Spis treści
Wicemistrzostwo olimpijskie wywalczone przez polski duet stało się źródłem ogromnej frustracji w niemieckim obozie. Podczas gdy Polacy świętowali sukces, nasi zachodni sąsiedzi musieli przełknąć gorycz porażki, lądując na czwartej pozycji. O braku brązowego krążka zadecydowały ułamki punktów, a konkretnie strata wynosząca 0,3 pkt. Jury podjęło decyzję o anulowaniu serii finałowej z powodu gwałtownej śnieżycy, uznając za wiążące wyniki po dwóch rundach.
Przeczytaj także: Duchowe wsparcie polskich skoczków. Ksiądz Pleń mówi o interwencji siły wyższej
Niemcy grzmią: "Gów***ne zakończenie"
Decyzja sędziów wywołała wściekłość w niemieckiej kadrze. Philipp Raimund, opromieniony wcześniejszym złotem, tym razem nie gryzł się w język, dając upust swojemu niezadowoleniu.
"- Można się domyślać, że jest naprawdę zły" - ocenił portal "Spiegel", cytując słowa skoczka o "gównianym zakończeniu".
Równie ostro zareagowały władze niemieckiego narciarstwa. Dyrektor sportowy federacji (DSV) argumentował, że intensywne opady śniegu były chwilowe i należało poczekać na poprawę pogody. Tamtejsze media sugerowały, że dokończenie rywalizacji dałoby Niemcom medal kosztem Polaków, którzy w trzeciej serii mieli rzekomo słabsze próby.
Zobacz też: Niemcy grzmią po utracie medalu. "Jestem naprawdę wściekły!"
"- Konkurs został fatalnie przeprowadzony" - grzmiał dyrektor sportowy DSV, Horst Huettel.
Głos rozsądku z Monachium. "Decyzja była słuszna"
Zupełnie inne podejście zaprezentowała redakcja "Sueddeutsche Zeitung". Dziennikarze z Monachium, mimo zrozumienia dla rozgoryczenia rodaków, stanęli w obronie decyzji jury. Jako kluczowy argument wskazali drastyczne różnice w warunkach na skoczni, które uniemożliwiały sprawiedliwą walkę.
"- Warunki stały się wyraźnie nieregularne: gdy Philipp Raimund skakał jako piąty od końca, czwarty od końca Polak Kacper Tomasiak ruszał z rozbiegu z prędkością o 3 km/h mniejszą i uzyskał ponad 10 metrów mniejszą odległość" - analizowała gazeta.
Publicyści poszli o krok dalej, konfrontując narzekających działaczy z niewygodną prawdą. W artykule postawiono retoryczne pytanie sugerujące podwójne standardy w ocenie sytuacji przez niemiecki sztab.
"- Pozostaje pytanie, czy tak samo reagowaliby, gdyby po drugiej serii zajmowali trzecie miejsce?" - pyta retorycznie "Sueddeutsche Zeitung".
Horngacher musi wypić piwo z frustracji
W centrum zamieszania znalazł się również Stefan Horngacher. Były szkoleniowiec Biało-Czerwonych, dla którego są to ostatnie igrzyska w roli trenera Niemców, mocno przeżył pechowy finał.
"- Wieczorem muszę wypić piwo z frustracji" - przyznał po konkursie Stefan Horngacher.
Chłodna analiza monachijskiej prasy raczej nie ukoi nerwów austriackiego trenera. Fakty są jednak nieubłagane: podium podzielili między siebie Austriacy, Polacy i Norwegowie, a niemiecka ekipa zakończyła konkurs z pustymi rękami.