Faworyzowani Węgrzy nie zawiedli. Polska przegrywa pierwszy mecz na Mistrzostwach Europy
Od przegranej z Węgrami 21:29 reprezentacja Polski w piłce ręcznej rozpoczęła Mistrzostwa Europy. Trener biało-czerwonych Jota Gonazalez do składu nie wstawił rozgrywającego Wiktora Tomczaka i pauzującego za czerwoną kartkę z eliminacji Dawida Dawydzika. To nakładało dodatkowe obowiązki na innego obrotowego Macieja Gębalę. Wśród rywali wystąpiło trzech rozgrywających z Orlen Wisły Płock: Gergo Fazekas, Zoltan Szita i Zoran Ilic.
Polacy rozpoczęli w bardzo dobrym stylu. Po dwóch akcjach wypracowali przewagę 2:0. To efekt trafień leworęcznego rozgrywającego Andrzeja Widomskiego i z koła Gębali. Madziarzy stosunkowo szybko wyrównali. A po rzucie Szity objęli prowadzenie. Sporo problemów przeciwnikom sprawiały dynamiczne akcje Piotra Jędraszczyka. Skuteczność tego dnia nie była jednak najmocniejszym atutem biało-czerwonych.
Wyraźnie brakowało snajperskich umiejętności Szymona Sićki, który z przyczyn zdrowotnych zawiesił grę w kadrze. Nic dziwnego, że przy stanie 4:7 trener Jota Gonzalez poprosił o przerwę na żądanie. Mikołaj Czapliński najpierw nie wykorzystał rzutu karnego, a po chwili sytuacji sam na sam z bramkarzem. Kristof Palasics bronił z dużym wyczuciem i pod koniec pierwszej połowie miał skuteczność na poziomie ponad 58 procent.
Co więcej, dalekim rzutem trafił do bramki (5:11) opuszczonej chwilowo przez Skrzyniarza. Ten dodatkowo doznał urazu stawu skokowego po jednej z interwencji. Zastąpił go Miłosz Wałach.
Polecany artykuł:
Kłopoty biało-czerwonych pogłębiły się zaraz po przerwie po czerwonej kartce Jankowskiego za atak na twarz. Efekty początkowo zaczęła przynosić gra siedmiu na sześciu. Drogę do bramki znalazł także Tomasz Gębala (213 cm), który do kadry wrócił po trzyletniej nieobecności.
Węgrzy jednak pieczołowicie pilnowali przewagi. Szczególnie aktywny był Fazekas, który wykorzystywał nawet najmniejsze błędy ekipy Gonzaleza. Palasics dalej był trudną przeszkodą do pokonania. Jego koledzy z ekipy w obronie zaczęli przejmować podania Polaków, co skutkowało zdobywaniem łatwych bramek.
Żaden z czterech polskich szczypiornistów nie był w stanie pokonać Palasicsa (MVP meczu) z rzutów karnych. Po drugiej stronie boiska Bence Imre w podobnych sytuacjach trafił bezbłędnie przy każdej z czterech prób. W końcowych minutach Madziarzy lepiej znieśli trudy spotkania i powiększyli jeszcze przewagę.
Z grupy awansują po dwie najlepsze drużyny.