Dramatyczny spadek zdolności kredytowej Polaków. Tysiące mieszkań znika z zasięgu kupujących

2026-09-10 22:22

Osoby planujące zakup własnego lokum czeka brutalne zderzenie z rzeczywistością. Sierpień przyniósł drastyczne obniżenie zdolności kredytowej dla osób z przeciętnymi dochodami, co błyskawicznie ograniczyło pulę dostępnych dla nich nieruchomości. W najtrudniejszym położeniu znalazły się gospodarstwa domowe z jednym dzieckiem, których możliwości zaciągnięcia hipoteki w zaledwie cztery miesiące skurczyły się o 11 procent.

Dłoń kobiety trzymającej klucze z brelokiem w kształcie domu. O spadku zdolności kredytowej Polaków przeczytasz na Eska.
Autor: fizkes/ Getty Images Kobieta w zielonym golfie wyciąga w stronę obiektywu rękę, trzymając pęk kluczy z drewnianą zawieszką w kształcie domku. Zdjęcie symbolizuje nowe możliwości, inwestycje w nieruchomości oraz zmiany w ratach kredytów hipotecznych, o których przeczytasz na portalu Super Biznes.

Hipoteki poza zasięgiem. Zdolność kredytowa na najniższym poziomie od roku

Krótki okres optymizmu w sektorze bankowym dobiegł końca, a warunki zaciągania zobowiązań ponownie uległy zaostrzeniu. Wspólny raport przygotowany przez ekspertów BIG DATA RynekPierwotny.pl oraz Rankomat.pl dowodzi, że w sierpniu odnotowano najpotężniejsze od dwunastu miesięcy tąpnięcie w możliwościach finansowych badanych gospodarstw domowych.

Osoba żyjąca w pojedynkę, której miesięczne wynagrodzenie wynosi w przybliżeniu 6 tysięcy złotych netto, miała szansę na sfinansowanie zakupu nieruchomości kwotą rzędu 434,5 tysiąca złotych. Taki wynik oznacza, że dostępny dla niej kapitał bankowy zmalał o 3 procent w porównaniu do lipca.

Niemal identyczna redukcja uderzyła w dwuosobowe gospodarstwa domowe bez potomstwa, dysponujące łącznym dochodem na poziomie 8 tysięcy złotych na rękę. W ich przypadku maksymalna suma możliwej do uzyskania pożyczki hipotecznej zjechała do pułapu 540,1 tysiąca złotych.

Zdecydowanie najbardziej drastyczny regres zanotowano wśród rodzin w modelu dwa plus jeden, które wspólnie zasilają domowy budżet kwotą 10 tysięcy złotych netto. W zaledwie jeden miesiąc ich potencjał kredytowy skurczył się z 631,9 tysiąca złotych do zaledwie 599,4 tysiąca złotych, co stanowi zjazd o równe 5 procent.

„Był to pierwszy od wielu miesięcy przypadek, gdy pogorszenie sytuacji objęło jednocześnie wszystkie analizowane grupy kupujących mieszkania” – zaznacza wyraźnie w swojej wypowiedzi dla portalu Marek Wielgo, znany ekspert reprezentujący serwis RynekPierwotny.pl.

Rodziny z dzieckiem w potrzasku. Zdolność kredytowa pikuje

Obserwowany trend uderzający w gospodarstwa domowe wychowujące dzieci absolutnie nie ma charakteru krótkotrwałej anomalii rynkowej. Parametry decydujące o przyznaniu im środków na zakup lokum sukcesywnie ulegają pogorszeniu już przez cztery kolejne miesiące.

Zaledwie szesnaście tygodni wstecz ta sama rodzina mogła wynegocjować w banku 675,8 tysiąca złotych, podczas gdy obecnie kwota ta spadła poniżej granicy 600 tysięcy złotych, co generuje potężną stratę rzędu 11 procent. Ponadto analitycy wyliczyli, że obecne możliwości finansowe takich familii są już o 3 procent słabsze w zestawieniu z analogicznym okresem minionego roku.

Głównej przyczyny tego drastycznego odwrócenia tendencji należy upatrywać w pnących się w górę kosztach obsługi zadłużenia. Choć niedawno inwestorzy spodziewali się dalszego cięcia stóp procentowych, nadzieje te ostatecznie prysły, a w efekcie oprocentowanie niektórych zobowiązań mieszkaniowych ponownie przebiło barierę 6 procent.

„Część banków przyjęła bardziej ostrożne założenia przy ocenie zdolności kredytowej klientów” – precyzuje Jan Dziekoński, który pełni funkcję głównego ekonomisty serwisu RynekPierwotny.pl.

Tylko prawdziwi fani polskich seriali zdobędą 12/12. Pamiętasz te hity?
Pytanie 1 z 12
Jak miały na imię dzieci Stefana i Magdaleny Karwowskich z "Czterdziestolatka"?

Rynek nieruchomości w Warszawie i Krakowie. Znika oferta dla singli

Spadek limitów pożyczkowych zaoferowanych przez instytucje finansowe błyskawicznie przełożył się na realia panujące w branży deweloperskiej i wtórnej. W ósmym miesiącu roku we wszystkich siedmiu badanych ośrodkach miejskich odnotowano wyraźny ubytek w zasobie nieruchomości leżących w zasięgu osób żyjących samodzielnie i zarabiających średnią krajową.

W stolicy kraju klient zarabiający w granicach 6 tysięcy złotych na rękę, posiadający przy tym jedną piątą wartości lokalu w gotówce, miał do dyspozycji pulę zaledwie tysiąca ofert, choć jeszcze w lipcu wynosiła ona 1,2 tysiąca. Oznacza to, że wybór w Warszawie zawęził się w krótkim czasie o równe 16 procent.

Zdecydowanie bardziej ponury scenariusz rozegrał się w stolicy Małopolski, gdzie asortyment mieszkaniowy drastycznie stopniał. Z początkowych 700 opcji zakupowych na krakowskim rynku ostało się jedynie 400 lokali, co przekłada się na gigantyczny ubytek rzędu 39 procent.

Na terenie stolicy Dolnego Śląska wolumen wolnych do nabycia mieszkań obniżył się z poziomu 1,4 tysiąca do 1,1 tysiąca sztuk, w aglomeracji poznańskiej zmalał z 2,2 tysiąca do 1,8 tysiąca, podczas gdy na trójmiejskim rynku podaż skurczyła się z 1,4 tysiąca do 1,2 tysiąca obiektów.

Stosunkowo najbardziej komfortowa sytuacja dla kupujących w pojedynkę utrzymuje się niezmiennie na obszarze ziemi łódzkiej oraz w obrębie miast Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Tam singiel ze średnią pensją mógł wciąż przebierać w szerokiej bazie odpowiednio około 5,4 tysiąca oraz 5,1 tysiąca ofert sprzedaży.

Mieszkania dla par znikają z rynku. Spadki w dużych metropoliach

Konieczność weryfikacji swoich planów mieszkaniowych dotyczy jednak nie tylko osób bez partnera, gdyż problem uderza szerzej. W tym samym sierpniowym zestawieniu zauważalnie skurczył się też katalog lokali mieszczących się w budżecie dwuosobowych gospodarstw bez dzieci.

Na stołecznym podwórku na takie pary czekało blisko 3,8 tysiąca propozycji, co stanowi spadek wobec 3,9 tysiąca odnotowanych cztery tygodnie wcześniej. Z kolei na krakowskim rynku wybór stopniał z 3,2 tysiąca do 2,7 tysiąca ofert, a w stolicy Dolnego Śląska asortyment zjechał z 3,8 tysiąca na 3,4 tysiąca jednostek.

Znacznie łatwiejsze zadanie czekało dwuosobowe gospodarstwa na terenie aglomeracji łódzkiej, gdzie deweloperzy i zbywcy oferowali im niemal 7,6 tysiąca domostw. Niewiele słabiej pod tym względem prezentowała się Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia, w której na klientów czekał asortyment rzędu 7,5 tysiąca sztuk.

Brak zdolności kredytowej uderza w rodziny z dziećmi. Podaż lokali leci w dół

Skala zjawiska najbrutalniej doświadcza jednak komórek społecznych posiadających pod opieką potomstwo, które mierzą się z gigantycznym wykluczeniem na rynku. W obrębie administracyjnym stolicy zbiór nieruchomości dostosowanych do ich opcji finansowych zjechał gwałtownie z poziomu 6,2 tysiąca do pułapu 5,7 tysiąca obiektów.

Równie pesymistyczne wieści płyną z Małopolski, gdzie dostępna pula lokali przeznaczonych dla rodzin skurczyła się z równego pięciu tysięcy do 4,2 tysiąca. Podobny trend dotknął wrocławski sektor nieruchomościowy, na którym asortyment zredukował się w krótkim czasie z 5,5 tysiąca do 4,7 tysiąca adresów.

Najwięcej powodów do umiarkowanego optymizmu pozostaje w obrębie miast zrzeszonych w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, która oferuje rodzicom bazę aż 8,5 tysiąca domostw do zasiedlenia. Tuż za nią plasuje się łódzki rynek, udostępniający dla tego profilu nabywcy ponad 8,3 tysiąca rynkowych alternatyw.

Całe zjawisko ma jednak głębszy wymiar rynkowy, a według ekspertyzy Marka Wielgo, dane spływające w sierpniu dobitnie udowadniają potężne uzależnienie bazy podażowej od decyzji analityków bankowych. Nawet relatywnie niewielkie, kilkuprocentowe ograniczenie środków z hipoteki sprawia, że potencjalni nabywcy błyskawicznie tracą szansę na sfinansowanie setek wytypowanych wcześniej inwestycji.

Kredyt hipoteczny a ukryte koszty. Banki kuszą, lecz trzeba zachować czujność

Decydując się na wejście na rynek, należy mieć świadomość, że ostateczna weryfikacja zdolności płatniczej klienta potrafi oscylować na drastycznie odmiennych poziomach w różnych instytucjach finansowych.

Z letnich raportów wynika, iż osoba bez partnera dysponująca budżetem rzędu 6 tysięcy na rękę mogła wywalczyć decyzję o przyznaniu od 371 tysięcy złotych do niemalże 498 tysięcy złotych na dom. Z kolei familiom z modelem dwa plus jeden z domowym budżetem 10 tysięcy złotych netto przysługiwało finansowanie rzędu od skromnych 547 tysięcy do imponujących niemal 699 tysięcy złotych.

Przyznanie potężniejszego zastrzyku gotówki wcale nie gwarantuje jednak trafienia na najbardziej opłacalny instrument rynkowy w finalnym rozrachunku. Przedsiębiorstwo bankowe udzielające większej pożyczki, w ramach równoważenia ryzyka, bardzo często odbija to sobie nakładaniem na klienta nieporównywalnie wyższych marż czy prowizji.

Z tego względu autoryzacja dokumentacji kredytowej absolutnie musi być poprzedzona dogłębną kalkulacją udostępnionego limitu w zestawieniu z ostatecznymi kosztami całego przedsięwzięcia. Istotą rozważnego zapożyczania się nie jest zachwyt nad startową sumą hipoteczną, lecz rzetelne uświadomienie sobie kwoty, którą po upływie dekad przyjdzie nam faktycznie spłacić.

Ludwik Kotecki, członek Rady Polityki Pieniężnej [IMPACT 2026]

Rolki