Spis treści
Żona Filipa Chajzera wspomina pierwszą randkę. „Krew mi z nóg odpływała”
Bianka i Filip Chajzer chętnie wracają do początków swojego związku. W autorskim podcaście byłego gwiazdora stacji TVN para zdecydowała się podzielić historią pierwszego spotkania. Opowiedzieli o towarzyszących im emocjach, a Bianka wyjawiła, jak zareagowała, gdy dotarło do niej, że idzie na randkę ze znanym prezenterem.
Ich pierwsze spotkanie miało miejsce w warszawskim Wilanowie, a Filip specjalnie przyjechał na nie z Krakowa. Bianka przyznała, że odczuwała ogromny stres przed randką. Wynikał on w głównej mierze z tego, że nie do końca wiedziała, czego może oczekiwać po swoim nowym znajomym.
Zobacz też: Przed ślubem Bianka Chajzer otrzymała wyjątkową pamiątkę. Kryje się za nią tragiczna historia
Ukochana Filipa Chajzera myślała, że umówiła się z lekarzem
Jak przyznała Bianka, świat show-biznesu był jej całkowicie obcy. Dopiero po rozmowie z przyjaciółką, która uświadomiła jej, kim jest Filip Chajzer, poziom zdenerwowania u 20-latki drastycznie wzrósł.
Wcześniej w ogóle nie znałam ciebie. Ja jestem osobą, która nie zna świata mediów, ale tak totalnie. Szczerze, na początku myślałam, że jesteś doktorem - wspominała Bianka.
Kobieta opisała swoje ówczesne samopoczucie jako wyjątkowo napięte. Emocje sięgały zenitu do tego stopnia, że czuła się, jakby miała zaraz zemdleć.
Zobacz też: Filip Chajzer nie pojedzie w podróż poślubną! Musi zarabiać pieniądze
Poczułam, jak mi krew z nóg odpływa i nie wiedziałam, co się dzieje - przyznała.
Z biegiem czasu napięcie jednak opadło. Bianka wyznała, że Filip szybko zapanował nad sytuacją, dzięki czemu ona mogła się zrelaksować i poczuć komfortowo.
Jak zacząłeś mówić, to cały stres minął. Przejąłeś trochę kontrolę nad naszym pierwszym spotkaniem i to było cudowne, bo ja wtedy miałam czas i przestrzeń, żeby się otworzyć - opowiadała.
Filip z kolei zapamiętał, że od pierwszych chwil pomiędzy nim a Bianką nawiązała się naturalna więź. Rozmowa toczyła się gładko, a oboje szybko zapomnieli o początkowych nerwach.
Pamiętam, że jak usiedliśmy naprzeciwko siebie, to ja nigdy w życiu się tak nie śmiałem. Każdy żart okazywał się śmieszny i w jedną, i w drugą stronę. Z miejsca poczułem: "Wow, o co chodzi?!" - wspominał Chajzer.
Po kolacji udali się do kina na film „Wichrowe wzgórza”, ale seans nie przyciągnął ich uwagi tak, jak własne towarzystwo. Opuścili salę kinową przed końcem, co dla Bianki było sygnałem, że rozmowa i wzajemna obecność były dla nich o wiele cenniejsze niż oglądanie filmu.
To też jest piękne, bo to znaczy, że byliśmy zauroczeni w sobie i woleliśmy ze sobą przesiedzieć i przegadać, niż oglądać film - podsumowała.