Spis treści
- Kim jest badacz Maurycy Krzyżanowski?
- Maurycy Krzyżanowski o wyjeździe do USA: rozczarowanie Politechniką Warszawską
- Rekrutacja na University of Michigan. Z czym mierzył się Maurycy Krzyżanowski?
- Amerykański doktorat. Maurycy Krzyżanowski o elastyczności na uczelni
- Życie w Ann Arbor. Maurycy Krzyżanowski zderzył się z bolesną rzeczywistością
- Dyplom University of Michigan. Maurycy Krzyżanowski ocenia swoje szanse
- Sprawdź, z jakiego powodu stypendysta polskiego Ministra Nauki z dyplomem summa cum laude odrzucił europejskie uniwersytety na rzecz Michigan.
- Odkryj tajemnice naboru na studia doktoranckie w Stanach Zjednoczonych, w tym największe wyzwania i sposoby na skuteczne przygotowanie.
- Przekonaj się, jak bardzo amerykańska codzienność naukowa odbiega od realiów znanych z naszych krajowych uczelni.
- Dowiedz się, czy dyplom z prestiżowego uniwersytetu w USA faktycznie ułatwia karierę oraz z jakim prawdziwym kosztem wiąże się taki wyjazd.
Kim jest badacz Maurycy Krzyżanowski?
Urodzony w 2000 roku Maurycy Krzyżanowski realizuje obecnie studia doktoranckie w Ann Arbor na Wydziale Inżynierii Chemicznej amerykańskiego Uniwersytetu Michigan. Jego codzienna praca badawcza skupia się na wykorzystaniu uczenia maszynowego w obliczeniowej chemii inżynieryjnej. Zanim wyjechał za ocean, zdobył tytuł inżyniera chemii technologicznej na Politechnice Warszawskiej, gdzie jego wybitne osiągnięcia nagrodzono wyróżnieniem oraz najwyższymi nagrodami ministra nauki. Na amerykańskiej uczelni zdążył już obronić pracę magisterską, uzyskać certyfikat z zakresu przedsiębiorczości i innowacji, a także dostać się do elitarnego programu Perot Jain TechLab, który skupia się na problematyce zmian klimatycznych.
Naukowiec w swoich projektach wykorzystuje chemię kwantową, uczenie maszynowe oraz symulacje komputerowe. Do jego głównych zadań należy projektowanie specjalnych cząsteczek wykorzystywanych w bateriach przepływowych oraz analizowanie katalizatorów wspierających rozwój ekologicznego przemysłu chemicznego. Wyniki jego prac można znaleźć w pięciu publikacjach naukowych, które ukazały się w cenionych na całym świecie czasopismach, takich jak Digital Discovery czy Chemical Science.
Działalność Polaka wykracza jednak daleko poza mury laboratorium. Od 2026 roku będzie brał udział w programie Venture Cooperative realizowanym w nowojorskim funduszu venture capital, a obecnie pełni funkcję dyrektora do spraw rozwoju przywództwa w organizacji Nucleate, aktywnie angażując się w środowisko biotechnologicznych startupów. W wolnym czasie pomaga nowym doktorantom i wspiera zagranicznych studentów na swojej uczelni. Doceniono go również prestiżowym stypendium imienia H. Scotta Foglera, które przyznawane jest najlepszym doktorantom inżynierii chemicznej na Uniwersytecie Michigan.
Maurycy Krzyżanowski o wyjeździe do USA: rozczarowanie Politechniką Warszawską
W rozmowie z dziennikiem „Super Express” badacz wyjaśnił, dlaczego wolał amerykańską edukację od ofert z Polski czy innych państw europejskich. Naukowiec przyznał, że kierowały nim głównie osobiste motywacje, uwarunkowane zachowaniem środowiska akademickiego.
„Na początku studiów na Politechnice Warszawskiej zacząłem czuć, że ciągle gram jakąś rolę. Każdą relację traktowałem jak sprawdzian, bo życie nauczyło mnie, że jestem oceniany przez to, co osiągam – nie przez to, kim jestem. Chciałem się znaleźć gdzieś, gdzie mogę być sobą bez tego ciągłego napięcia. USA jako kraj, który zbudowano na idei wolności wyrażania siebie, wydało mi się właśnie tym miejscem.”
Dodał również w wywiadzie dla „Super Expressu”, że w pamięci utknęła mu pewna sytuacja z czasów studiów w Warszawie. Dotyczyła ona prób dostania się do „Szkoły Orłów”, czyli ministerialnego programu stypendialnego przeznaczonego dla laureatów olimpiad. Będąc finalistą olimpiady chemicznej nie spełniał wszystkich kryteriów formalnych, dlatego postanowił zapytać wprost o alternatywne ścieżki rekrutacji.
„No ale to nie jest mój problem.”
Tylko takie słowa, jak zrelacjonował dla gazety, usłyszał w odpowiedzi od pracownika uczelni. Ostatecznie dowiedział się, że funkcjonowała specjalna procedura dla finalistów z dobrymi wynikami, ale nikt nie przekazał mu tej kluczowej wiedzy i do programu dostał się wyłącznie dzięki własnemu uporowi. Zauważył, że istnieje jeszcze jeden, znacznie bardziej prozaiczny powód wyjazdu. Choć w Europie nie brakuje świetnych szkół, to Ameryka posiada ten specyficzny ekosystem naukowy promujący przedsiębiorczość i komercjalizację, który przyciąga najwybitniejsze umysły z każdego zakątka globu.
„Zawsze chciałem być tam, gdzie rzeczy się dzieją – i Stany są właśnie tym miejscem.”
Rekrutacja na University of Michigan. Z czym mierzył się Maurycy Krzyżanowski?
Proces aplikacji na amerykańską uczelnię kosztował naukowca sporo wysiłku. Całkowite przygotowania pochłonęły dwa lata, z czego ostatni rok przeznaczył na intensywne pisanie dokumentów zgłoszeniowych. Absolwent Politechniki Warszawskiej wyjaśnił w wywiadzie, że wybrał placówkę w Michigan, ponieważ tamtejsze profile badawcze idealnie pokrywały się z jego naukowymi zainteresowaniami. Największą przeszkodą okazało się napisanie po angielsku listu motywacyjnego. Zdaniem doktoranta polski system edukacji zupełnie nie uczy bezpośredniego mówienia o własnych sukcesach bez udawanej skromności. Ze względu na ówczesny brak materiałów w internecie, musiał opierać się na nielicznych filmach na YouTube nagrywanych przez innych studentów. Zauważył, że dzisiaj, dzięki AI, to zadanie wydaje się znacznie prostsze.
Amerykański doktorat. Maurycy Krzyżanowski o elastyczności na uczelni
Porównując systemy edukacji, rozmówca „Super Expressu” wskazał na ogromną różnicę w strukturze studiów. W Stanach Zjednoczonych rozpoczęcie doktoratu wcale nie wymaga wcześniejszego uzyskania tytułu magistra, który zdobywa się po prostu zaliczając wybrane przedmioty. Badacz niezwykle ceni sobie elastyczność takiego rozwiązania. Z racji teoretycznych badań, uczelniane laboratorium traktuje jak zwykłe biuro i bez problemu decyduje się na pracę zdalną, nadrabiając ewentualne zaległości w weekendy. Podkreślił, że liczą się ostateczne wyniki, a nie godziny spędzone na uczelni. Ostrzegł jednak, że to wyczerpujący wysiłek umysłowy, więc taka swoboda bywa zbawienna. Doktorant przyznał, że poziom naukowy za oceanem wyraźnie przewyższa ten znany z polskich szkół wyższych dzięki potężnemu ekosystemowi, a relacje z promotorami opierają się na ogromnym szacunku.
„Na początku czułem się kompletnie zagubiony i myślałem, że jestem za słaby. Ale to ma swoją nazwę – imposter syndrome – i dotyka chyba każdego doktoranta bez wyjątku. Mija.”
Życie w Ann Arbor. Maurycy Krzyżanowski zderzył się z bolesną rzeczywistością
Przed opuszczeniem ojczyzny młody inżynier miał w głowie bardzo wyidealizowany obraz Ameryki, co szybko zderzyło się z niezwykle trudną rzeczywistością. W rozmowie z dziennikiem opowiedział o trudnych pierwszych miesiącach, podczas których najbardziej doskwierała mu przeraźliwa samotność. Polak przyznał, że zabrał ze sobą szkodliwe nawyki nabyte na warszawskiej uczelni, takie jak ciągłe ocenianie innych, nieustanna rywalizacja oraz utrzymywanie chłodnego dystansu. Problem stanowiła również bariera językowa, objawiająca się trudnością w nadążeniu za szybkimi, branżowymi rozmowami z miejscowymi studentami. Adaptacja zajęła sporo czasu, mimo że Stany Zjednoczone pozostają niesamowicie otwarte na obcokrajowców. Zaskoczyło go również amerykańskie podejście do rywalizacji. Ludzie nieustannie się tam wspierają i dbają o zdrowie psychiczne, czego brakowało mu w Polsce. Wspomniał też o prężnie działającej w Ann Arbor społeczności polonijnej, jednak natłok obowiązków nie pozwala mu obecnie na większe zaangażowanie.
Dyplom University of Michigan. Maurycy Krzyżanowski ocenia swoje szanse
Studia doktoranckie w Ameryce dają niesamowite możliwości, jednak prestiż samego dokumentu niczego nie gwarantuje. W wywiadzie dla „Super Expressu” inżynier podkreślił, że prawdziwą wartością jest łatwy dostęp do środowisk, wybitnych specjalistów i unikalnych możliwości na skalę światową. Z drugiej strony przestrzegł przed kosztami, o których rzadko się publicznie wspomina.
„Jak już wspomniałem wcześniej, mocno idealizowałem Stany przed wyjazdem – a rzeczywistość jest po prostu trudna. Te pierwsze miesiące, samotność, konieczność przebudowania siebie od zera – to jest prawdziwy koszt. Nikt ci nie powie z góry, jak trudno jest zostawić wszystkich i zacząć od nowa w obcym miejscu.”
Pytany o swoje perspektywy na międzynarodowym rynku pracy, badacz zaznaczył, że zależą one wyłącznie od konkretnej osoby, a nie od posiadanego dyplomu, dlatego bez przerwy inwestuje we własny rozwój. Zapewnił, że gdyby mógł cofnąć czas, bez najmniejszego zawahania postąpiłby dokładnie tak samo, wybierając amerykańską drogę edukacji.
„Warto – ale pod warunkiem, że jesteś gotowy zapłacić prawdziwy koszt, nie tylko finansowy.”