Spis treści
Paulina Młynarska ostro o nowej "Lalce" na Netfliksie
Najnowsza "Lalka" pod czujnym okiem Pawła Maślony to sześć odcinków opartych na klasyce polskiej literatury. Widzowie mogą zobaczyć Tomasza Schuchardta w roli Stanisława Wokulskiego, Sandrę Drzymalską jako Izabelę Łęcką i Jacka Braciaka odgrywającego postać jej ojca. Produkcja wywołała sporo szumu jeszcze przed udostępnieniem, zwłaszcza dzięki kontrowersyjnej kampanii marketingowej. Odważne slogany reklamowe błyskawicznie stały się tematem gorących dyskusji w sieci. Kiedy serial ujrzał światło dzienne, fani zwrócili uwagę na istotne modyfikacje w stosunku do książkowego pierwowzoru.
Zobacz też: "Lalka" trafiła za granicę - są pierwsze recenzje. Padły porównania do hitu, ale wytykają też mankamenty
Dziennikarka krytykuje scenariusz nowej "Lalki"
Paulina Młynarska zabrała głos na temat netfliksowej nowości. Zapewniła, że zasiadła do oglądania z pozytywnym nastawieniem, chcąc docenić wysiłek polskich filmowców. Dziennikarka nie kryła zachwytu nad grą aktorską oraz kreacjami stworzonymi przez Dorotę Roqueplo. Niestety, z biegiem czasu jej dobre wrażenie ulatywało, a kolejne odcinki budziły narastające rozczarowanie, z uwagi na odchodzenie od prusowskiej narracji. Młynarska skrytykowała twórców za zbyt głębokie ingerencje w fabułę, uznając, że przekroczyli oni granice standardowej adaptacji literatury.
Zobacz też: Nowa "Lalka" podbija Netflixa. Oto obsada serialu
Obejrzałam „Lalkę” na Netfliksie. Oglądałam życzliwie, ponieważ dobrze życzę polskim twórcom i polskiej kulturze. Uważam też, że mamy w Polsce fenomenalnych aktorów, bijących na głowę niejedną szkołę aktorską w różnych miejscach Europy. To prawdziwa plejada wspaniałych artystek i artystów. I nie inaczej jest w „Lalce”. Pierwsze, co mnie uderzyło, to absolutnie przepiękne, wybitne kostiumy Doroty Roqueplo oraz fenomenalne aktorstwo. Niestety, w miarę oglądania ręce opadały mi coraz niżej, zaś oczy zachodziły mgłą niedowierzania. Nie chcę być zjadliwie złośliwa, więc postaram się ująć rzecz możliwie kulturalnie i łagodnie: zmiany wprowadzone w scenariuszu nie są zmianami wynikającymi z adaptowania powieści na potrzeby współczesnego serialu. To jest napisanie tej historii od nowa, z wykorzystaniem tytułu należącego do wielkiej klasyki polskiej literatury oraz imion i nazwisk doskonale znanych nam bohaterów i bohaterek - czytamy we wpisie Młynarskiej.
Młynarska dodała, że nie jest przeciwniczką unowocześniania klasyki. Problem widzi w tym, że pomimo znacznych odchyleń od oryginału, serial wciąż nosi tytuł "Lalka". Jej zdaniem, zmiany poszły za daleko, by móc nazwać ten projekt wierną adaptacją.
Gdyby ten serial nie powstał pod szyldem „Lalki” i Prusa, nie miałabym z nim problemu. Obejrzałabym go jak jeden z wielu polskich seriali, stwierdziła, że mi się podobał albo nie, co w gruncie rzeczy nie ma większego znaczenia. Spędziłam przecież kilka miłych wieczornych godzin przed telewizorem, patrząc, jak fantastyczni aktorzy i aktorki znakomicie grają. Mam jednak poczucie, że Prus został tutaj potraktowany instrumentalnie. Jego nazwisko, tytuł powieści i jej bohaterowie posłużyli jako marka mająca nabić oglądalność. Bo to nie jest adaptacja „Lalki”. Rozumiem natomiast, że kolejny sezon serialu będzie się już rozgrywał na Dzikim Zachodzie. Skoro Izabela Łęcka może dostać w mordę i wziąć w żyłę, wszystko jest możliwe! - napisała w sieci Młynarska.