Iga Świątek i Maja Chwalińska odnosiły wspólnie sukcesy
Drogi życiowe Mai Chwalińskiej oraz Igi Świątek przecinały się od najmłodszych lat, gdy wspólnie święciły triumfy w turniejach młodzieżowych. Kiedy obie przeszły do profesjonalnych rozgrywek, silniejsza fizycznie Raszynianka błyskawicznie podbiła światowe korty. Wejście w dorosły sport dla filigranowej zawodniczki okazało się niezwykle bolesnym zderzeniem z rzeczywistością.
Pod koniec czerwca 2021 r. ogłosiła, że zawiesza karierę. Przyznała wtedy otwarcie, że od ponad półtora roku choruje i nie jest w stanie dalej trenować.
"Od końca 2019 roku choruję na depresję. Pojawiające się nieustannie kontuzje na pewno nie pomagały mi poradzić sobie z tą chorobą. Próbowałam trenować i rywalizować, ale czułam, jak to wszystko coraz bardziej mnie wykańcza i przytłacza. Doszłam do takiego punktu, w którym nie jestem już w stanie zmusić się do trenowania" - napisała wtedy na Facebooku.
- Nie miałam radości z gry w tenisa. Były momenty, że nawet nie wiedziałam, z kim gram. Wychodziłam na kort i zaczynałam płakać. Było mi ogromnie ciężko choćby wyjść z domu - opowiadała o walce z depresją Maja Chwalińska. - Myślę, że dużym problemem było to, że bardzo utożsamiałam się z wynikami. Wiem, że to nie jest dobre ani zdrowe, ale trudno tego uniknąć, kiedy robi się coś tak naprawdę całe życie i wkłada się w to całą siebie. Wiem, że są też inne rzeczy, które są istotne, ale jednak tenis to moje życie - tłumaczyła Maja, którą teraz w Paryżu zagraniczni dziennikarze też po meczach pytali o ten bardzo trudny czas w jej życiu.
- Myślałam, że po prostu muszę być bardzo silna, twarda i dalej trenować. Ale potem już nie byłam w stanie nawet wstać z łóżka. Byłam po prostu jak martwa i wiedziałam, że muszę zrobić przerwę, bo inaczej nie będę w stanie dalej żyć. I szczerze mówiąc, nie wiedziałam, czy wrócę. Naprawdę. Ale po kilku miesiącach zdecydowałam się wrócić. Musiałam po prostu poukładać sobie kilka rzeczy w głowie i wróciłam. Cieszę się, że to zrobiłam - wspominała teraz Maja.