Giełda kryptowalut żąda milionów od KNF. Nadzór finansowy doprowadził do upadku firmy?

2026-09-21 11:09

Niemal 2,5 miliona złotych rekompensaty, przesłuchania dziesięciu świadków oraz potężny konflikt wokół działań państwowego nadzoru. W poniedziałek rozpoczyna się bezprecedensowy proces na polskim rynku, w którym przedsiębiorstwo obwinia Komisję Nadzoru Finansowego o zniszczenie biznesu poprzez wpis do rejestru ostrzeżeń. Władze BitMarket24 dowodzą, że ta urzędnicza decyzja skutkowała natychmiastowym wypowiedzeniem umów bankowych i likwidacją platformy. Instytucja stanowczo odpiera te zarzuty.

Złota moneta bitcoin stoi na podzespołach komputerowych. O sporze giełdy BitMarket24 z KNF przeczytasz na Eska.
Autor: materiały prasowe/ Materiały prasowe Złota moneta Bitcoin na płytce drukowanej, symbolizująca połączenie cyfrowych aktywów z technologią. Zdjęcie ilustruje temat dostępu do kryptowalut, o czym można przeczytać na Super Biznes.

BitMarket24 żąda 2,5 mln zł od KNF

Giełda BitMarket24 oczekuje rekompensaty w wysokości niemal dwóch i pół miliona złotych. Władze przedsiębiorstwa oszacowały poniesione szkody na bazie niezależnego audytu finansowego. W dokumencie uwzględniono zarówno drastyczny spadek wartości samej platformy, jak i potencjalne przychody, które firma rzekomo wygenerowałaby w przypadku nieprzerwanego funkcjonowania na rynku.

Reprezentujący interesy dawnej giełdy mecenas stwierdził w rozmowie z portalem money.pl, że obecny status przedsiębiorstwa jest bezpośrednim efektem dawnych decyzji urzędniczych. – BitMarket24 to całkowicie martwy podmiot, który od czasu zwrotu środków klientom nie zarabia nic i ponosi jedynie minimalne koszty sprawozdawcze – poinformował adwokat Leszek Kieliszewski, pełnomocnik spółki.

Z kolei Urząd Komisji Nadzoru Finansowego prezentuje w tej sprawie diametralnie odmienne stanowisko. Państwowy organ argumentuje między innymi, że platforma w żaden sposób nie udowodniła rzekomych strat finansowych, ponieważ prawnie wciąż funkcjonuje i zachowuje zdolność operacyjną.

Błyskawiczna utrata rachunku bankowego po spotkaniu z KNF

Początki tego burzliwego konfliktu sięgają pierwszych tygodni 2019 roku. Wówczas platforma kryptowalutowa miała za sobą prawie pięć lat rynkowej obecności. W samym 2018 roku zyski z opłat transakcyjnych sięgnęły 956 tysięcy złotych, a na starcie kolejnego roku system obsługiwał ponad 23 tysiące aktywnych inwestorów.

Kierownictwo giełdy usilnie dążyło do pełnego uregulowania swojego statusu prawnego na krajowym rynku. W tym celu powołano brytyjską filię, prowadzono negocjacje z systemem płatniczym Dotpay oraz oficjalnie dołączono do innowacyjnego programu Innovation Hub, który był koordynowany bezpośrednio przez polski nadzór finansowy.

W połowie stycznia, a dokładnie 11 stycznia 2019 roku, włodarze platformy odbyli bezpośrednie spotkanie z przedstawicielami państwowego urzędu.

Zaledwie pięć dni później państwowy regulator złożył oficjalne zawiadomienie do organów ścigania. Urzędnicy podejrzewali prowadzenie działalności płatniczej bez stosownych licencji, opierając się na fakcie trzymania depozytów użytkowników na firmowym koncie. Następnie, 21 stycznia, nazwa BitMarket24 zasiliła jawną listę ostrzeżeń KNF, co wywołało prawdziwą lawinę zdarzeń.

Dokładnie 28 stycznia instytucja finansowa Credit Agricole zamknęła platformie dostęp do firmowego konta. Decyzję argumentowano wewnętrznymi procedurami banku, które pozwalały na natychmiastowe zerwanie relacji biznesowych z każdym podmiotem wpisanym na publiczną listę ostrzeżeń regulatora.

Czas pomiędzy urzędniczym spotkaniem a całkowitym zablokowaniem dostępu do usług bankowych wyniósł niespełna siedemnaście dni.

Utrata rachunku oznaczała dla platformy brak możliwości księgowania jakichkolwiek depozytów od inwestorów. Szefostwo natychmiast zaapelowało do społeczności o wypłacanie zgromadzonych kapitałów i rozpoczęło proces całkowitego wygaszania systemu.

QUIZ. Poniedziałkowy test z wiedzy ogólnej. Przeciętna w tym teście to zaledwie 6/10. Przebij to!
Pytanie 1 z 10
Drugim największym miastem w województwie opolskim (pod względem liczby mieszkańców) jest:

Śledztwo prokuratury umorzone. KNF kwestionuje zarzuty giełdy

Dla przedstawicieli platformy kluczowe znaczenie ma rozwój wypadków, który nastąpił w kolejnych miesiącach i latach.

Dochodzenie zainicjowane przez państwowy nadzór ciągnęło się przez długi czas i nie przyniosło przełomu. Dopiero w maju 2022 roku śledczy zdecydowali się je umorzyć, co na początku 2023 roku prawomocnie zatwierdził sąd. W uzasadnieniu wskazano jednoznacznie na całkowity brak jakichkolwiek znamion czynu zabronionego.

Przedstawiciele firmy traktują to orzeczenie jako fundamentalny dowód w toczącym się obecnie postępowaniu przed sądem. Argumentują, że skoro wieloletnie śledztwo zakończyło się fiaskiem i nie wykazało złamania prawa, to państwowy regulator nie miał żadnych faktycznych podstaw do podejmowania kroków wymierzonych w giełdę, które poskutkowały odcięciem od usług bankowych.

Należy jednak pamiętać o drugiej stronie medalu. Platforma kryptowalutowa wciąż nie została wykreślona z publicznego rejestru ostrzeżeń państwowego regulatora.

Instytucja nadzorcza wnosi o całkowite odrzucenie sformułowanego pozwu sądowego. Urzędnicy przekonują między innymi o przedawnieniu podnoszonych roszczeń, tłumacząc, że publikacja w rejestrze była tylko naturalnym następstwem powiadomienia organów ścigania. Dodatkowo UKNF absolutnie odrzuca tezę, jakoby istniał bezpośredni związek przyczynowo-skutkowy między decyzją urzędu a ostatecznym zamknięciem platformy.

Rzekome naciski KNF na banki w sprawie rynku kryptowalut

Właśnie ten aspekt nadchodzącego procesu zapowiada się jako najbardziej kontrowersyjny i emocjonujący element całej sprawy przed sądem.

Zespół BitMarket24 przekonuje, że ich zła passa i problemy z kontami wcale nie stanowiły rynkowego wyjątku. Firma zamierza dowieść przed wymiarem sprawiedliwości istnienia ukrytej strategii urzędowej, która miała systemowo torpedować funkcjonowanie wszelkich podmiotów z branży cyfrowych aktywów w Polsce.

Z relacji powodów wynika, że państwowa instytucja miała wywierać celową presję na sektor bankowy, by ten systematycznie zrywał relacje z innowacyjnymi firmami kryptowalutowymi. Regulator kategorycznie odrzuca wszelkie takie oskarżenia.

Ponieważ przedsiębiorstwo nie dysponuje twardymi dowodami na piśmie potwierdzającymi istnienie takich wytycznych, strategia prawna opiera się na skrupulatnej analizie mechanizmów działania urzędu państwowego. W tym celu powołani zostaną przedstawiciele sektora bankowego, operatorzy płatniczy oraz pracownicy nadzoru, by rzucić światło na urzędnicze praktyki.

Jako koronny dowód platforma przytacza losy innego podmiotu z branży – kantoru Quark. Dwanaście miesięcy po wypowiedzeniu umowy giełdzie, Credit Agricole podjął identyczną decyzję wobec wspomnianej firmy. W oficjalnej korespondencji instytucja finansowa powoływała się bezpośrednio na odgórne wytyczne regulatora dotyczące obsługi takich biznesów. Nadzór finansowy od lat jednak dementuje plotki o nakazywaniu masowego zamykania kont wobec całej branży kryptograficznej.

Marek Chrzanowski i Jacek Jastrzębski wezwani na świadków

Podczas pierwszej rozprawy zaplanowano wysłuchanie aż dziesięciu wytypowanych osób. Na tej liście znajduje się chociażby Marek Chrzanowski, pełniący niegdyś zaszczytną funkcję głównego szefa państwowego nadzoru.

Włodarze giełdy domagają się jego wyjaśnień w kwestii rzekomego systemowego zwalczania uczestników raczkującego rynku cyfrowych walut. Były urzędnik stał na czele organu do listopada 2018 roku, co według oskarżycieli stanowiło kluczowy i przełomowy okres dla ukształtowania negatywnego stosunku instytucji państwowej do nowych technologii finansowych.

Zarząd upadłego biznesu wnosi również o pilne przesłuchanie aktualnego prezesa Komisji Nadzoru Finansowego, Jacka Jastrzębskiego. To właśnie za jego rządów, na początku 2019 roku, do prokuratury trafiło oficjalne pismo o rzekomych nieprawidłowościach, a dosłownie chwilę później innowacyjna platforma została trwale napiętnowana na liście ostrzeżeń.

Z kolei prawnicy UKNF domagają się odrzucenia wniosków dowodowych o przesłuchanie obu wysokich rangą decydentów, argumentując to brakiem merytorycznych podstaw i chęcią usprawnienia procedur.

KNF, Credit Agricole i operatorzy płatności złożą zeznania

Na sali rozpraw mają również stawić się specjaliści zatrudnieni w strukturach banku Credit Agricole. Będą oni musieli szczegółowo uargumentować nagłe zerwanie współpracy biznesowej z giełdą oraz ujawnić kulisy swoich służbowych kontaktów z urzędnikami nadzoru.

Głos przed sądem zabiorą także dostawcy popularnych systemów transakcyjnych oraz wyznaczeni delegaci z UKNF. Rolą tych ostatnich będzie przedstawienie szczegółów fatalnego spotkania z władzami giełdy, merytoryczne wytłumaczenie powodów publikacji ostrego ostrzeżenia oraz udostępnienie urzędowej korespondencji prowadzonej z krajowym sektorem bankowym i biznesowym.

Do złożenia szczegółowych wyjaśnień przed sądem zobligowano również twórcę niezależnego audytu finansowego, który to dokument posłużył włodarzom BitMarket24 do niezwykle precyzyjnego obliczenia całkowitej wysokości strat.

Dzięki tak obszernej liście świadków powód chce wiernie zobrazować sędziom pełną chronologię katastrofy: od urzędniczych negocjacji, przez działania śledczych i piętnujący wpis w rejestrze, aż po całkowite odcięcie od finansowania i definitywny upadek innowacyjnej platformy.

Czy spółce uda się skutecznie przekonać wymiar sprawiedliwości, że to właśnie rygorystyczna interwencja państwowa pogrzebała jej dynamicznie rozwijającą się działalność? Ostateczny werdykt leży wyłącznie w rękach sędziów. Eksperci rynkowi mocno podkreślają, że ten precedensowy spór prawny ukształtuje przyszłość nie tylko samego poszkodowanego powoda, ale wpłynie na bezpieczeństwo operacyjne absolutnie wszystkich podmiotów kryptowalutowych w naszym kraju.

Ósma Runda | SAWICKI CHCE LISTY POLITYKÓW UMOCZONYCH W ZONDACRYPTO

Rolki