Spis treści
Groźny wirus na statku wycieczkowym. Trwa kwarantanna pasażerów
W sieci i mediach krążą już pierwsze zdjęcia pasażerów statku MV Hondius, na którym wybuchła epidemia hantawirusa. Ubrani w kombinezony ochronne, przypominające te z czasów pandemii COVID-19, wracają do swoich krajów. Wśród ewakuowanych znalazło się 17 obywateli USA, którzy zostali przewiezieni do specjalnego ośrodka w Nebrasce, by tam odbyli kwarantannę. Jeden z pasażerów ma bezobjawowe zakażenie, u drugiego wystąpiły łagodne objawy. Obaj przebyli lot z Teneryfy do Stanów Zjednoczonych w izolatkach. Potem, w eskorcie medyków, przewieziono ich karetkami do szpitala akademickiego w Atlancie.
"Ludzie, którzy mają rodziny i bliskich czekających w domu"
Na pokładzie statku znajdował się m.in. znany bostoński bloger Jake Rosmarin. Krótko po śmierci trzeciego pasażera podzielił się on swoimi emocjami, publikując wzruszające wideo. Zaznaczył w nim, że ewakuowani „to nie tylko nagłówki w mediach, ale ludzie, którzy mają rodziny i bliskich czekających w domu”. Już z amerykańskiego szpitala przekazał dobre wieści o swoim stanie zdrowia, dziękując za opiekę. WHO informuje, że obserwacja pacjentów może potrwać do 42 dni.
Statek MV Hondius, płynący z Argentyny na Antarktydę, przyciągnął uwagę świata z powodu wybuchu epidemii. W rejsie brało udział około 150 osób z 23 państw. Pierwsze przypadki zachorowań zanotowano na początku kwietnia, kiedy zmarł Holender, a wkrótce po nim jego żona i pasażer z Niemiec. Do tej pory zdiagnozowano osiem zakażeń, a dwa kolejne uznaje się za bardzo prawdopodobne.
Koniec rejsu w Rotterdamie. Wszyscy pasażerowie opuścili statek
MV Hondius dotarł na Teneryfę, tam miała miejsce ewakuacja pasażerów. Podróżni zostali sprowadzeni na ląd i samolotami rozesłani do swoich domów. Statek, już tylko z załogą, zmierza do Rotterdamu. Do USA, oprócz 17 Amerykanów, powrócił także Brytyjczyk. Ich samolot wylądował w Nebrasce w nocy. Stamtąd przewieziono ich do ośrodka kwarantannowego w Omaha. Chociaż hantawirus najczęściej przenosi się z gryzoni na ludzi, na statku wykryto jego rzadką odmianę Andes, mogącą w rzadkich przypadkach rozprzestrzeniać się między ludźmi. WHO uspokaja jednak, że to nie nowa pandemia, a zagrożenie na skalę globalną jest niewielkie.