Kontrola drogowa w Czechach może skończyć się bez tablic
Czeska drogówka ma prawo zatrzymać pojazd należący do firmy leasingowej, jeśli w systemie widnieją nieuregulowane mandaty przypisane do tego leasingodawcy. W praktyce oznacza to, że kierowca, który nie ma żadnego związku z wykroczeniem, może zostać ukarany na miejscu.
– Istnieje to ryzyko wówczas zatrzymania kogoś, kto generalnie rzecz biorąc no nie ma nic wspólnego z tym wykroczeniem. Ani pojazd, który jest unieruchamiany, a jest unieruchamiany w postaci albo zabrania tablic rejestracyjnych, albo zabrania dowodów rejestracyjnych – mówi Radiu Eska Andrzej Sugajski, ze Związku Polskiego Leasingu.
Jak podkreśla przedstawiciel branży leasingowej, to problem systemowy. Firmy leasingowe mają często po kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt tysięcy samochodów w całej Europie. Monitorowanie na bieżąco każdego mandatu wystawionego w innym kraju jest w praktyce bardzo trudne.
Zdaniem przedstawicieli sektora leasingowego, czeskie praktyki mogą naruszać unijne prawo, w tym zasady swobodnego przemieszczania się w ramach UE. Dlatego branża zwróciła się o interwencję do polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
– W naszej ocenie tego typu praktyki, one naruszają najprawdopodobniej jakieś zasady traktatowe związane z możliwością przemieszczania się po terenie Unii Europejskiej i chcielibyśmy, aby Ministerstwo Spraw Zagranicznych podjęło pewnego rodzaju działania – dodaje Andrzej Sugajski.
Co zrobić, gdy czeska policja chce zabrać tablice rejestracyjne?
Eksperci radzą, by w przypadku takiej kontroli zachować spokój. Jeśli czeski policjant chce zatrzymać tablice rejestracyjne lub dowód rejestracyjny, najbezpieczniejszym rozwiązaniem jest zapłacenie mandatu na miejscu.
Po powrocie do Polski kierowca może domagać się zwrotu pieniędzy od firmy leasingowej, która – jako właściciel pojazdu – powinna wyjaśnić sprawę i odzyskać środki. To rozwiązanie ma pozwolić uniknąć unieruchomienia auta za granicą.