Ojciec argentyńskiego napastnika odszedł 8 sierpnia w wyniku przewlekłych problemów zdrowotnych. Niepokojące doniesienia o pogarszającym się stanie Jorge Messiego trafiały do mediów jeszcze podczas mistrzostw świata w piłce nożnej. Utytułowany zawodnik bardzo mocno przeżywa to bolesne rozstanie.
Gwiazdor natychmiast po otrzymaniu tragicznych wieści wyruszył do Rosario na prywatne uroczystości żałobne. W ostatnim pożegnaniu wzięła udział tylko wąska grupa krewnych i zaufanych znajomych. Niedługo później ogłoszono, że zawodnik tymczasowo przerywa swoją sportową aktywność w barwach Interu Miami. Piłkarz postanowił skupić się na przeżywaniu straty z dala od murawy, otoczony wsparciem żony Antoneli Roccuzzo, trójki potomstwa, matki oraz rodzeństwa.
Zrozpaczony sportowiec zdecydował się na zamieszczenie w sieci niezwykle osobistego komunikatu ku pamięci zmarłego. Wielbicieli jego talentu z pewnością zaniepokoi fragment, w którym kapitan reprezentacji Argentyny otwarcie zastanawia się nad rychłym zakończeniem profesjonalnej kariery. Przedstawiamy pełną treść tego poruszającego wyznania.
"Tato, wciąż nie mogę uwierzyć, że odszedłeś. Nie ogarniam tego, a raczej nie chcę ogarnąć. Bardzo trudno mi wyobrazić sobie, że już Cię więcej nie zobaczę, że już nie będziemy ze sobą rozmawiać. Wiem, że cierpiałeś i że to najlepsze rozwiązanie, ale odszedłeś za wcześnie. Zostało nam jeszcze tyle do wspólnych chwil do przeżycia.
Tak bardzo prosiłeś, żebym zagrał w ostatnich Mistrzostwach Świata, a kilka dni przed ich rozpoczęciem było z Tobą najgorzej. To był pierwszy turniej, na którym miało Cię nie zabraknąć, ale mama mówiła, że poprawi CI się i że dasz radę podróżować. Ja Ci mówiłem, że dojdziemy do finału, żebyś mógł przyjechać.
Za każdym razem, kiedy kończył się mecz, czekałem na wiadomość od Ciebie. Wtedy zrozumiałem, że sytuacja naprawdę jest zła. Mimo to nie przestawałem myśleć o tym, żeby zajść jak najdalej, dać Ci czas i żebyś mógł zobaczyć choć jeden mecz. Dotarliśmy do finału, a Ciebie nie było. Chciałem wygrać puchar, żeby Ci go przywieźć i pokazać. Nie dałem rady, nogi już nie dawały. Tym razem próbowałem iść przeciwko swojemu ciału, ale nie mogłem. Nie czułem się dobrze. Kiedy wróciłem, myślałeś, że przegraliśmy finał po rzutach karnych. Nie zdążyliśmy porozmawiać o niczym z tego, co się wydarzyło. Nie mogłeś niczego przeżyć. Nie zostaliśmy mistrzami, ale nie wiesz, jak cieszyliśmy się każdym meczem. Znowu miałeś rację: musiałem być i zagrać.
Opowiadam Ci to, bo to jedyne, o czym nie zdążyliśmy porozmawiać – o wszystkim innym już wiesz. Rozmawialiśmy codziennie i widywaliśmy się, kiedy tylko pozwalały na to moje zobowiązania.
Nie wiem, co zrobię bez Ciebie, nie wiem, jak iść dalej. Ja tylko grałem w piłkę, a teraz mam sporo wątpliwości, czy będę to robił jeszcze długo. Byłeś przy mnie od samego początku, brakowało tak niewiele do końca. Dlaczego nie wytrzymałeś jeszcze tego trochę i nie skończyliśmy razem?
Wiem, że Twoim szczęściem było widzieć w dobrym stanie swoją rodzinę, żonę, dzieci i – przede wszystkim – mnie grającego… Od małego zawsze tak było. Zabierałeś mnie na wszystkie treningi, jak tylko wracałeś z pracy. Na wiele z nich zabierała mnie mama, bo Ty pracowałeś.
Oczywiście nie opuszczałeś żadnego meczu. Byłeś tatą, przyjacielem i menedżerem. Zawsze byłeś osobą, z którą trzeba było się liczyć i nigdy się nie myliłeś. Poza drobnymi pretensjami czy kłótniami – zawsze miałeś rację. Na koniec wychodziło dokładnie tak, jak mówiłeś.
Będę za Tobą bardzo tęsknił, ale zawsze będziesz obecny, zwłaszcza w wychowaniu moich dzieci, bo uczę je i wychowuję tak, jak Wy mnie wychowaliście.
Spoczywaj w pokoju i opiekuj się nami z góry, tak jak robiłeś to tutaj. Dziękuję za wszystko.
Kocham Cię, tato"