Legia Warszawa dominuje na parkiecie
Broniący mistrzostwa zawodnicy ze stolicy pewnie wygrali wyjazdowe spotkanie w Zielonej Górze. Wynik 79:63 zapewnia im prowadzenie 2-1 w finałowej serii o mistrzostwo Polski. Przyjezdni kontrolowali przebieg rywalizacji od samego początku, dyktując twarde warunki gry. Koszykarze wymusili na miejscowych aż czternaście strat przy zaledwie dziewięciu własnych błędach. Zanotowali także jedenaście celnych trafień za trzy punkty w kluczowych momentach.
Głównym liderem zespołu okazał się tym razem Carl Ponsar, który dołączył w trakcie obecnego sezonu. Francuski skrzydłowy zdobył aż dwadzieścia dwa punkty oraz zanotował trzynaście ważnych zbiórek. Początkowo zawodnik miał jedynie zastąpić kontuzjowanego kolegę z drużyny, jednak szybko stał się filarem rotacji. Jego waleczność dostarczyła zespołowi niezbędnej energii do zbudowania wysokiej przewagi. We wcześniejszych potyczkach największy ciężar zdobywania punktów brali na siebie Jayvon Graves oraz Andrzej Pluta.
"- Jestem bardzo dumny z mojego zespołu. Trudny mecz toczony we wspaniałej atmosferze. Graliśmy fizycznie i o to nam chodziło. Kontrolowaliśmy spotkanie dzięki obronie i wygrywanej walce pod tablicami. Dziś to była najlepsza defensywa, jaką pokazaliśmy w tej serii. Nie dekoncentrujemy się, nie relaksujemy, wiemy, że Zastal nie podda się łatwo w poniedziałek - podkreślił estoński trener."
"- Najważniejsze jest to, że wygraliśmy. Byliśmy w tym meczu razem, poprawiliśmy obronę i zatrzymaliśmy rywali na 63 punktach. Intensywność i dobra defensywa - to było kluczowe - powiedział z uśmiechem na twarzy Francuz."
Dlaczego gospodarzom zabrakło wykończenia?
Trener miejscowej drużyny zwrócił uwagę na liczne pomyłki swoich podopiecznych podczas rozgrywania akcji. Szkoleniowiec stwierdził, że zespół grał bardzo nerwowo i podejmował pochopne decyzje. Zawodnicy oddawali nieprzygotowane rzuty, co drastycznie obniżyło ogólną skuteczność w ataku. W zespole zabrakło zespołowości i wymaganej cierpliwości do zbudowania przewagi na własnym parkiecie. Nawet obecność pięciu tysięcy zagorzałych fanów na trybunach nie zdołała odwrócić losów tego widowiska.
Reprezentanci warszawskiego klubu docenili ogromną wartość odpowiedniego nastawienia mentalnego do trzeciego starcia. Kluczowe było zachowanie wysokiej agresji oraz narzucenie swojego rygorystycznego tempa gry. Szybkie wypracowanie przewagi w pierwszej kwarcie skutecznie pozbawiło gospodarzy pewności siebie. Ekipa planuje utrzymać pełną koncentrację przed kolejnym ważnym wyzwaniem w drodze po puchar. Poniedziałkowy mecz może okazać się kluczowym krokiem do ostatecznego zakończenia tej wyrównanej serii.
"- Legia nie zagrała rewelacyjnie, zagrała solidnie i to wystarczyło dziś na nas. Zabrakło skuteczności, bo graliśmy nerwowo. Chcieliśmy bardzo szybko prowadzić, bardzo szybko pokazać, że chcemy wygrać mecz. A przed całą serią powtarzałem, że Legia jest zbyt mądrym zespołem, żeby grać rwane sytuacja, że musimy grać cierpliwie, szukać swoich przewag, być zespołem, bo nikt sam nie może tego zrobić. Nasza obrona nie była najgorsza, ale w ataku nie było zespołowości, te rzuty, które oddawaliśmy nie były wynikiem gry drużyny - powiedział na konferencji prasowej Miłoszewski."
"- Wiedzieliśmy, że na wyjeździe tę fizyczność, twardość, trzeba wykrzesać z siebie podwójnie. Mieliśmy narzucić swój ton, jeśli chodzi o fizyczność i udało się zrealizować „game plan” trenera. Jestem bardzo zadowolony z tego, jak drużyna zareagowała w pierwszej kwarcie. Można powiedzieć, że na moment wybiliśmy Zielonogórzanom koszykówkę z głów. Ale wiemy, że jesteśmy w połowie drogi, jeśli chodzi o wyjazd do Zielonej Góry. W poniedziałek trzeba wrócić i podsumować to kolejnym zwycięstwem. Mam nadzieję, że koncentracja zostanie w całym zespole, że nie zaspokoimy apetytów tym zwycięstwem. Wszyscy zdrowi, więc mam nadzieję, że przystąpimy do spotkania z takim samym nastawieniem, z jednym celem w głowie, który sobie założyliśmy przyjeżdżając tutaj - powiedział w telewizji Polsat tuż po meczu."
"- Gratulacje dla Legii. To nie defensywa rywali była kluczowa. Musimy spojrzeć na to w inny sposób. Kreowaliśmy pozycje, znajdowaliśmy dobre rzuty, ale po prostu zabrakło skuteczności. Brakowało nam pewności siebie. Wyglądało tak, jakby brakowało nam energii, a to dziwne, bo przyszło pięć tysięcy kibiców, od których dostaliśmy zastrzyk energii. Może nie otworzyliśmy się na tę energię kibiców. W poniedziałek musimy to zmienić, coś w naszych głowach. Musimy być bardziej pazerni i bardziej wierzyć w to, że gra może nam przychodzić łatwiej. Dziś była niemoc. Nie wpadała jedna, druga, trzecia piłka, a wtedy do głowy wchodzą różne myśli. W poniedziałek wracamy z dobrą energią. Każdy z nas będzie próbował dawać z siebie wszystko, szarpać, żeby być z drużyną i dokładać swoją cegiełkę - podkreślił."