Paragwaj walczy o wielki ćwierćfinał
Zgodnie z regulaminem turnieju w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Meksyku do pierwszej rundy fazy pucharowej awansowało osiem zespołów z trzecich miejsc. Większość z nich pożegnała się już z rozgrywkami po porażkach w 1/16 finału. Z turniejem pożegnały się między innymi reprezentacje Szwecji, Ekwadoru, Ghany oraz Senegalu, który po dogrywce uległ Belgii.
Jedyną drużyną z trzeciego miejsca, która zdołała awansować dalej, jest Paragwaj. Ekipa z Ameryki Południowej wyeliminowała Niemcy po serii rzutów karnych po remisie w regulaminowym czasie gry. W sobotę w Filadelfii podopieczni trenera Gustavo Alfaro zmierzą się w walce o ćwierćfinał z niezwykle silną reprezentacją Francji.
- Rzeczywiście Francja jest jak burza, która wypuszcza z różnych stron „pioruny”, skierowane w bramkę rywali. Musimy znaleźć sposób, by przetrwać tę nawałnicę, umieć się schować przed francuskimi „błyskawicami” – obrazowo tłumaczył Alfaro, który wyjaśnił, że z burzami jest za pan brat, gdyż wychowywał się w Rafaeli, w prowincji Santa Fe, gdzie takie zjawiska są powszechne.
Jak historia ocenia takie awanse
Sobotnie spotkanie zostanie rozegrane w skrajnie trudnych warunkach atmosferycznych. Amerykańscy synoptycy przewidują temperaturę przekraczającą 40 stopni Celsjusza. Historia mistrzostw świata pokazuje jednak, że zespoły wychodzące z trzecich miejsc potrafią osiągać znaczące sukcesy i sprawiać ogromne niespodzianki w fazie pucharowej.
W przeszłości takie drużyny trzykrotnie docierały do strefy medalowej podczas turniejów w 1986, 1990 i 1994 roku. W Stanach Zjednoczonych do decydującego meczu dotarli Włosi, a cztery lata wcześniej we Włoszech w finale zagrała Argentyna. Dotychczas sztuka wygrania wielkiego turnieju po awansie z trzeciej lokaty udała się tylko Portugalii na mistrzostwach Europy w 2016 roku.
- Pogoda rzeczywiście jest bardzo podobna do tej w Asunción i to prawda, że jesteśmy przyzwyczajeni do takich warunków. Jednak, jeśli się sprawdzą prognozy, aura będzie trudna dla obu drużyn i niewątpliwie wpłynie na grę – przyznał Alfaro.