Spis treści
Kredyt tańszy o 100 tys. zł
Załóżmy, że mamy do spłaty 500 tys. zł kapitału, a kredyt będziemy regulować jeszcze przez 28 lat. Jak podaje serwis Business Insider, dokładając zaledwie 250 zł miesięcznie do raty (to równowartość niedzielnego obiadu na mieście z rodziną), możemy diametralnie zmienić koszty całkowite zobowiązania. Wynik? Nawet 100 tysięcy złotych zaoszczędzonych na odsetkach, które w innym scenariuszu trafiłyby do banku.
W jaki sposób to działa? To zasługa matematyki i mechanizmu rzadko reklamowanego przez instytucje finansowe. Nawet skromne, lecz systematyczne nadpłaty dają rewelacyjne rezultaty dla naszych finansów. Musimy jednak pamiętać o kilku istotnych kwestiach.
Jak nadpłacać kredyt hipoteczny, żeby zyskać najwięcej?
Instytucje finansowe zazwyczaj nie afiszują się z zaletami nadpłat, bo każda nasza złotówka oszczędności to dla nich strata zysku. Często okazuje się, że przelewanie dodatkowych środków na poczet kredytu hipotecznego opłaca się bardziej niż najlepsza lokata na rynku. Rzecz jasna, kluczowe są tu zapisy w zawartej umowie.
Co do zasady, prawo zabrania bankom blokowania nadpłat. W umowach ze zmiennym oprocentowaniem instytucje mogą pobrać z tego tytułu prowizję jedynie w ciągu początkowych trzech lat od podpisania dokumentów. Kiedy ten okres minie, nadpłacanie musi być bezpłatne. Inaczej to wygląda w przypadku stałej stopy procentowej – tu prowizje mogą być naliczane przez cały czas jej trwania, dlatego koniecznie trzeba przeczytać swoją umowę.
Samo zrealizowanie nadpłaty nie jest trudne i z reguły można to załatwić w kilka chwil z poziomu aplikacji bankowej na telefonie. Kluczowe jest to, że każda taka dodatkowa wpłata pokrywa wyłącznie pożyczony kapitał, omijając odsetki. W efekcie zmniejsza się baza, na podstawie której bank wylicza swój profit.
Skrócenie okresu kredytowania czy obniżenie raty? To kluczowa decyzja
Gdy zdecydujemy się na nadpłatę, bank zaoferuje nam dwie drogi:
- zmniejszenie kwoty kolejnych rat,
- skrócenie całkowitego czasu trwania kredytu.
I to w tym momencie podejmujemy najważniejszą decyzję. Albo rata spada, ale spłacamy kredyt zgodnie z dotychczasowym planem lat, albo utrzymujemy ratę na dotychczasowym poziomie, zyskując szybszą spłatę zadłużenia.
Instytucjom finansowym bardziej na rękę jest opcja pierwsza, więc to ją z reguły podsuwają jako domyślną. Tymczasem z perspektywy klienta to właśnie skrócenie czasu spłaty gwarantuje największe cięcia kosztów odsetkowych. Mniejsza liczba rat w harmonogramie to po prostu mniej szans dla banku na pobranie zapłaty za udostępniony kapitał.
Ile dokładnie można zyskać na nadpłacie kredytu?
Powróćmy do naszego modelu: pozostało 500 tys. zł kapitału, spłata zaplanowana na 29 lat, a stałe raty wyliczono przy oprocentowaniu 5,8 procent.
Jakie będą skutki dorzucania 250 zł w każdym miesiącu?
- Scenariusz A: Zmniejszenie raty. Zmiana jest kosmetyczna. Po 12 miesiącach rata zmaleje o 18 zł, po pięciu latach – o 100 zł. Przez cały okres umowy zysk na odsetkach wyniesie 43 tysiące złotych.
- Scenariusz B: Zmniejszenie liczby lat do spłaty. Kwota raty się nie zmienia, ale uwalniamy się od długu aż o pięć lat szybciej. W tym wariancie odsetki, których nie oddamy bankowi, wyniosą 107 tys. zł.
Zyski szybują w górę wraz z kwotą, którą nadpłacamy. Gdybyśmy co miesiąc dorzucali 1000 zł, to w kieszeni zostanie nam ponad 261 tys. zł z odsetek, a kredyt spłacimy niemal 13 lat przed terminem!
Systematyczne dokładanie do raty to w wielu przypadkach optymalny ruch finansowy. Żeby osiągnąć podobne zyski na lokacie, klient z naszego modelu musiałby założyć depozyt z zyskiem 7,2 proc. w skali roku, co w dobie podatku Belki jest obecnie abstrakcją.
Niekiedy drobne modyfikacje w codziennych wydatkach wystarczą, by pożegnać się z długiem w banku znacznie wcześniej i mniejszym kosztem.
