Trochę strasznie, trochę śmiesznie. "Zabawa w pochowanego 2" to slasher w idealnie wyważonych proporcjach

Po sukcesie pierwszej części, która niespodziewanie stała się jednym z bardziej rozpoznawalnych horrorów ostatnich lat., duet Matt Bettinelli-Olpin i Tyler Gillett wraca do historii Grace (Samara Weaving), tym razem podkręcając wszystko do granic możliwości. Więcej krwi, więcej postaci, więcej chaosu – ale też, co ważne, więcej emocji i relacji, które próbują nadać tej krwawej grze odrobinę ludzkiego wymiaru.

Kadr z filmu Zabawa w pochowanego2

i

Autor: Disney/ Materiały prasowe

Akcja drugiej części rusza dokładnie tam, gdzie zakończył się pierwszy film. Grace, świeżo po traumatycznych wydarzeniach w rodzinie Le Domas, trafia w sam środek kolejnego etapu morderczej rozgrywki prowadzonej przez satanistyczną elitę. Tym razem nie jedna, a kilka wpływowych rodzin chce jej śmierci, bo stawką jest nie tylko przetrwanie, ale też władza w mrocznej organizacji oddanej diabłu. Zasady gry są proste tylko z pozoru – do świtu ktoś musi zginąć, inaczej konsekwencje poniosą wszyscy uczestnicy.

Diabelskie koło rusza ponownie 

Sequel od początku stawia na dynamikę. Film praktycznie nie zwalnia, od pierwszych minut wrzucając bohaterów w serię pościgów, starć i krwawych konfrontacji. W porównaniu do pierwszej części, zamkniętej w klaustrofobicznej rezydencji, tutaj przestrzeń jest znacznie większa – luksusowy hotel, pola golfowe i rozległe tereny stają się areną brutalnej gry. To nadaje całości rozmachu, ale jednocześnie odbiera część napięcia, które w oryginale budowała ciasna, duszna atmosfera.

Największą zmianą fabularną jest jednak wprowadzenie siostry Grace – Faith (Kathryn Newton). Ten duet szybko okazuje się sercem filmu. Relacja sióstr, naznaczona dawnymi pretensjami i emocjonalnym dystansem, stopniowo przechodzi w sojusz wymuszony walką o przetrwanie. I właśnie tu film zyskuje najwięcej – zamiast być wyłącznie krwawą jatką, staje się też historią o odbudowywaniu więzi, zaufaniu i konieczności współpracy w ekstremalnych warunkach. Ten siostrzany konflikt, który znika, gdy stawką staje się życie, dodaje historii zaskakującej emocjonalnej głębi.

Trochę śmiesznie, trochę strasznie

Jednocześnie "Zabawa w pochowanego 2" pozostaje wierna swojej satyrycznej warstwie. Twórcy ponownie uderzają w obraz uprzywilejowanej elity, pokazując bogaczy jako zdehumanizowaną, groteskową kastę oddaną cynizmowi, przemocy i absurdalnym rytuałom. To nadal opowieść o klasowej dominacji ubrana w kostium horroru, choć tym razem mniej tu ostrego komentarza społecznego, a więcej czystej rozrywki.

Film działa jak szybki, intensywny rollercoaster – pełen przerysowanej przemocy, czarnego humoru i scen, które mają przede wszystkim bawić widza. Girl power w wydaniu Grace i Faith staje się motorem napędowym historii. Dwie bohaterki, które w pojedynkę nie miałyby szans, razem tworzą duet zdolny zniszczyć potężną, satanistyczną strukturę od środka. Ta energia działa zaskakująco dobrze, nawet jeśli scenariusz nie zawsze nadąża za tempem wydarzeń.

Piekielnie dobra obsada 

Na ekranie doskonale wypada Samara Weaving, która ponownie świetnie odnajduje się w roli bohaterki balansującej między ofiarą a bezwzględną wojowniczką. Kathryn Newton dotrzymuje jej kroku, tworząc postać, która nie jest tylko dodatkiem, ale pełnoprawnym elementem historii. Na drugim planie błyszczą pojedyncze role – szczególnie Elijah Wood jako cyniczny "koordynator" całej gry, który wnosi do filmu odrobinę przewrotnego humoru. Pojawiają się też mocne nazwiska, jak Sarah Michelle Gellar czy Shawn Hatosy, choć ich postaci bywają nierówne i bardziej funkcjonalne niż zapadające w pamięć.

Za mało krwi 

Nie wszystko jednak działa równie dobrze. Antagoniści są momentami przerysowani aż do granic możliwości, przez co tracą realną siłę oddziaływania. Reguły gry, choć efektowne, nie zawsze są konsekwentnie trzymane, co wprowadza chaos i osłabia stawkę. Brakuje też świeżości w samej formule przemocy – choć jest jej dużo, nie zawsze zaskakuje tak, jak w pierwszej części. W efekcie film momentami przypomina powtórkę z rozrywki, tylko w większej skali.

Mimo to całość broni się jako solidna, świadomie przerysowana kontynuacja. "Zabawa w pochowanego 2" nie próbuje udawać czegoś, czym nie jest – to kino gatunkowe, które stawia na tempo, energię i zabawę konwencją. Jednocześnie próbuje dorzucić do tego wątek siostrzanej relacji i emocjonalnego rozliczenia z przeszłością, co okazuje się zaskakująco skutecznym dodatkiem.

Ostatecznie sequel utrzymuje poziom pierwszej części, nawet jeśli nie zawsze go przewyższa. To film, który bardziej eskaluje niż rozwija, ale robi to w sposób na tyle sprawny i świadomy, że trudno mu odmówić skuteczności. 

Z racji dynamiki i zawrotnej akcji, która oscyluje między horrorem i absurdalną farsą, warto wybrać się do kina na seans w formacie 4DX. Dzięki temu krwawe perypetie bohaterek odczujemy jeszcze  bardziej (i to dosłownie!).

Ocena: 7/10