody z podatków cyfrowych, opłaty za plastik czy środki z systemu handlu emisjami (ETS).
To właśnie w tym mechanizmie upatruje się szansy na przełamanie impasu. Jak podał PAP powołując się na anonimowego unijnego urzędnika, liderzy coraz powszechniej dostrzegają konieczność przyjęcia „znaczącego pakietu nowych zasobów”. Utworzenie wspólnych źródeł finansowania miałoby rozplątać ten węzeł gordyjski bez zmuszania państw do podwyższania krajowych składek. Pozwoliłoby to na realizację nowych zadań bez drastycznych cięć w istniejących programach, co teoretycznie mogłoby zaspokoić zarówno postulaty Polski, jak i obawy Niemiec.
W najbliższym czasie zaplanowano trzy decydujące szczyty unijne, które ukształtują ramy kolejnego budżetu. Chociaż negocjacje zapowiadają się na wyjątkowo zacięte, cel główny pozostaje bez zmian: zagwarantowanie Europie stabilności finansowej na nadchodzące siedem lat.