Spis treści
Paweł Pawlikowski wraca z filmem po niemiecku
Nie ma polskiego reżysera, który aktualnie wzbudzałby większe zainteresowanie na świecie niż Paweł Pawlikowski. To on zdobył pierwszego Oscara dla naszego kraju w kategorii Najlepszy film zagraniczny za "Idę". To on był nominowany do Oscara za reżyserię filmu "Zimna wojna". W 2026 roku powraca po latach przerwy z produkcją "Ojczyzna", za którą już otrzymał nagrodę na festiwalu w Cannes. Jaki jest ten film? Choć ma punkty wspólne z "Idą" i "Zimną wojną" — szczególnie od strony technicznej — jego odbiór jest nieco inny. Przede wszystkim nie jest to film po polsku, a po niemiecku. Akcja dzieje się w powojennych Niemczech, podzielonych na dwa światy. Takie są też serca głównych bohaterów: rozdarte. To historia, z którą Polakom może być trudno się utożsamić, ale warto zobaczyć, co po wojnie czuli ludzie żyjący za naszą zachodnią granicą. Przecież nie wszyscy byli źli.
O czym jest "Ojczyzna"?
"Ojczyzna" porusza tematykę, która nie jest często wykorzystywana w kinie, szczególnie polskim. Choć mamy niezliczoną liczbę tytułów o II wojnie światowej i czasach powojennych, większość z nich skupia się na Holokauście lub okupowanej Polsce. Pawlikowski postanowił pokazać nam realia Niemców po upadku III Rzeszy. Główni bohaterowie to nagrodzony Noblem pisarz Thomas Mann (w tej roli Hanns Zischler) oraz jego córka, aktorka Erika Mann (Sandra Hüller). To niemiecka elita, która wyjechała do USA jeszcze przed wojną. Byli przeciwni nazistom i scenariusz przedstawia ich pierwszy przyjazd do Niemiec po upadku Hitlera. Z jednej strony kochają swój kraj, z drugiej strony czują wstyd i gniew. Niemcy, do których wracają, są też zupełnie inne niż kiedyś. To państwo podzielone na pół. Pojawiają się w RFN, tym akceptowanym przez Zachód. Wszystko jest dobrze, do momentu, kiedy Thomas zgadza się przyjąć zaproszenie do NRD, co spotyka się z krytyką środowisk proamerykańskich. To zupełnie inny świat, ale pisarz wierzy, że sztuka jest ponad podziałami. Jego córka jest mniej optymistyczna. Ten film to refleksja nad tym, czym w ogóle jest tytułowa "ojczyzna". Czy da się ją kochać pomimo przeciwności? Czy da się jej wybaczyć? Czy jest dla niej nadzieja? Czy w ogóle chcemy do niej wracać? Gdzie tak naprawdę jest ojczyzna? Tam, gdzie aktualnie jest nasz dom, czy tam, gdzie pozostało nasze serce?
Duet Pawlikowski–Żal nie zawodzi
Ten film nie powinien zawieść fanów twórczości Pawła Pawlikowskiego. Polak po raz kolejny prowadzi film w niesamowity sposób, wyciągając z aktorów jak najwięcej autentyczności i naturalności. "Ojczyzną" udowadnia też, że da się opowiedzieć ciekawą i ważną historię bez przeciągania. Produkcja trwa zaledwie godzinę i dwadzieścia minut. To wystarczy. Nie potrzeba było więcej. Wszystko wiemy, a dodatkowo zostało nam to pokazane w przepiękny sposób. Kadry Łukasza Żala są wybitne. Ponownie każde ujęcie wygląda jak fotografia, która mogłaby wisieć w muzeum. Czarno-biały obraz dodatkowo podkreśla powojenny charakter, a także nie pozwala nam zapomnieć, że oglądamy efekt współpracy Pawlikowskiego z Żalem.
Czy posypią się nagrody?
W przypadku Pawła Pawlikowskiego oczekiwania są zawsze wysokie. Polacy z pewnością liczą na kolejnego Oscara. Czy będzie? Trudno powiedzieć, ponieważ nie widziałem konkurencji. Od strony rzemieślniczej "Ojczyzna" jest świetna. Nominacje dla Pawlikowskiego i Żala są jak najbardziej prawdopodobne. Niektórzy liczą, że po raz pierwszy wyróżniona zostanie obsada Pawlikowskiego, ale tutaj mam wątpliwości. Zischler i Hüller wykonują świetną kreację, ale nie mam pewności, że pokonają hollywoodzkie kreacje. Te role są dobrze zagrane, ale brakuje typowych "oscarowych momentów". Scen popisowych, które dają głosy członków Akademii. Bez względu na to, czy najważniejsze nagrody trafią do "Ojczyzny", jest to film dobry, który trzeba zobaczyć.