Spis treści
Szef Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński zdecydował się na publiczne wytknięcie premierowi Donaldowi Tuskowi niespełnienia jednej z najbardziej znanych obietnic wyborczych. Lider PiS opublikował na platformie X (wcześniej Twitter) zwięzły, ale bardzo wymowny komentarz. "Miało być paliwo po 5,19 zł, a nie po 9,15 zł/L! Do roboty, Donaldzie Tusku!" – cytuje wpis portal dorzeczy.pl.
Wypowiedź prezesa PiS stanowi bezpośrednią odpowiedź na to, co dzieje się na stacjach benzynowych. Wraz z końcem sierpnia 2026 roku przestał obowiązywać rządowy mechanizm "CPN – Ceny Paliw Niżej", który blokował wzrost kosztów tankowania. Równocześnie od 1 września powróciła normalna, 23-procentowa stawka podatku VAT na paliwa, co błyskawicznie wywindowało ceny do dawno nienotowanych pułapów. Jeszcze pod koniec wakacji za litr benzyny Pb95 trzeba było zapłacić maksymalnie 6,64 zł, podczas gdy dzisiaj stawki przekraczające 9 złotych stały się codziennością.
Dlaczego rząd zakończył program tanich paliw?
Premier Donald Tusk nie ma jednak zamiaru brać odpowiedzialności za obecną sytuację. Do zarzutów sformułowanych przez Jarosława Kaczyńskiego szybko odniósł się minister energii Miłosz Motyka. Wyjaśnił on, że w państwowej kasie zabrakło po prostu funduszy na dalsze utrzymywanie programu paliwowych dopłat, a środki zaplanowane w budżecie wystarczyły zaledwie do końca sierpnia.
Minister Motyka nie poprzestał na tym i wskazał winnego drogich paliw. Stwierdził, że mechanizm obniżający koszty tankowania mógłby działać dłużej, gdyby prezydent Karol Nawrocki nie zawetował ustawy wprowadzającej podatek od nadzwyczajnych zysków koncernów naftowych. To właśnie z tych przychodów planowano pokryć koszty kolejnych miesięcy funkcjonowania dopłat dla kierowców. – To było działanie polityczne pana prezydenta. Prezydent zablokował finansowanie pakietu CPN na kolejne tygodnie i miesiące – powiedział minister.
Jaka jest rola prezydenta Karola Nawrockiego w sprawie cen paliw?
Spór o wysokie ceny paliw zmienił więc swój charakter, przenosząc się z rywalizacji między rządem a opozycją na konflikt pomiędzy gabinetem Donalda Tuska a głową państwa. Prawdą jest, że prezydent Karol Nawrocki odmówił złożenia podpisu pod ustawą opodatkowującą ponadwymiarowe zyski spółek paliwowych. Zamiast tego zdecydował się na skierowanie jej do Trybunału Konstytucyjnego w ramach kontroli prewencyjnej, co oznacza, że uznał przepisy za potencjalnie niezgodne z konstytucją i wymagające weryfikacji przez sędziów TK przed wejściem w życie.
Zasadnicze zastrzeżenia dotyczyły łamania zasady, że prawo nie może działać wstecz. Przepisy, które miały zacząć obowiązywać w sierpniu, przewidywały nałożenie podatku na zyski wypracowane przez koncerny naftowe już od początku marca. Skutkiem tych wątpliwości było zablokowanie ustawy w Trybunale Konstytucyjnym, przez co strona rządowa została pozbawiona funduszy na kontynuację paliwowych dopłat.
Sytuację dodatkowo komplikuje niespokojna atmosfera na Bliskim Wschodzie oraz informacje o ewentualnym zablokowaniu cieśniny Ormuz. Tego typu wydarzenia zawsze mają wpływ na kształtowanie się globalnych cen ropy naftowej, co również dokłada się do obecnych problemów na rynku paliw.
