Afera w szpitalu w Mogilnie. Płacili pielęgniarkom "pod stołem"

Szokujące kulisy afery w szpitalu w Mogilnie. Prywatna spółka neurochirurgów miała stworzyć nieoficjalny system opłacania pielęgniarek. Co gorsza, zabiegi mogły odbywać się przy użyciu sprzętu bez atestu i bez kompletu badań pacjentów, jak ujawnia Wirtualna Polska.

Pielęgniarka przy łóżku pacjenta. Na wstawce portfel z banknotami. O aferze w szpitalu w Mogilnie przeczytasz na Eska.
Autor: Shutterstock (2)/ Shutterstock pielęgniarka

Afera w szpitalu w Mogilnie. Nieoficjalne płatności dla pielęgniarek

To kolejny etap sprawy rzucającej cień na kooperację publicznych jednostek z prywatnymi podmiotami medycznymi. Redaktorzy Wirtualnej Polski prowadzą śledztwo dotyczące nieprawidłowości w placówce w Mogilnie w woj. kujawsko-pomorskim. Z najnowszych informacji wynika, że kłopoty mogą być o wiele poważniejsze, niż początkowo zakładano. Kwestia dotyczy nie tylko ogromnych kwot, ale w głównej mierze podstawowych zasad bezpieczeństwa osób leczonych.

Jak wyglądało "nieoficjalne" wynagradzanie pielęgniarek?

Według doniesień dziennikarzy prywatna firma neurochirurgiczna wymagała asysty instrumentariuszek podczas zabiegów. Szpital w Mogilnie odmówił zatrudnienia dodatkowych osób. Kłopot rozwiązano w inny sposób. W operacjach miały brać udział pielęgniarki pełniące dyżur. Dla nich oznaczało to nadprogramowe zadania, do których nie pałały entuzjazmem.

Wówczas zastosowano metodę "motywacji". Zgodnie z informacjami portalu instrumentariuszki miały inkasować dodatkowe 300-450 zł na miesiąc jako formę nieoficjalnego wynagrodzenia za kooperację. Środki te miały być przekazywane personelowi "pod stołem". Kiedy reporterzy Wirtualnej Polski chcieli zweryfikować te doniesienia, pielęgniarki nie zaprzeczyły, choć unikały konwersacji. Z kolei kierowniczka bloku operacyjnego miała przerwać połączenie po zadaniu pytania.

QUIZ Zdrowotne sekrety naszych babć. Jak leczono choroby w PRL-u?
Pytanie 1 z 10
Co stosowano w PRL-u na przeziębienie zamiast leków?

Sprzęt bez atestu i operacje bez badań w szpitalu w Mogilnie

Finanse to jednak nie wszystko. Sytuacja ma również inny, znacznie bardziej alarmujący aspekt, który bezpośrednio uderza w zdrowie i życie chorych. Z informacji przekazanych przez jednego z lekarzy, cytowanego przez serwis, dowiadujemy się, że niektóre operacje mogły być przeprowadzane pospiesznie, bez wcześniejszego zebrania wszystkich wyników badań laboratoryjnych. To elementarne i bardzo niebezpieczne pogwałcenie standardów medycznych.

To jeszcze nie koniec. Najcięższy zarzut odnosi się do aparatury stosowanej na bloku operacyjnym. Jak podaje Wirtualna Polska, podczas zabiegów w mogileńskim szpitalu korzystano z aparatu rentgenowskiego niedopuszczonego do użytku w tej sali. Wykorzystywanie sprzętu bez właściwych certyfikatów i kalibracji dla określonego pomieszczenia generuje potężne zagrożenie dla chorych oraz samej kadry medycznej.

Kontekst afery: Gigantyczne rachunki za operacje spółki neurochirurgów

Świeże doniesienia są ciągiem dalszym głośnej afery opisanej kilka dni wcześniej przez Wirtualną Polskę. Wtedy to na jaw wyszedł schemat działania prywatnej firmy współpracującej z kilkoma lecznicami w kraju. Jak się okazało, kwoty były kosmiczne.

Sytuacja w mogileńskim szpitalu to kolejny wątek dziennikarskiego śledztwa wokół prywatnej firmy neurochirurgicznej, która rzekomo wystawiała lecznicom faktury na kwoty sięgające 26 tys. zł za godzinę zabiegu. Dzienne stawki mogły przekraczać 300 tys. zł. Tak gigantyczne wydatki, w zestawieniu z najświeższymi informacjami o nieoficjalnych premiach dla personelu i naruszaniu procedur bezpieczeństwa, kreują wizję patologicznego procederu. Wymaga to natychmiastowej interwencji Narodowego Funduszu Zdrowia i organów ścigania.

KOLEJNY SZPITALNY SKANDAL! ZARABIALI 26 TYSIĘCY ZA GODZINĘ!