Spis treści
Donald Trump naciska na inne kraje w sprawie interwencji zbrojnej na Bliskim Wschodzie
Amerykański przywódca zmienia ton z dyplomatycznych apeli na stanowcze żądania, oczekując militarnego wsparcia w rejonie cieśniny Ormuz. Głównym celem ma być zabezpieczenie swobodnego przepływu tankowców z surowcami, na czym zależy administracji w Waszyngtonie.
"Żądam, aby te kraje przybyły i chroniły swoje terytorium, bo to jest ich terytorium. To jest miejsce, z którego czerpią energię. I powinny przybyć i pomóc nam je chronić. Można by argumentować, że może w ogóle nie powinniśmy tam być, ponieważ jej nie potrzebujemy. Mamy dużo ropy naftowej. Ale robimy to. Robimy to prawie tak, jakbyśmy robili to z przyzwyczajenia, ale robimy to również dla bardzo dobrych sojuszników, których mamy na Bliskim Wschodzie"
Prezydent USA udzielił niedawno wywiadu dla dziennika "Financial Times", w którym dał jasno do zrozumienia, że brak odpowiedniej reakcji sojuszników uderzy w NATO. Na ten moment żadne państwo nie pali się do udziału w bliskowschodnim konflikcie.
„Jeśli nie będzie żadnej reakcji lub będzie ona negatywna, myślę, że będzie to bardzo niekorzystne dla przyszłości NATO” - powiedział Trump.
Radosław Sikorski o cieśninie Ormuz. "Będziemy to rozważać". Nawrocki wyklucza operację
Tymczasem szef polskiego MSZ Radosław Sikorski w taki sposób mówił o tych kwestiach w Brukseli: "Jeżeli pojawi się wniosek do NATO, by dyskutować o ochronie cieśniny Ormuz, to z uwagi na szacunek i sympatię dla naszego amerykańskiego sojusznika będziemy to rozważać. Trochę niepokoi, że prezydent Trump mówi o NATO jako „oni”, jako Europa, a nie jako „my”. Natomiast (...) prezydent Nawrocki już wykluczył udział Wojska Polskiego w tej operacji" - dodał.
Polityk przypomniał, że to przede wszystkim rynki azjatyckie oraz europejskie są mocno uzależnione od dostaw z Zatoki Perskiej, co odróżnia je od sytuacji energetycznej w Stanach Zjednoczonych.
„To właściwe, aby ludzie, którzy korzystają z Cieśniny, pomogli dopilnować, aby nic złego się tam nie wydarzyło”
Japonia i Australia odmawiają wysłania okrętów
Prezydent USA za pośrednictwem mediów społecznościowych opublikował konkretną listę państw, które jego zdaniem powinny zaangażować się w rozwiązanie kryzysu. Wśród wymienionych przez niego w mediach społecznościowych państw znalazły się Francja, Wielka Brytania, Korea Południowa, Japonia oraz Chiny, a w kuluarowych dyskusjach przewijał się również temat Niemiec i Australii. Chociaż w oficjalnych komunikatach nie padła dotąd nazwa naszego kraju, bezpośrednie nawiązania do struktur NATO mogą w przyszłości dotyczyć również Warszawy. Część międzynarodowych partnerów zdążyła już jednak stanowczo odrzucić amerykańskie oczekiwania.
"W obecnej sytuacji w Iranie nie rozważamy wydania rozkazu przeprowadzenia operacji bezpieczeństwa morskiego"
Taką oficjalną deklarację złożył Shinjiro Koizumi, pełniący funkcję japońskiego ministra obrony. W bardzo podobnym tonie wypowiedziała się reprezentująca australijski rząd minister transportu Catherine King podczas wywiadu dla stacji ABC.
"Wiemy, jak jest to niezwykle ważne, ale nie poproszono nas o to, ani w tym nie uczestniczymy"