Start operacji miał miejsce na płycie lotniska w Maskacie, stolicy Omanu. To właśnie stamtąd w czwartek, 5 marca, poderwały się do lotu dwa samoloty transportowe należące do polskiej armii. Maszyny, które wysłano z misją ratunkową, na co dzień stacjonują w 1. Bazie Lotnictwa Transportowego.
Na pokładach rządowych statków powietrznych miejsca zajęli pierwsi obywatele RP, którzy musieli opuścić ten zapalny rejon świata. Rozkaz o uruchomieniu mostu powietrznego wydano w obliczu eskalacji konfliktu na osi USA/Izrael – Iran. Sytuację skomplikował fakt, że kolejne państwa zaczęły zamykać swoją przestrzeń powietrzną, co praktycznie uniemożliwiło powrót rejsami komercyjnymi.
Zadanie przetransportowania cywilów powierzono załogom wojskowych Boeingów, działających w strukturach Polskiego Kontyngentu Wojskowego Bliski Wschód. Głównym założeniem tej skomplikowanej logistycznie operacji było zapewnienie maksymalnego bezpieczeństwa ewakuowanym osobom w momencie, gdy tradycyjne linie lotnicze zawiesiły swoje połączenia.
Po kilkugodzinnym przelocie obie maszyny skierowały się nad Polskę. Koła samolotów dotknęły pasa startowego na warszawskim Okęciu krótko po godzinie 3:00 w nocy. To bezpieczne lądowanie oficjalnie zakończyło pierwszą fazę operacji przerzutu Polaków do kraju.
Dla podróżnych moment wyjścia z samolotu wiązał się z ogromną ulgą i silnymi emocjami. Po długiej i niepewnej podróży wreszcie mogli poczuć się bezpiecznie na ojczystej ziemi. Transportowe Boeingi, które pokonały trasę z Omanu, stały się dla nich symbolem skutecznej ucieczki przed zagrożeniem.
Nocna akcja nie kończy jednak działań państwa w tym zakresie. Rząd w Warszawie stale analizuje dynamicznie zmieniającą się sytuację militarną na Bliskim Wschodzie. Siły Zbrojne RP pozostają w pełnej gotowości operacyjnej, aby w razie konieczności przeprowadzić kolejne loty ewakuacyjne dla pozostałych w regionie obywateli.