Znalazł w kurczaku coś, co przyprawiło o mdłości z obrzydzenia. Żądają 1,5 mln dolarów odszkodowania

Wspólny posiłek w restauracji Popeyes w Teksasie błyskawicznie przerodził się w głęboko odrzucające doświadczenie. Wszystko przez to, że podczas jedzenia smażonego kurczaka mężczyzna znalazł w panierce przedmiot przypominający prezerwatywę. Teraz klienci domagają się ponad półtora miliona dolarów odszkodowania, choć sieć odpiera te zarzuty.

Popeyes
Autor: Eli Unger/ Getty Images

Nietypowe znalezisko w panierce i pozew na półtora miliona dolarów

Dwoje klientów restauracji sieci Popeyes w Houston w Teksasie przeżyło wyjątkowo nieprzyjemne chwile podczas wspólnego posiłku. Justin Howard i Danielle McKinnon kupili smażonego kurczaka, który miał być zwykłym, smacznym obiadem. Gdy jednak mężczyzna ugryzł jeden z kawałków, natychmiast odkrył w środku coś, co wyglądało jak prezerwatywa.

Jak podaje kanadyjski dziennik Toronto Sun, zniesmaczeni klienci postanowili nie odpuszczać i skierowali sprawę na drogę sądową. W pozwie Howard i McKinnon domagają się od sieci Popeyes oraz jej właściciela, firmy Restaurant Brands International, odszkodowania w wysokości ponad 1,5 miliona dolarów.

Strach przed chorobami i drwiny ze strony obsługi

Odkrycie obrzydliwego przedmiotu natychmiast wywołało u klientów silne mdłości. Klienci poczuli ogromny lęk przed tym, co mogli zjeść, zanim zorientowali się, co kryje się w panierce. Zaczęli obawiać się kontaktu z płynami ustrojowymi, groźnymi bakteriami oraz chorobami przenoszonymi drogą płciową.

Kiedy klienci zwrócili się do pracowników restauracji, aby zgłosić sprawę, spotkała ich kolejna nieprzyjemność. W dokumentach sądowych Howard i McKinnon twierdzą, że pracownicy lokalu zaczęli się z nich śmiać i ich upokarzali. Zamiast natychmiast zbadać sprawę, kierownictwo restauracji miało wielokrotnie proponować im po prostu wymianę kurczaka na nowy zestaw. Dopiero po pewnym czasie klienci doczekali się zwrotu pieniędzy.

Popeyes odpiera zarzuty i analizuje nagrania

Przedstawiciele Popeyes przedstawiają jednak zupełnie inną wersję wydarzeń. W oficjalnym oświadczeniu przekazanym mediom sieć poinformowała, że dokładnie przeanalizowała nagrania z monitoringu wewnętrznego lokalu w Houston. Firma podkreśla, że na nagraniach nie znaleziono żadnych dowodów, które mogłyby potwierdzić wersję oskarżających ich klientów. Mimo to sieć zdecydowała się na natychmiastowe kroki zapobiegawcze. Franczyzobiorca oddał klientom pieniądze, a samą restaurację zamknięto tego dnia wcześniej, aby przeprowadzić dodatkowe szkolenie personelu.

Poszkodowani klienci twierdzą, że wciąż zmagają się z fizycznymi, emocjonalnymi i psychicznymi skutkami tego zdarzenia. Zarzucają sieci restauracji rażące zaniedbania, brak odpowiedniego nadzoru nad przygotowywaniem posiłków oraz niewłaściwe przeszkolenie pracowników. W ramach procesu domagają się rozprawy z udziałem ławy przysięgłych, a uzyskane odszkodowanie chcą przeznaczyć m.in. na pokrycie kosztów leczenia czy zadośćuczynienie za ból i cierpienie.

Źródło: Toronto Sun

ROLKI