Spis treści
- Sukces Polaków zszedł na drugi plan w obliczu kontrowersji sędziowskich.
- Niemiecka ekipa straciła szansę na medal o 0,3 punktu po przerwaniu rywalizacji.
- Horst Huettel oskarża jury o ignorowanie dokładnych prognoz pogody z aplikacji mobilnych.
- Pojawiają się sugestie, że o przerwaniu skoków zdecydował kończący się czas antenowy.
Dyrektor kadry nie kryje wściekłości po decyzji sędziów
Podczas gdy w polskiej ekipie trwa świętowanie sukcesu Pawła Wąska i Kacpra Tomasiaka, u naszych zachodnich sąsiadów panuje atmosfera frustracji. Przerwanie rywalizacji z powodu intensywnych opadów śniegu zepchnęło Philippa Raimunda oraz Andreasa Wellingera na nielubiane, czwarte miejsce. Działacze są przekonani, że gdyby nie anulowano rundy, medal byłby pewny, zwłaszcza po świetnej próbie Raimunda w nieuznanej serii. Niemcy uważają, że decyzja była pochopna i łatwa do uniknięcia.
Przeczytaj także: Kacper Tomasiak z fortuną po igrzyskach. Kwoty nagród robią wrażenie
- Jestem naprawdę wściekły, bo nikt z nas tego nie rozumie - podkreślił dyrektor sportowy Horst Huettel. - Aplikacje pogodowe wskazywały, że obfite opady śniegu, główny powód anulowania ostatniej serii, szybko ustaną. I tak się stało. Nadszedł front śnieżny i zniknął po około 15–18 minutach. FIS chyba też może korzystać z takich aplikacji. To po prostu zostało źle przeprowadzone, strasznie źle.
Zdaniem dyrektora sportowego, sędziowie pozbawili zawodników owoców ich ciężkiej pracy. W jego opinii istniało znacznie sprawiedliwsze rozwiązanie problemu, które nie wypaczyłoby wyników sportowej rywalizacji.
Zobacz też: Afera w Predazzo po medalu Polaków. Trener Niemców chce "topić smutki"
- Można było anulować finałową serię, ale... później pozwolić skoczyć wszystkim jeszcze raz. A tak w jakimś stopniu czujesz się oszukany, bo odebrano ci to, co już zdążyłeś osiągnąć. To zawsze jest smutne i gorzkie - zaznaczył.
Władze FIS tłumaczą się presją telewizyjną
Do oskarżeń o brak profesjonalizmu odniósł się Sandro Pertile, dyrektor zawodów z ramienia FIS. Włoch broni podjętych kroków, tłumacząc, że w krytycznym momencie nie było miejsca na zwłokę. Co istotne, działacz zasugerował, że kluczowym czynnikiem, obok warunków atmosferycznych, były ograniczenia wynikające z transmisji telewizyjnej.
- Po zawodach łatwo powiedzieć, że powinniśmy byli poczekać. Ale musieliśmy podjąć decyzję „tu i teraz” - odpierał zarzuty Włoch.
- Wszyscy wiemy, że mamy ograniczony czas antenowy – powiedział.
Głos w dyskusji zabrał także Stefan Horngacher. Były trener Biało-Czerwonych, obecnie prowadzący niemiecką kadrę, zachował większy spokój niż dyrektor federacji, jednak również nie krył rozczarowania finałem imprezy.
- Myślę, że można było nieco przyspieszyć przebieg zawodów albo zrobić sobie krótką przerwę, aż śnieg przestanie padać – powiedział Austriak.