Maja Chwalińska okazała się jedną z największych niespodzianek ostatniej edycji paryskiego Rolanda Garrosa. Reprezentantka Polski zaczynała rywalizację od fazy eliminacyjnej, a ostatecznie zameldowała się w wielkim finale, co zapisało się w annałach francuskich zawodów. Ten fenomenalny wyczyn natychmiast wywołał falę domysłów na temat przyznania jej specjalnej przepustki do rywalizacji na trawiastych kortach w Londynie. Warto pamiętać, że zgłoszenia do brytyjskiego turnieju zakończyły się jeszcze przed rozpoczęciem zmagań we Francji, kiedy to pozycja Polki w światowym zestawieniu była znacznie niższa.
Władze Wimbledonu przekazały ostateczny werdykt dotyczący startu reprezentantki Polski. Wicemistrzyni francuskich zawodów otrzymała wymarzoną „dziką kartę” i ominie etap kwalifikacyjny, z którym musiała mierzyć się jeszcze w Paryżu.
Wspaniała sportowa bajka tenisistki wywodzącej się z Dąbrowy Górniczej wciąż trwa. Nasza rodaczka trwale zapisała się w kronikach paryskiej imprezy jako pierwsza w historii uczestniczka docierająca do finałowego starcia prosto z fazy eliminacyjnej. Mimo że w ostatecznym pojedynku o puchar lepsza okazała się Mirra Andriejewa, wywalczony rezultat zagwarantował Polce potężny awans w globalnym zestawieniu. Tenisistka znad Wisły awansowała ze 114. aż na 21. lokatę w drabince WTA, przeskakując tym samym o imponujące 93 miejsca w górę.