Miłość prosto z Kraju Kwitnącej Wiśni
Polska scena artystyczna poniosła bolesną stratę. Jak poinformował w piątkowy poranek ksiądz Andrzej Luter, Bożena Dykiel zmarła 12 lutego. Odejście ikony kina i teatru wstrząsnęło środowiskiem, ale przede wszystkim uderzyło w jej najbliższych. Gwiazda przez pół wieku tworzyła nierozerwalny duet z Ryszardem Kirejczykiem, z którym wychowała dwie córki.
Aktorka od zawsze magnetyzowała otoczenie – nie tylko talentem, ale i urodą, która łamała serca kolegów z planu. Jej samej jednak nie w głowie były przelotne miłostki. W kwestiach uczuciowych była tradycjonalistką, czerpiącą wzorce z rodzinnego domu. Jak sama przyznała, w jej rodzinie rozwody nie istniały.
Moi rodzice kochali się i szanowali. Wpoili we mnie żelazne zasady postępowania, biorę z nich przykład - mówiła w jednym z wywiadów.
Choć na studiach jej serce szybciej zabiło do Krzysztofa Wakulińskiego, to prawdziwe przeznaczenie czekało na nią daleko od kraju. W 1976 roku aktorka wyleciała na plan polsko-japońskiej produkcji „Ognie są jeszcze żywe”. To właśnie w egzotycznej scenerii poznała Ryszarda Kirejczyka. Kierownik produkcji zaimponował gwieździe opiekuńczością i pewnością siebie, co stało się początkiem wielkiego uczucia.
Czytaj także: Przyjaciółka Bożeny Dykiel wspomina ich ostatnią rozmowę! "Nie rozczulała się nad sobą"
Sekret udanego małżeństwa
Wrócili do Polski już jako para, a zaledwie pół roku później byli już małżeństwem. Owocem ich miłości są dwie córki: Maria, która wybrała dziennikarstwo, oraz Zofia, realizująca się jako biotechnolog. Dykiel nigdy nie ukrywała, że nawet w tak długim stażu zdarzają się burze, ale kluczem do sukcesu jest umiejętność godzenia się.
Trzeba umieć przechodzić przez rafy. Przecież nie ma czegoś takiego jak idealne małżeństwo. Zawsze są jakieś nieporozumienia czy kłótnie. Trzeba umieć iść na kompromis, bo kobiety, które za dużo kłapią dziobem, źle na tym wychodzą. A mężczyzna to ciężki kawałek chleba, trzeba umieć go dopieścić i szanować - mówiła lata temu w rozmowie z Super Expressem.
Gwiazda serialu „Na Wspólnej” miała też odważne podejście do intymności. Otwarcie mówiła, że receptą na szczęśliwy związek jest udane życie erotyczne, które nie ma daty ważności. W wywiadzie dla „Twojego Stylu” podkreślała, że wiek nie powinien być barierą w sypialni.
Seks po 50 może być lepszy niż po 20, bo już nie trzeba się niczego bać, wstydzić. Daje tylko radość. Nie należy opowiadać bzdur, że w pewnym wieku seks nie ma już znaczenia - stwierdziła w "Twoim Stylu".
Aktorka wierzyła, że o zainteresowanie partnera trzeba walczyć każdego dnia, dbając o formę fizyczną i dodając do relacji odrobinę zazdrości. Uważała, że małżonkowie powinni dbać również o swoją kondycję, by wciąż być dla siebie atrakcyjnymi.
Lubię widzieć, że mój mąż patrzy na mnie z przyjemnością. To wcale nie przychodzi samo. Codziennie ćwiczę i odpowiednio się odżywiam. Ale najlepszą receptą na młodość jest miłość. Gdy kobieta ma pracę, którą lubi, i dom, do którego chce wracać, bo czeka na nią ukochany mężczyzna, wtedy jest zawsze piękna - dodała w "Twoim Stylu".