Władimir Semirunnij z olimpijskim srebrem. Tak zachował się na podium

2026-02-13 22:14

Władimir Semirunnij zapisał piękną kartę w historii polskiego sportu, zdobywając srebrny medal na Igrzyskach Olimpijskich w biegu na 10000 metrów. Urodzony w Rosji reprezentant Polski, mimo problemów zdrowotnych na trasie, stanął na drugim stopniu podium. Sprawdziliśmy, jak wyglądała ceremonia dekoracji i dlaczego panczenista nie musiał śpiewać Mazurka Dąbrowskiego.

Panczenista Władimir Siemirunnij po biegu na 10 km, który dał mu srebrny medal olimpijski

i

Autor: Paweł Skraba/Super Express
  • Władimir Semirunnij wywalczył wicemistrzostwo olimpijskie na dystansie 10000 metrów, zmagając się w trakcie biegu z silnym bólem głowy.
  • Podczas dekoracji medalowej reprezentant Polski nie krył radości, choć srebro oznaczało, że nie usłyszy Mazurka Dąbrowskiego.
  • Łyżwiarz był gotowy do odśpiewania hymnu, którego uczył się pod okiem kadrowego kolegi, Marcina Bachanka.

Władimir Semirunnij ze srebrem. Ból głowy nie przeszkodził w sukcesie

Przed startem Igrzysk w 2026 roku nazwisko Semirunnija wymieniane było w gronie faworytów do medalu. Rzeczywistość potwierdziła te przewidywania, a polski panczenista pokazał niesamowitą klasę. W piątek, 13 lutego, sięgnął po tytuł wicemistrza olimpijskiego, osiągając czas 12:39.09. Lepszy od niego okazał się jedynie czeski zawodnik, Metodej Jílek. Choć apetyty kibiców sięgały nawet złota, srebrny krążek jest ogromnym sukcesem, zwłaszcza biorąc pod uwagę okoliczności biegu. Tuż po zakończeniu rywalizacji zawodnik przyznał dziennikarzom, że walka na lodzie kosztowała go mnóstwo zdrowia.

Było ciężko, zresztą widzieliśmy. Ciężki jest tutaj ten lód. Przez ostatnie siedem rund jazdy bardzo bolała mnie głowa - mówił na gorąco srebrny medalista Igrzysk Olimpijskich 2026.

Po wyczerpującym biegu i krótkim spotkaniu z mediami, polski łyżwiarz udał się na oficjalną ceremonię wręczenia medali, by odebrać zasłużoną nagrodę.

Zachowanie na podium i lekcje hymnu

Wielu kibiców zastanawiało się, jak Semirunnij zareaguje podczas dekoracji. Nasz reprezentant wyglądał na szczerze szczęśliwego, chętnie machał do publiczności i rozdawał uśmiechy, choć w sporcie drugie miejsce zawsze pozostawia lekki niedosyt związany z brakiem najwyższego stopnia podium. Gdyby Polak wygrał, z głośników popłynąłby Mazurek Dąbrowskiego. Tym razem panczenista nie musiał śpiewać polskiego hymnu, choć był do tego perfekcyjnie przygotowany. Swoją znajomość słów potwierdził już w styczniu, kiedy to triumfował podczas mistrzostw Europy w Tomaszowie Mazowieckim.

Hymnem stresowałem się bardziej niż samym startem (...) Wczoraj słyszałem, jak na podium śpiewali go nasi sprinterzy. I ten refren grali jakoś tak wolniej. Pomyślałem: »jejku, chyba jestem nieprzygotowany«. Więc zaraz po finiszu krzyczałem do Marcina Bachanka, żeby podszedł i nauczył mnie, jak dobrze ten refren śpiewać

Takie słowa padły z ust zawodnika tuż po zejściu z podium podczas wspomnianego czempionatu Starego Kontynentu. Okazuje się, że Marcin Bachanek, kolega Władimira z reprezentacji, odegrał kluczową rolę w jego edukacji patriotycznej.

W zeszłym sezonie w Milwaukee Marcin powiedział mi, żebym codziennie uczył się po strofie. I gdy schodziliśmy na kolację, zawsze gdy wchodziła kolejna osoba, ja mówiłem kolejną część. I tak mówiłem, mówiłem, aż się nauczyłem. Wypytując przy okazji, co konkretnie znaczą dane rzeczy

Wicemistrz olimpijski czuje się Polakiem

Przytoczona przez medalistę anegdota pokazuje jego determinację w integracji z kadrą. Władimir Semirunnij otwarcie deklaruje, że czuje się Polakiem, a srebrny medal olimpijski jest ukoronowaniem jego starań i talentu, który oddał do dyspozycji polskiej reprezentacji.