Spis treści
- Ekspert Banku Pekao spodziewa się w czerwcu inflacji rzędu 2,7 proc., podczas gdy w maju odnotowano 3,1 proc.
- Za wyhamowanie wzrostu cen odpowiadają głównie tańsze paliwa, które w minionym miesiącu ze względu na pakiet CPN i spadki na rynkach potaniały nawet o 6 proc.
- Możliwe są niespodzianki dotyczące kosztów żywności, które w czerwcu mogą zdrożeć w przeciwieństwie do majowych spadków spowodowanych nowalijkami.
- Pomimo niższej inflacji RPP prawdopodobnie nie obniży stóp procentowych w tym roku, a w lipcu NBP może przedstawić wyższe prognozy wskaźnika CPI.
Ile wyniesie czerwcowa inflacja? Ekonomiści przewidują
Nadchodzący miesiąc może oznaczać dla Polaków pewną finansową ulgę. Jak ocenia Kamil Łuczkowski z Banku Pekao, inflacja w czerwcu najprawdopodobniej wyniosła 2,7 proc. Oznaczałoby to odczuwalne spowolnienie dynamiki cen w zestawieniu z majem, w którym według Głównego Urzędu Statystycznego wskaźnik uplasował się na poziomie 3,1 proc. Oficjalne wstępne szacunki GUS zostaną opublikowane we wtorek, jednak prognozy analityków bazują na twardych danych dotyczących głównych elementów koszyka towarów i usług.
Co to oznacza dla obywateli? Dynamika wzrostu cen w Polsce ewidentnie zwalnia. Jeśli przewidywania analityków znajdą potwierdzenie w rzeczywistości, będziemy mieli do czynienia z jednym z najniższych odczytów w ostatnich miesiącach, co stanowi pomyślną informację dla kupujących. Niemniej za tymi pozytywnymi sygnałami kryją się mechanizmy, o których trzeba pamiętać.
Spadek cen paliw wpływa na inflację
Główną rolę w hamowaniu inflacji odegrały stacje benzynowe. To właśnie znaczne obniżki cen na pylonach są podstawowym czynnikiem redukującym ogólny wskaźnik wzrostu cen. Jak wskazuje Kamil Łuczkowski, wpływ miały na to dwa współzależne elementy.
Polecany artykuł:
W czerwcu obowiązywał jeszcze rządowy pakiet CPN (w części niższej stawki VAT), na który nałożyły się spadające rynkowe ceny węglowodorów. Ta kombinacja sprawiła, że w czerwcu ceny paliw spadły w stosunku do maja nawet o 6 proc. To duży spadek, który przełożył się także wyraźnie na inflację – stwierdził Kamil Łuczkowski.
Tłumacząc to na prostszy język: zredukowany podatek VAT połączony z taniejącą ropą naftową na rynkach międzynarodowych stworzyły sprzyjające okoliczności do obniżek na stacjach. Z uwagi na to, że koszty logistyki rzutują na ostateczne ceny wielu innych artykułów i usług, tak głęboki spadek mocno oddziałuje na cały wynik inflacyjny.
Koszty żywności w centrum uwagi. Co z warzywami?
Podczas gdy paliwa redukują dynamikę inflacji, ceny w sklepach spożywczych mogą okazać się zaskoczeniem in minus. Ekspert Banku Pekao przypomina, że w maju to właśnie tańsza żywność, w tym przede wszystkim warzywa, mocno obniżyła wskaźnik CPI. Głównym powodem były nowalijki: pomidory, ogórki oraz młode ziemniaki.
GUS podał, że ich ceny mocno spadły w tamtym miesiącu, niezgodnie z wzorcem sezonowym. Tak mocno warzywa tanieją przeważnie dopiero od czerwca. Teraz w czerwcu ceny warzyw mogą w efekcie zachować się sezonowo gorzej niż zwykle – powiedział Łuczkowski.
Nie zwiastuje to jednak masowych podwyżek w dyskontach. Ekonomista zaznacza, że w dłuższym terminie ceny artykułów spożywczych nie powinny stanowić głównego czynnika napędzającego inflację w 2024 roku. Krótkoterminowe wahania cen produktów rolnych są normalnym zjawiskiem, silnie uwarunkowanym pogodą oraz terminem dostaw.
Stopy procentowe zostaną utrzymane? Glapiński poczeka
Zmniejszająca się inflacja standardowo stanowi pretekst dla banku centralnego do rozważenia obniżek stóp procentowych. Taniejący kredyt stymuluje gospodarkę, a przy wolniejszym wzroście cen, spada ryzyko jej „przegrzania”. Czy Rada Polityki Pieniężnej pod przewodnictwem Adama Glapińskiego zdecyduje się na obniżenie kosztów pożyczek?
Wyhamowanie inflacji to dobry pretekst do obniżek, ale jak ocenia ekonomista Banku Pekao, w bieżącym roku nie należy spodziewać się redukcji stóp procentowych NBP. Powód? Rada Polityki Pieniężnej podejmuje decyzje na podstawie długoterminowych projekcji, a lipcowy raport Narodowego Banku Polskiego może okazać się mniej korzystny.
– My zakładamy, że inflacja do końca roku utrzyma się w okolicach 3 proc., może trochę powyżej tego poziomu, a projekcja inflacji będzie pokazywała inflację bliższą górnej granicy celu inflacyjnego, czyli 3,5 proc. I RPP będzie wskazywać na tę ścieżkę i na to, że są zagrożenia dla wyjścia inflacji poza cel (np. jeszcze niepewna sytuacja w Zatoce Perskiej), w efekcie zdecyduje się utrzymać nastawienie wait-and-see, czekając na rozwój wydarzeń – tłumaczy Łuczkowski.