Spis treści
Unia Europejska nie gotowa na lawinę odpadów
Popularność odnawialnych źródeł energii w Europie, szczególnie zauważalna po 2020 roku, niesie ze sobą dalekosiężne konsekwencje. Żywotność standardowych paneli słonecznych wynosi około 25 lat, co zwiastuje potężną falę e-odpadów w niedalekiej przyszłości. Zgodnie z doniesieniami analityków Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE), kraje unijne muszą niezwłocznie opracować plany zagospodarowania kolosalnej ilości elektrośmieci spodziewanej w latach 2040-2050.
Statystyki prezentują się wyjątkowo ponuro. Raport PIE wyraźnie podkreśla, że kraje Wspólnoty muszą drastycznie zwiększyć swoje moce przerobowe w zakresie recyklingu elementów instalacji słonecznych. Zdolności przetwarzania szacowane na 2026 rok oscylują wokół zaledwie 200 tys. ton, podczas gdy zapotrzebowanie już teraz trzykrotnie przewyższa te możliwości, zbliżając się do 700 tys. ton.
Sytuacja w przyszłości jawi się jeszcze gorzej. Szacuje się, że do 2050 roku objętość zużytych instalacji w UE przekroczy 25 megaton, przy rocznym wzroście na poziomie 2,2 megatony. Oznacza to drastyczną dysproporcję między możliwościami zakładów utylizacyjnych a lawinowo rosnącą ilością odpadów w perspektywie najbliższych dwóch dekad.
-
Przyrost mocy fotowoltaicznych, zwłaszcza po 2020 r., oznacza więc konieczność przygotowania się na znaczącą liczbę odpadów fotowoltaicznych w latach 2040-2050 – oceniają eksperci PIE.
Recykling paneli słonecznych to lukratywny biznes
Zbliżająca się lawina e-odpadów, oprócz wyzwań środowiskowych, stwarza również ogromne perspektywy rynkowe. Międzynarodowa Agencja Odnawialnych Źródeł Energii (IRENA) wskazuje, że zniszczone moduły fotowoltaiczne kryją w sobie mnóstwo drogocennych materiałów. Prognozy mówią, że w skali globu waga zużytych paneli osiągnie 200 megaton do 2050 roku.
To z kolei otwiera drzwi do wielkich zysków. Szacunki IRENA sugerują, że rynek materiałów z odzysku może osiągnąć pułap 20 mld dolarów rocznie do połowy tego stulecia. Nawet w krótszej perspektywie, do 2030 roku, wartość ta ma wynieść ponad 810 milionów dolarów.
Najbardziej pożądanym surowcem odzyskiwanym z instalacji jest aluminium, które odpowiada za niemal połowę wartości wszystkich pozyskanych materiałów. Kolejne miejsca zajmują srebro (33 proc.), krzem (11 proc.) i miedź (7 proc.). Pomimo faktu, że objętościowo dominują komponenty szklane i z tworzyw sztucznych, to odzysk metali gwarantuje opłacalność recyklingu. Kluczowe staje się rozwinięcie infrastruktury, zanim problem śmieci wymknie się spod kontroli.
Dane PIE pokazują, że w ubiegłym roku niechlubnym liderem w produkcji odpadów fotowoltaicznych były Niemcy z wynikiem 68 tys. ton. Z drugiej strony to właśnie za zachodnią granicą Polski skupia się ponad połowa europejskich mocy recyklingowych (99 tys. ton rocznie), wyprzedzając znacząco Hiszpanię (22 tys. ton) i Francję (20 tys. ton).
Sytuacja na rynku fotowoltaiki w Polsce
Polski rynek na ten moment wydaje się być bezpieczny. W zeszłym roku zaraportowano u nas zbiórkę zaledwie około 600 ton paneli przeznaczonych do recyklingu. Analitycy PIE przypominają jednak, że ten spokój jest pozorny. Stosunkowo mała ilość odpadów to efekt opóźnienia w boomie na instalacje w stosunku do krajów zachodnich.
Wzrost zainteresowania energią ze słońca jest u nas wręcz astronomiczny. Podczas gdy osiem lat temu moc wszystkich instalacji w Polsce nie przekraczała 200 MW, to latem bieżącego roku dobiliśmy do poziomu 27 GW. Ten skok wyraźnie sygnalizuje nadejście problemów w kolejnych latach. Mimo że w statystykach nasz udział jest niewielki, Polska już teraz wyrasta na ważnego dostawcę zużytych elementów na rynek niemiecki, dołączając do takich państw jak Włochy, Grecja czy Hiszpania.