Niemcy grzmią po utracie medalu. "Jestem naprawdę wściekły!"

2026-02-17 11:03

Ogromne emocje i poczucie niesprawiedliwości w niemieckim obozie po konkursie duetów. Decyzja sędziów o anulowaniu finałowej serii z powodu śnieżycy pozbawiła ich szans na podium, które przegrali o ułamki punktu. Dyrektor sportowy kadry nie gryzie się w język i zarzuca organizatorom amatorszczyznę, twierdząc, że wystarczyło spojrzeć w smartfona.

Niemcy, skoki

i

Autor: Associated Press
  • Sukces Polaków zszedł na drugi plan w obliczu kontrowersji sędziowskich.
  • Niemiecka ekipa straciła szansę na medal o 0,3 punktu po przerwaniu rywalizacji.
  • Horst Huettel oskarża jury o ignorowanie dokładnych prognoz pogody z aplikacji mobilnych.
  • Pojawiają się sugestie, że o przerwaniu skoków zdecydował kończący się czas antenowy.

Dyrektor kadry nie kryje wściekłości po decyzji sędziów

Podczas gdy w polskiej ekipie trwa świętowanie sukcesu Pawła Wąska i Kacpra Tomasiaka, u naszych zachodnich sąsiadów panuje atmosfera frustracji. Przerwanie rywalizacji z powodu intensywnych opadów śniegu zepchnęło Philippa Raimunda oraz Andreasa Wellingera na nielubiane, czwarte miejsce. Działacze są przekonani, że gdyby nie anulowano rundy, medal byłby pewny, zwłaszcza po świetnej próbie Raimunda w nieuznanej serii. Niemcy uważają, że decyzja była pochopna i łatwa do uniknięcia.

Przeczytaj także: Kacper Tomasiak z fortuną po igrzyskach. Kwoty nagród robią wrażenie

- Jestem naprawdę wściekły, bo nikt z nas tego nie rozumie - podkreślił dyrektor sportowy Horst Huettel. - Aplikacje pogodowe wskazywały, że obfite opady śniegu, główny powód anulowania ostatniej serii, szybko ustaną. I tak się stało. Nadszedł front śnieżny i zniknął po około 15–18 minutach. FIS chyba też może korzystać z takich aplikacji. To po prostu zostało źle przeprowadzone, strasznie źle.

Zdaniem dyrektora sportowego, sędziowie pozbawili zawodników owoców ich ciężkiej pracy. W jego opinii istniało znacznie sprawiedliwsze rozwiązanie problemu, które nie wypaczyłoby wyników sportowej rywalizacji.

Zobacz też: Afera w Predazzo po medalu Polaków. Trener Niemców chce "topić smutki"

- Można było anulować finałową serię, ale... później pozwolić skoczyć wszystkim jeszcze raz. A tak w jakimś stopniu czujesz się oszukany, bo odebrano ci to, co już zdążyłeś osiągnąć. To zawsze jest smutne i gorzkie - zaznaczył.

Władze FIS tłumaczą się presją telewizyjną

Do oskarżeń o brak profesjonalizmu odniósł się Sandro Pertile, dyrektor zawodów z ramienia FIS. Włoch broni podjętych kroków, tłumacząc, że w krytycznym momencie nie było miejsca na zwłokę. Co istotne, działacz zasugerował, że kluczowym czynnikiem, obok warunków atmosferycznych, były ograniczenia wynikające z transmisji telewizyjnej.

Kacper Tomasiak, rozmowa "Super Expressu" ze srebrnym medalistą olimpijskim

- Po zawodach łatwo powiedzieć, że powinniśmy byli poczekać. Ale musieliśmy podjąć decyzję „tu i teraz” - odpierał zarzuty Włoch.

Znasz tych sportowców, którzy poszli w politykę? Sprawdź swoją pamięć w QUIZIE! Od 7 pytania zaczynają się schody
Pytanie 1 z 10
Były piłkarz reprezentacji Grzegorz Lato w latach 2001-2007 zasiadał w Senacie. Z ramienia której partii?

- Wszyscy wiemy, że mamy ograniczony czas antenowy – powiedział.

Głos w dyskusji zabrał także Stefan Horngacher. Były trener Biało-Czerwonych, obecnie prowadzący niemiecką kadrę, zachował większy spokój niż dyrektor federacji, jednak również nie krył rozczarowania finałem imprezy.

- Myślę, że można było nieco przyspieszyć przebieg zawodów albo zrobić sobie krótką przerwę, aż śnieg przestanie padać – powiedział Austriak.