Spis treści
Faza pucharowa mistrzostw świata miała wystartować z przytupem, ale rywalizacja w 1/16 finału nie zachwyciła. Mecz Kanady z RPA dostarczył głównie rozczarowań, choć w końcówce fani w końcu zobaczyli coś, co na długo zapadnie w pamięć i zadecydowało o dalszych losach turnieju.
Mecz bez historii na stadionie w Los Angeles
Na trybunach w Los Angeles zgromadziło się około 70 tysięcy fanów, którzy liczyli na emocjonujące widowisko z wieloma bramkami. Tymczasem piłkarze zaprezentowali wyjątkowo zachowawczą grę, koncentrując się przede wszystkim na tym, by nie stracić gola. Obie drużyny postawiły na szczelną obronę, co przełożyło się na brak sytuacji strzeleckich.
Zobacz też: Liga Narodów siatkarzy. Niemcy pokonali Chiny w Gliwicach
Gra toczyła się w sennym tempie, a jedyne przerwy w monotonii zapewniały gwizdki sędziego karzącego faulujących graczy żółtymi kartkami. Widzowie powoli oswajali się z perspektywą dogrywki lub rzutów karnych, widząc zmęczonych i niemrawych zawodników obu ekip.
Stephen Eustaquio bohaterem reprezentacji Kanady
Arbiter z Portugalii doliczył już czas do regulaminowych 90 minut i wydawało się, że nic się nie zmieni. Wtedy, w 92. minucie, po zamieszaniu w polu karnym, piłkę przejął Stephen Eustaquio. Zawodnika grającego na co dzień w FC Porto nie trzeba było długo namawiać do strzału.
Uderzył potężnie, a futbolówka minęła bezradnego Ronwena Williamsa i wpadła prosto do bramki RPA. Ten jeden błysk geniuszu wywołał euforię w obozie kanadyjskim i pogrążył w smutku afrykański zespół.
Zwycięstwo 1:0 oznacza, że Kanada jako pierwsza melduje się w kolejnej fazie turnieju. To właśnie piękny strzał Eustaquio sprawił, że to mało widowiskowe starcie zakończyło się wielkim triumfem jego drużyny.