Spis treści
- Afera na Dolnym Śląsku: przeszło 4,5 mln zł wsparcia powodziowego trafiło do przedsiębiorstw, wywołując spore kontrowersje wokół faktycznego statusu ich zalania.
- Na liście beneficjentów znajduje się biznes męża wiceprezeski KARR z ramienia KO, czyli instytucji dystrybuującej pieniądze. Tymczasem straż pożarna oraz zdjęcia satelitarne nie potwierdzają obecności wody.
- Sprawa ma ciąg dalszy: resort oraz funkcjonariusze CBA prowadzą kontrolę. Jej finał może mocno odbić się na lokalnym środowisku politycznym i procesie przyznawania milionowych dotacji.
Z ustaleń Wirtualnej Polski wynika, że trzy przedsiębiorstwa z okolic Dziwiszowa dostały ponad 4,5 mln zł w ramach pomocy powodziowej. Wśród nich jest firma należąca do męża polityczki Koalicji Obywatelskiej Anny Konieczyńskiej. Kobieta pełni funkcję wiceprezeski Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego, która zajmowała się przyznawaniem publicznego wsparcia dla poszkodowanych w kataklizmie przedsiębiorców.
Portal Wirtualna Polska podnosi poważne zastrzeżenia co do zasadności tych wypłat. Zarówno strażacy z Państwowej Straży Pożarnej, jak i systemy satelitarne nie potwierdzają, by badane nieruchomości zostały zalane. Należy jednak pamiętać, że w świetle przepisów, za powódź uznaje się także szkody wyrządzone przez ulewne deszcze lub spływające wody na terenach górzystych.
Pomoc powodziowa dla firmy męża Anny Konieczyńskiej
Karkonoska Agencja Rozwoju Regionalnego praktycznie w całości należy do dolnośląskiego samorządu. Anna Konieczyńska, polityczka Koalicji Obywatelskiej, została jej wiceprezeską w lutym 2025 r. To właśnie KARR, po tragicznej powodzi z jesieni 2024 r., zajęła się rozdzielaniem pieniędzy dla firm.
Przedsiębiorstwo jej męża, które oferuje noclegi w Dziwiszowie, dostało od KARR 200 tys. zł wsparcia. Była to najwyższa możliwa kwota w ramach tego programu. Co ciekawe, umowę podpisano we wrześniu 2025 r., gdy Konieczyńska zasiadała już we władzach agencji.
Pytania rodzi sam proces weryfikacji strat. Przedstawiciele gminy Jeżów Sudecki przekazali Wirtualnej Polsce, że zastosowano tam tryb „uproszczony”. Gmina nie miała twardych dowodów na to, że szkody faktycznie wynikają z powodzi – oparto się wyłącznie na oświadczeniu przedsiębiorcy.
Szef KARR Hubert Papaj tłumaczył w rozmowie z portalem WP, że Anna Konieczyńska wyłączyła się z procesu przyznawania środków dla firmy swojego męża, by uniknąć posądzeń o stronniczość. Według władz agencji wszystko odbyło się zgodnie z literą prawa i w oparciu o wymagane dokumenty.
Sąsiednia firma zainkasowała ponad 3 miliony złotych z KARR
Jeszcze większe pieniądze trafiły na konto firmy Kadalore, której właściciele są sąsiadami państwa Konieczyńskich. Z ustaleń Wirtualnej Polski wynika, że spółka ta zgarnęła dwie pożyczki na łączną kwotę 3,2 mln zł. Wsparcie miało rekompensować straty w lokalu wynajmowanym pod salę zabaw dla dzieci na terenie Jeleniej Góry.
Pierwsza transza wyniosła 200 tys. zł, a następnie w 75 proc. została umorzona (do kwoty 150 tys. zł). Druga wypłata wyniosła równe 3 mln zł. Dziennikarze Wirtualnej Polski twierdzą, że nie natrafili na żadne poszlaki wskazujące, iż sala zabaw w ogóle funkcjonowała w tym miejscu przed nadejściem wielkiej wody lub tuż po niej.
Lokalna telewizja i milionowe dotacje z KARR
Trzecim opisywanym przez dziennikarzy WP przykładem jest Agencja Reklamy i Promocji Dami, która zarządza lokalną stacją telewizyjną. To przedsiębiorstwo zainkasowało z KARR dwie wypłaty: 123 tys. zł oraz okrągły milion złotych. Portal przypomina, że spółka ta od długiego czasu współpracuje z samorządowcami. W odniesieniu do środków przyznanych z państwowego funduszu BGK, bank poinformował redakcję WP, że nie dysponuje wymaganą przez regulamin deklaracją o braku stronniczości.
Przedstawiciele firmy tłumaczą, że ich dawna siedziba w Jeleniej Górze została zalana na wysokość około jednego metra. Jednak, jak donosi portal WP, straż pożarna nie odnotowała żadnego zgłoszenia o zalanym budynku, a satelitarne dane z systemu ICEYE również nie wykazały obecności wody powodziowej w tym miejscu. Telewizja broni się, twierdząc, że brak zgłoszenia do straży nie jest dowodem na brak zalania.
Weryfikacja przez strażaków i satelity. Zero śladów wody powodziowej
Dziennikarze Wirtualnej Polski sprawdzili wytypowane adresy w kilku niezależnych źródłach. Państwowa Straż Pożarna nie odnotowała tam żadnych zgłoszeń dotyczących podtopień czy zalania. Satelitarne dane z systemu Copernicus również nie potwierdziły obecności wody we wskazanych budynkach. Ponadto, specjaliści z Centrum Badań Kosmicznych PAN, którzy analizowali zapisy systemu ICEYE, nie zauważyli wody powodziowej pod tymi adresami.
Trzeba jednak zaznaczyć, że niewidoczna na zdjęciach woda nie oznacza z góry braku jakichkolwiek strat. Wody Polskie podkreślają, że szkody mogły być efektem podniesienia poziomu wód gruntowych. Mimo to, przepisy jednoznacznie wskazują, jakie sytuacje kwalifikują się jako powódź i uprawniają do pobierania środków.
Ministerstwo wkracza do akcji. CBA prowadzi kontrole KARR
Dziennikarskie śledztwo wywołało już reakcję na szczeblu centralnym. Po publikacji portalu WP, Ministerstwo Rozwoju i Technologii poprosiło samorządy z powiatu karkonoskiego i Jeleniej Góry o informacje na temat firm pobierających dotacje powodziowe. Ministerstwo chce ustalić, na podstawie jakich kryteriów i definicji powodzi lokalne władze wystawiały stosowne zaświadczenia.
Środkami dystrybuowanymi przez KARR interesuje się również Centralne Biuro Antykorupcyjne. Agenci CBA potwierdzili Wirtualnej Polsce, że prowadzą działania kontrolne w Jeleniej Górze, jednak na tym etapie nie zdradzają ich szczegółów. Ministerstwo nie wyklucza dalszych kroków, w tym dogłębnej weryfikacji umów na dofinansowania, a nawet zawiadomienia prokuratury.
