Zakaz transmisji na Wimbledonie
Mistrzostwa świata w piłce nożnej nałożyły się w czasie z jednym z najważniejszych turniejów tenisowych na świecie. Turniej rozpoczął się 29 czerwca i potrwa do 12 lipca, w związku z czym władze All England Lawn Tennis and Croquet Clubu stanęły przed wyzwaniem. Szefowa klubu, Sally Bolton, na samym początku poinformowała, że piłka nożna nie będzie transmitowana na Wimbledonie. Dotyczyło to zarówno telebimów na „The Hill”, gdzie zbierają się fani, jak i stref przeznaczonych dla tenisistów.
Mimo braku wielkich ekranów, piłkarski mundial zagościł na trybunach. W trakcie meczu Anglia - Demokratyczna Republika Konga w 1/16 finału piłkarskich mistrzostw świata, wyrównująca bramka Anglików wywołała euforię wśród publiczności. Widzowie zgromadzeni na kortach centralnym i numer 1 nagle zaczęli głośno dopingować i bić brawo, co było reakcją na wydarzenia ze stadionu w Atlancie. Wiele osób śledziło przebieg meczu na własnych smartfonach.
"Myślałam, że to dla nas" – zażartowała Czeszka Barbora Krejcikova na konferencji prasowej po swoim zwycięstwie nad mistrzynią French Open Mirrą Andriejewą.
Czy turniej cierpi przez piłkę nożną?
Dyrektor turnieju, Jamie Baker, zaznaczył podczas piątkowej konferencji prasowej, że organizatorzy są świadomi zachowania publiczności. Władze Wimbledonu nie zakazują kibicom korzystania ze sprzętu mobilnego do oglądania spotkań, o ile nie zakłóca to rozgrywek. Zauważył również, że nie mają wpływu na wszystkie zachowania widowni, ale czasami prowadzi to do pozytywnych interakcji i poczucia więzi między uczestnikami.
Baker podkreślił, że zachowanie kibiców nie psuje klimatu wokół tenisowych spotkań. Pojawiło się jednak wiele zapytań o przesunięcie godzin meczów z powodu mundialu, jednakże władze nie zamierzają wprowadzać zmian, by dopasować się do innych dyscyplin. Najważniejszym kryterium pozostaje organizacja turnieju tak, aby zapewnić tenisistom odpowiednią ilość czasu na wypoczynek i regenerację pomiędzy kolejnymi fazami rywalizacji. Zawodnicy tacy jak Rafael Jodar również żyją wynikami spotkań piłkarskich, o ile nie prowokują dyskusji z graczami z krajów, które nie pojechały na mistrzostwa.
"Myślę, że są rzeczy, na które mamy wpływ, i takie, na które nie mamy wpływu, i czasami prowadzi to do chwil beztroski i koleżeństwa między ludźmi" – zauważył dyrektor turnieju Jamie Baker na konferencji prasowej w piątek.