Spis treści
- Budżet NFZ rośnie, ale kolejki do specjalistów są coraz dłuższe
- Polacy płacą potrójnie za opiekę medyczną i prywatne pakiety
- Zarobki lekarzy i milionowe kontrakty. Burza wokół radnego
- Gwarantowane podwyżki w ochronie zdrowia. Wiceprezes NFZ krytykuje system
- Afera w Szpitalu Południowym wymusi reakcję rządu Donalda Tuska?
- Rekordowe wydatki z budżetu państwa. Pacjenci mają dość kolejek
Budżet NFZ rośnie, ale kolejki do specjalistów są coraz dłuższe
Statystyki finansowe mogą przyprawić o zawrót głowy. Osiem lat temu, w 2016 roku, wydatki na publiczną służbę zdrowia wynosiły około 121 miliardów złotych. Obecnie ta kwota zbliża się już do 360 miliardów złotych, z czego pula środków samego Narodowego Funduszu Zdrowia powiększyła się z niespełna 74 do ponad 217 miliardów złotych.
Niestety, gigantyczny zastrzyk gotówki nie przełożył się na poprawę dostępności leczenia. Z danych zgromadzonych przez Fundację Watch Health Care wynika, że średni czas oczekiwania na konsultację u lekarza specjalisty uległ wydłużeniu z dwóch-trzech miesięcy do ponad czterech.
W przypadku niektórych dziedzin medycyny czas oczekiwania na wizytę przybiera absurdalne rozmiary. Dostęp do poradni genetycznych zajmuje pacjentom nawet ponad 540 dni, natomiast do neurochirurgów czy hematologów trzeba ustawiać się w kolejkach sięgających kilkuset dni.
Polacy płacą potrójnie za opiekę medyczną i prywatne pakiety
Obywatele coraz częściej widzą, że odprowadzana co miesiąc obowiązkowa składka zdrowotna to zdecydowanie za mało. Z tego powodu masowo decydują się na nabywanie prywatnych pakietów medycznych oraz inwestowanie w dodatkowe polisy ubezpieczeniowe.
Liczba osób korzystających z komercyjnych rozwiązań sięga już blisko 5,5 miliona. Największym absurdem tego zjawiska jest fakt, że pacjenci w sektorze prywatnym trafiają najczęściej do dokładnie tych samych medyków, do których bezskutecznie próbowali zapisać się na NFZ.
Jak informuje Business Insider Polska, prowadzi to do kuriozalnej sytuacji potrójnego finansowania. Obywatel opłaca bowiem obowiązkową składkę państwową, reguluje abonament za prywatny pakiet w firmie medycznej, a ostatecznie i tak często musi wydać pieniądze na dodatkową, prywatną wizytę w gabinecie specjalistycznym.
Zarobki lekarzy i milionowe kontrakty. Burza wokół radnego
Kwestia pensji personelu medycznego zdominowała obecną debatę o kondycji państwowej ochrony zdrowia. Zgodnie z nowymi przepisami, od 1 lipca najniższa pensja zagwarantowana dla lekarza specjalisty wyniesie prawie 13 tysięcy złotych brutto miesięcznie.
Znacznie większe kontrowersje wywołują jednak elastyczne kontrakty. Taka forma zatrudnienia pozwala wybranym specjalistom generować przychody rzędu kilkuset tysięcy złotych rocznie, a w skrajnych przypadkach kwoty te przekraczają barierę miliona złotych.
Prawdziwe trzęsienie ziemi wywołała sprawa młodego medyka, będącego jednocześnie byłym radnym. Z opublikowanych dokumentów wynika, że w miejskich placówkach zainkasował on niemal 1,6 miliona złotych, co wywołało falę dyskusji na temat sposobu rozliczania lekarskich dyżurów i racjonalności wydatkowania publicznych funduszy.
Gwarantowane podwyżki w ochronie zdrowia. Wiceprezes NFZ krytykuje system
W przestrzeni publicznej coraz głośniej krytykuje się regulacje zapewniające medykom cykliczne, coroczne wzrosty pensji. Według analityków i ekspertów rynkowych, system ten funkcjonuje jak automat i w żaden sposób nie weryfikuje faktycznej jakości świadczeń ani skuteczności prowadzonych terapii.
Wiceprezes Narodowego Funduszu Zdrowia, Jan Szulc, wprost określił obowiązujące prawo „killerem” całego systemu. W bieżącym roku pokrycie kosztów z góry narzuconych podwyżek pochłonie astronomiczną kwotę ponad 70 miliardów złotych. Zestawiając to z innymi wydatkami, kompleksowe leczenie szpitalne w całym kraju ma kosztować około 100 miliardów złotych.
Przeciwnicy obecnych rozwiązań alarmują, że lawinowo rosnąca pula środków konsumowana jest przez płace. W efekcie w systemie zaczyna brakować funduszy na nowoczesną diagnostykę, innowacyjne operacje oraz realne skracanie czasu oczekiwania na pomoc.
Afera w Szpitalu Południowym wymusi reakcję rządu Donalda Tuska?
Głośne nieprawidłowości wykryte w warszawskim Szpitalu Południowym doprowadziły do tego, że przedstawiciele władzy otwarcie zapowiadają wprowadzenie rygorystycznych mechanizmów monitorowania lekarskich pensji oraz rzeczywistego czasu spędzanego przez nich w pracy.
Szef rządu Donald Tusk nie ukrywa, że negocjacje z przedstawicielami środowiska medycznego zapowiadają się niezwykle burzliwie. Premier ostro skrytykował patologiczne sytuacje, w których jeden medyk jest w stanie w ciągu miesiąca wyrabiać kilkaset godzin dyżurów.
Mimo obietnic polityków, w społeczeństwie wciąż dominuje jedno, fundamentalne pytanie. Polacy chcą wiedzieć, jeśli na system ochrony zdrowia przeznaczamy trzykrotnie wyższe kwoty niż dziesięć lat temu, z jakiego powodu wciąż tak ciężko zarejestrować się do specjalisty?
Rekordowe wydatki z budżetu państwa. Pacjenci mają dość kolejek
Stale powiększane daniny zdrowotne, rosnące dotacje ze skarbca państwa i bezprecedensowe nakłady finansowe w żaden sposób nie przyspieszyły procesu leczenia. Taka sytuacja powoduje z każdym miesiącem coraz większą irytację wśród poszkodowanych pacjentów.
Branżowi analitycy nie mają złudzeń i jednogłośnie podkreślają, że samo dosypywanie pieniędzy bez głębokich reform strukturalnych niczego nie naprawi. Skandal wokół stołecznej lecznicy udowodnił, że obywatele domagają się jawności, chcąc dokładnie wiedzieć, w jaki sposób dysponuje się ich podatkami i do kogo ostatecznie trafiają rekordowe środki z budżetu na zdrowie.