Maja Chwalińska musiała przedwcześnie zamknąć tegoroczne starty w zawodowym cyklu, co wiązało się z rezygnacją z udziału w turnieju rangi WTA 500 w Tokio.
„Jestem bardzo rozczarowana, że muszę wycofać się z turnieju w Tokio z powodu kontuzji lewego uda, której nabawiłam się w Wuhan. Przyleciałam do Tokio wcześniej, aby poddać się fizjoterapii i trenować na korcie - zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, by zdążyć wrócić do zdrowia, ale niestety wciąż nie jestem gotowa do rywalizacji. Nie mogłam się doczekać, by któregoś dnia zagrać w Tokio. Jestem wdzięczna wszystkim za wsparcie oraz zrozumienie” – przekazała w swoich mediach społecznościowych Maja Chwalińska, która według informacji ujawnionych przez jej szkoleniowca zmagała się także z bolesnym urazem łokcia.
W stolicy Japonii zmagania toczą się bez udziału Mai Chwalińskiej oraz Igi Świątek, która także zdecydowała się na wycofanie i wcześniejsze zakończenie rozgrywek. Turniej w Tokio dotarł już do fazy półfinałowej, a rozstrzygnięcie jednego ze spotkań bezpośrednio wpłynęło na sytuację naszej zawodniczki. Po sobotnim zwycięstwie Diany Sznajder nad Mią Pohankovą 6:4, 7:6(7) stało się jasne, że Rosjanka wyprzedzi Polkę w poniedziałkowym notowaniu rankingu. Oznacza to, że Maja Chwalińska spadnie z 11. na 12. lokatę i na tej właśnie pozycji zamknie obecny sezon.
Kiedy Maja Chwalińska wróci do gry? Plany startowe Polki
Chociaż zmagania w głównym cyklu WTA dobiegły już dla Mai Chwalińskiej końca, tenisistka pojawi się na korcie jeszcze dwukrotnie w tym roku. Ku radości polskich kibiców, oba te wydarzenia odbędą się w naszym kraju.
Najpierw w dniach 20-21 listopada zawodniczka zamierza reprezentować biało-czerwone barwy we Włocławku, gdzie Polska zmierzy się ze Szwecją w ramach rozgrywek BJK Cup. Z kolei na 11 grudnia zaplanowano pokazowe spotkanie w gdańskiej Ergo Arenie, w którym rywalką Mai będzie Linda Noskova.