Budżet na wojsko w dół. Polska straci pozycję lidera NATO na rzecz krajów bałtyckich

Gabinet Donalda Tuska zakłada zmniejszenie nakładów na obronność w 2027 roku do kwoty 198 miliardów złotych. Taka decyzja zrzuca nasz kraj z pierwszego miejsca w zestawieniu państw Sojuszu Północnoatlantyckiego wydających najwięcej na armię. Zostaniemy w tyle za państwami bałtyckimi, podczas gdy nasi zachodni sąsiedzi drastycznie pompują miliardy w zbrojenia.

Żołnierze salutujący z czołgów podczas defilady. O zmianach w budżecie na obronność Polski przeczytasz na Eska.
Autor: St. chor. szt. mar. Arkadiusz Dwulatek / Combat Camera/ Materiały prasowe Czołgi Abrams na defiladzie z okazji święta Wojska Polskiego w 2024 roku
  • Polska oddaje koszulkę lidera NATO. Mniejsze nakłady na armię w 2027 roku.
  • Wicepremier uspokaja w sprawie cięć w budżecie obronnym.
  • Litwa, Łotwa, Estonia i Niemcy radykalnie przyspieszają zbrojenia.
  • Grupa Wyszehradzka zostaje w tyle za resztą państw wschodniej flanki.

Polska traci pozycję lidera NATO w wydatkach na zbrojenia

Przez minione lata nasz kraj uchodził za absolutny wzór do naśladowania w strukturach Sojuszu Północnoatlantyckiego. Znajdowaliśmy się na samym szczycie zestawienia państw pompujących największy odsetek produktu krajowego brutto w sektor obronny, osiągając pułap 4,3 procent jeszcze w 2025 roku. Ten złoty okres powoli odchodzi jednak do przeszłości. Zgodnie z nowymi ustaleniami gabinetu Donalda Tuska nakłady na resort obrony w 2027 roku wyniosą 198 miliardów złotych, co definitywnie pozbawi nas koszulki lidera wewnątrz paktu.

Mówimy tutaj o kwocie mniejszej o blisko dwa miliardy złotych w zestawieniu z założeniami na rok 2026. Dziennikarze „Rzeczpospolitej” zauważają, że sytuacja robi się znacznie bardziej niepokojąca przy uwzględnieniu bieżących wskaźników makroekonomicznych. Jeśli gospodarka urośnie o zakładane 4 procent, realny udział nakładów na armię drastycznie zanurkuje poniżej planowanych na ten rok 4,5 procent PKB. Taki scenariusz sprawia, że już za kilkanaście miesięcy wyprzedzą nas Litwini, Łotysze oraz Estończycy, a z biegiem czasu ten dystans będzie rósł na naszą niekorzyść.

Władysław Kosiniak-Kamysz tłumaczy mniejszy budżet MON

Wiele osób zastanawia się nad przyczynami tak gwałtownego wyhamowania w sektorze, który dotychczas budował naszą silną pozycję wśród państw sojuszniczych. Dziennik opublikował wypowiedź wicepremiera w tej palącej kwestii. Władysław Kosiniak-Kamysz stwierdził na łamach „Rzeczpospolitej”, że mniejsze liczby w dokumentach to wyłącznie kwestia księgowa, która w żadnym wypadku nie osłabi realnych możliwości zakupowych naszej armii.

Głównym mechanizmem ratującym sytuację ma być całkowite zwolnienie z podatku od towarów i usług. Rozwiązanie to obejmie potężne kontrakty zbrojeniowe opłacane z funduszy pożyczkowych w ramach nowoczesnego unijnego programu SAFE. Brak konieczności uiszczania podatku VAT od miliardowych transakcji zbrojeniowych pozwoli pozyskać znacznie więcej sprzętu bojowego, nawet jeśli oficjalne tabelki budżetowe wykażą mniejsze pule środków finansowych.

Kraje bałtyckie oraz Niemcy mocno inwestują w wojsko

Kiedy Warszawa naciska hamulec, inni gracze w naszej części kontynentu zdecydowanie przyspieszają zbrojenia. Zjawisko to najlepiej widać na przykładzie republik bałtyckich, które żyją w nieustannym strachu przed rosyjską agresją. Według analiz Sojuszu Północnoatlantyckiego jeszcze w tym roku Litwa, Łotwa oraz Estonia zepchną Polskę z pierwszego miejsca pod kątem procentowego udziału nakładów wojskowych w PKB. W kolejnym roku różnica ta jeszcze się powiększy, ponieważ rządy w Wilnie, Rydze i Tallinie zamierzają przekroczyć barierę 5 procent.

Największy przewrót militarny dokonuje się jednak za Odrą. Niemiecki budżet obronny w 2027 roku poszybuje do astronomicznego poziomu 140 miliardów euro, co jest najwyższym wynikiem od czasów zimnej wojny. Szef tamtejszego resortu obrony Boris Pistorius zaprezentował niedawno w parlamencie strategię potężnego zasilenia armii, która z pomocą specjalnego funduszu Sondervermögen pozwoli Berlinowi przebić granicę 3 procent PKB. Mówimy o wydatkach trzykrotnie przewyższających budżet polskiego wojska, a w celu sfinansowania tych planów zachodni sąsiedzi musieli w 2025 roku specjalnie znowelizować ustawę zasadniczą.

Przez minione dekady wojska naszych zachodnich sąsiadów były powszechnie postrzegane jako synonim organizacyjnej katastrofy oraz chronicznego braku funduszy. Obecnie jednak decydenci w Berlinie wyciągają wnioski z dotychczasowych potknięć i zamierzają błyskawicznie zlikwidować wszystkie mankamenty, które doprowadziły ich siły zbrojne do niezwykle fatalnego stanu i wywoływały powszechne drwiny z tamtejszych żołnierzy.

QUIZ. Tablice rejestracyjne w Polsce. My mówimy województwo, Ty wskazujesz pierwszą literę
Pytanie 1 z 10
Jak województwo podlaskie, to:

Wschodnia flanka NATO hamuje, Czesi i Węgrzy zostają w tyle

Potężne pompowanie pieniędzy w armię przestało być standardem dla wszystkich państw tworzących wschodnią flankę NATO. O ile władze w Warszawie i stolicach bałtyckich zbudowały już solidną bazę finansową, a Berlin dopiero się rozpędza, to na południe od naszych granic widać ogromną stagnację. Największymi maruderami w kwestii modernizacji swoich sił zbrojnych pozostają obecnie pozostali członkowie Grupy Wyszehradzkiej.

Idealnym potwierdzeniem tego zjawiska jest sytuacja w Czechach. Odzyskujący władzę w końcówce 2025 roku premier Andrej Babiš ogłosił obcięcie nakładów militarnych w kolejnym roku do pułapu 1,7 procent PKB. Władze w Pradze planują dobić do wymaganego przez sojuszników progu 2 procent dopiero w 2027 roku, całkowicie porzucając plany jakiegokolwiek dalszego pompowania pieniędzy w sektor obronny.

Odmiennie do rozpędzającej się machiny niemieckiej, wyraźną niechęć do wojskowych inwestycji widać również na Słowacji oraz Węgrzech. Z ostatnich oficjalnych deklaracji wyłania się obraz państw regionu, które brutalnie zderzyły się z finansowym i politycznym murem. Epoka drastycznych skoków budżetowych dobiegła końca, dlatego analitycy przewidują teraz wysyp nowatorskich sztuczek księgowych, mających na celu sztuczne spełnienie wymagań stawianych przez dowództwo sojuszu.

Swoich wojskowych planów finansowych na kolejne miesiące nie zdradziły jeszcze rządy w Bukareszcie oraz Sztokholmie. Jak podkreśla „Rzeczpospolita”, dostępne prognozy dla sektora obronnego zakładają jedynie utrzymanie obecnego status quo lub bardzo skromne podwyżki. Czas spektakularnych i gigantycznych wzrostów nakładów na armię przeszedł już ostatecznie do historii i raczej szybko do nas nie powróci.

Zawsze należy jednak mieć na uwadze kluczowy fakt, że same środki finansowe nie wygrywają bitew. Tworzenie potężnego i gotowego do walki wojska stanowi skomplikowany proces, który pochłania mnóstwo czasu. Oczekiwanie na zakontraktowany sprzęt trwa bardzo długo, a wyszkolenie tysięcy rekrutów wymaga ogromnego nakładu pracy. Sojusznicy naprawiają dzisiaj błędy z czasów, gdy wizja konfliktu zbrojnego na kontynencie wydawała się abstrakcją, co oznacza, że ogromne rachunki za obronność zostaną z nami na długie lata.

GOŁOTA: Odbudowujemy zdolności eksportowe Polskiej Grupy Zbrojeniowej

ROLKI