Black Eyed Peas rozkręcili imprezę roku! Gdy pop-nostalgia spotyka się z nowoczesnością

Nie przesadzę, pisząc, że to był jeden z najlepszych festiwalowych setów, w których miałem okazję uczestniczyć. Black Eyed Peas wystąpili podczas drugiego dnia Warsaw Music Festival i udowodnili, że mimo upływu lat i bez Fergie u boku, wciąż są w stanie dowieźć porywające, mobilizujące do wspólnej zabawy show. Takiej imprezy Stadion Legii prawdopodobnie jeszcze nie widział i być może długo nie zobaczy.

Black Eyed Peas zagrali w Polsce
Autor: Meng Christophe / ABACA/ East News

Black Eyed Peas bez wątpienia zasługują na miano legendarnych. Jeśli chodzi o formacje muzyczne, właściwie zdominowali lata dwutysięczne. Ich piosenki leciały dosłownie wszędzie. Do dziś pamiętam, jak w tej jednej restauracji z łukami w logo można było nabyć radyjko grające jeden z ich największych hitów – „I Gotta Feeling”. Mimo że przez wielu konsumentów popkultury traktowani są już bardziej w kategoriach pop-nostalgii, nie odcinają jedynie kuponów od dawnej popularności. Wręcz przeciwnie. Stanowią rzadki przykład zespołu, któremu udało się utrzymać popularność po odejściu charyzmatycznej wokalistki. Bez Fergie u boku will.i.am, Taboo i apl.de.ap wciąż doskonale sobie radzą i lansują kolejne – mniejsze lub większe – radiowe hity.

Hit za hitem. Black Eyed Peas roznieśli Stadion Legii!

Show, jakie zaprezentowali podczas drugiego dnia Warsaw Music Festiwal 2026, stanowiło zbalansowany pomost między przeszłością a teraźniejszością. Gdy po 22:00 na telebimach pojawiły się wizualizacje, na scenę wyszli muzycy, a z głośników poleciały pierwsze nuty „Let’s Get It Started”, wiadomo było, że nie ma już odwrotu. Wszyscy bierzemy udział w jednej z największych imprez muzycznych tego roku!

will.i.am z kolegami i wokalistką J Rey strzelali hitami niczym z katapulty – jeden za drugim, bez chwili wytchnienia. Uczestnicy, którzy nie przygotowali się do koncertu, przeglądając wcześniej setlistę, musieli być pozytywnie zaskoczeni. Nie ma przecież osoby, która nie znałaby „Meet Me Halfway”, „Pump It”, „Where Is The Love?” czy „Rock That Body”, a to właśnie największe hity zdominowały setlistę. Wracając jednak do wspomnianego balansu, na żywo na Stadionie Legii wybrzmiały też single „Mamacita”, „Mabuti” czy „Ritmo” – wszystkie pochodzące z płyty „Translation” z 2020 roku. J Rey, nowa wokalistka BEP, nie stara się być nową Fergie – i bardzo dobrze! Kultowe kawałki w jej wykonaniu wcale nie tracą na jakości.

Czy VIKI GABOR zna stare hity DODY, AVRIL i BRITNEY?

Charyzma i katalog, czyli siła Black Eyed Peas

Miłym zaskoczeniem było wykonanie przez will.i.am’a jego solowych hitów - „#thatPower” z Justinem Bieber i ponadczasowego „Scream&Shout” z Britney Spears. Mimo że od premiery kawałka minie w przyszłym roku 15 lat, wciąż brzmi on tak samo świeżo i wywołuje taką samą ekstazę, jak w 2012 roku, a fraza „It’s Britney, bitch” (pierwotnie używa w „Gimme More” z 2007 roku) – powiedzmy sobie to wprost – jest po prostu kultowa. Szał, jaki wywołały pierwsze dźwięki numeru i wyświetlenie Spears na telebimie, uświadomił mi tylko, jaką legendą jest ona w oczach nie tylko milenialsów, ale i gen z.

To, co jednak buduje koncerty, poza muzyką, to atmosfera. will.i.am zaskoczył swoimi słowami dotyczącymi Warszawy, którą – jak wyznał – miał okazję zwiedzić. Artysta nie krył zachwytu miastem i publicznością. Z wdzięcznością słyszaną w głosie dziękował każdemu, kto słucha po twórczość Black Eyed Peas – czy to w domu, czy podczas spaceru, czy na siłowni. To właśnie słuchacze sprawiają, że ich muzyka jest ponadczasowa, a oni wciąż mogą koncertować i zwiedzać nowe miejsca. Gdy ze sceny płynęła taka fala pozytywnej energii, można było przymknąć oko na brak wybiegu czy opóźnienie na ekranie. Black Eyed Peas – jak udowodnili – odnajdą się w każdych warunkach. Ich siłą jest charyzma sceniczna i katalog.

Warsaw Music Festival 2026 - dzień drugi

Drugi dzień Warsaw Music Festival to jednak nie tylko Black Eyed Peas. Nie sposób nie docenić setów, jakie przygotowali Tribbsa czy bracia Kacperczyk. Trybulec podchodzi do swoich występów z pełnym profesjonalizmem. Patrząc na etos jego pracy, nie dziwi fakt, że wykręca milionowe liczby w serwisach cyfrowych. Set, mimo że skrócony, był opowieścią - ze wstępem, rozwinięciem i zakończeniem. Kacperczyk z kolei mają w sobie taką niewymuszoną lekkość, która ogarnia także publiczność. Wizualizacje, ułożenie setlisty – wszystko na tip-top.

Świetnie zaprezentowali się też Alien i Majtis - zwycięzcy "Must Be The Music" oraz prekursorzy muzyki elektronicznej w naszym kraju – Kalwi & Remi. Chłopaki, mimo lat spędzonych w branży, cały czas czerpią radość z koncertowania, co widać od chwili ich wyjścia na scenę. Gdy fani domagali się "Explosion", w wersji oryginalnej, walczyli z organizatorami o zaprezentowanie numeru. Nie udało się, ale doceniamy starania. Może następnym razem? To duet, który sprawdza się na festiwalach.