Spis treści
Paliwo w górę, a z nim koszty żywności
Ekonomiści i handlowcy nie mają złudzeń – aktualny wzrost cen to nie jest zbieg okoliczności. Od początków lipca stawki na stacjach benzynowych poszybowały w górę, osiągając rynkowe wartości.
Większe wydatki na transport od razu przełożyły się na wzrost cen dostarczanej żywności. To z kolei błyskawicznie wpłynęło na kwoty, jakie widzimy na rynkach, w osiedlowych sklepikach i piekarniach.
Z tego powodu kupujący znów muszą głębiej sięgnąć do kieszeni za dokładnie ten sam asortyment, który do niedawna był znacznie tańszy.
Polecany artykuł:
Nowe ceny żywności uderzają w kupujących
Wyższe ceny na stacjach paliw zapoczątkowały nową falę drożyzny.
Coraz więcej konsumentów zdradza, że zanim dokona wyboru, najpierw obchodzi kilka punktów i wnikliwie analizuje cenniki, aby nie przepłacić.
Klienci oglądają każdą złotówkę
Na jednym ze stoisk w warszawskiej dzielnicy Ochota klienci nie ukrywają szoku. Jeszcze w poprzednim miesiącu warzywa i owoce były zdecydowanie tańsze. Obecnie ceny rosną z tygodnia na tydzień.
– Wszystko drożeje. Na giełdzie też płacimy więcej za towar, więc i my musimy podnosić ceny – opowiada sprzedający tam pan Antoni.
Handlowiec wyjaśnia, że wiele towarów podskoczyło o 1–2 złote za kilogram, lecz są i takie, za które trzeba zapłacić o 3–4 złote więcej. Jako dowód wymienia maliny: niedawno za skromne pudełko brano 10 zł, a teraz to koszt rzędu 13 zł.
Drób i wieprzowina mocno w górę
Zaledwie chwilę temu przed sklepami z wędlinami widać było długie kolejki. Dziś frekwencja drastycznie spadła. Ludzie uważnie studiują etykiety z cenami i dopiero wtedy decydują się na zakup.
Ćwiartki z kurczaka skoczyły z 8,99 zł za kilo do 9,99 zł, by obecnie zatrzymać się na poziomie aż 12 zł. Prawdziwy ból głowy mają jednak kupujący filety drobiowe. Na wielu stoiskach cena za ten rodzaj mięsa wystrzeliła z 25 zł do blisko 31 zł.
Rzeźnicy dostrzegają też nową tendencję. Kupujący nie zamawiają już szynki na dekagramy, lecz proszą jedynie o kilka plasterków. Znaczna część z nich wybiera tańsze warianty wędlin lub wrzuca do koszyka to, co jeszcze chwilę wcześniej było bardzo omijane.
Koszty wędlin przekraczają granice
Czasy, gdy smaczna wędlina była w zasięgu ręki każdego Polaka, chyba minęły bezpowrotnie. Teraz dobrej jakości produkty z mięsa kosztują minimum 50 zł za kilogram.
Salami prowansalskie dobiło do 63 zł za kilogram, sucha kiełbasa do ponad 70 zł, a za pieczoną pierś z indyka trzeba zapłacić ponad 60 zł. Nawet budżetowa mielonka przekroczyła magiczną barierę 20 zł.
Przy stoiskach najczęściej można usłyszeć zrezygnowane stwierdzenie: „Tanio już było”.
Piekarnie także podnoszą ceny
Drożyzna uderzyła również w pieczywo. Niedawno słodka bułka z jagodami za 6 złotych wydawała się absurdalnie droga. Aktualnie za taką kwotę trudno cokolwiek kupić. Zazwyczaj ceny zaczynają się od 7 złotych w górę.
Ceny bochenków też wystrzeliły. Tradycyjna kajzerka to wydatek rzędu 70–80 groszy, a grahamka nierzadko przebija złotówkę. Podobnie z chlebami i innymi bułkami – trzeba dopłacić po kilkadziesiąt groszy, a w niektórych miejscach nawet całą złotówkę więcej.
Mieszkańcy stolicy tłumnie na bazarach
W pogoni za oszczędnościami rzesze ludzi odwiedzają ogromne bazary. Miejscem, które przeżywa niesamowity boom, stał się targ Olimpia zlokalizowany na warszawskiej Woli.
Każdego weekendu, od świtu, ciągną tu prawdziwe tłumy warszawiaków i mieszkańców okolicznych miejscowości. Zmotoryzowani muszą się nakręcić, aby zaparkować samochód, a przed stanowiskami sprzedaży stoją pokaźne grupy chętnych.
Osoby korzystające z tego rynku potwierdzają, że niektóre rzeczy da się nabyć za ułamek ceny, w porównaniu z osiedlowymi sklepikami czy typowymi rynkami.
Targowisko Olimpia jak powrót do przeszłości
Wielu kupującym targowisko Olimpia kojarzy się z legendarnym Stadionem Dziesięciolecia. Handluje się tam prosto z bagażnika, z drewnianych palet czy zaimprowizowanych stoisk. W tłumie miesza się polski, ukraiński i rosyjski.
– To jak podróż w czasie do lat 90. ubiegłego wieku – komentują spacerujący tam konsumenci.
Nikomu jednak nie przeszkadzają polowe warunki. Najważniejszy stał się dzisiaj cennik. Skoro wszystko szybuje w górę, Polacy potrafią nadłożyć drogi i stać w kolejce, aby w ogólnym rozrachunku ocalić parę dziesiątek w portfelu.