Niesamowity rzut w końcówce spotkania
Na sekundę przed końcem czwartej kwarty koszykarze Legii Warszawa prowadzili z gospodarzami 74:73. Wówczas piłkę z autu do gry wprowadził Andrzej Mazurczak, a decydujące podanie błyskawicznie trafiło prosto do Conley'a Garrisona. Amerykanin reprezentujący barwy Orlen Zastalu Zielona Góra oddał niezwykle precyzyjny rzut zza linii 6,75 m. Ważne trafienie na wagę zwycięstwa w samej końcówce było jego pierwszą celną próbą za trzy punkty w tym wyrównanym spotkaniu.
Dzięki wygranej 76:74 zespół gospodarzy zdołał przedłużyć finałową rywalizację w tym sezonie i doprowadzić do wyrównania. Aktualny stan serii wynosi 3-3, dlatego ostateczny mecz o mistrzostwo Polski zostanie rozegrany w najbliższą niedzielę w Warszawie. Rok wcześniej w finale zawodnicy prowadzeni przez trenera Heiko Rannulę również mierzyli się w siedmiu starciach, pokonując wtedy PGE Start Lublin 4-3. Teraz estoński szkoleniowiec głęboko liczy, że jego zawodnicy przeanalizują ostatnie błędy i ponownie zagrają skutecznie na własnym parkiecie.
- To bitwa. Jesteśmy dalej w grze - powiedział na konferencji po spotkaniu.
- To mój pierwszy taki rzut w karierze. Niesamowite uczucie. Na początku nie byłem pewien, czy piłka wpadła. Jesteśmy bardzo zmęczeni, w hali było cieplej niż zawsze. Niewiele pamiętam z czwartej kwarty. Mieliśmy energię od kibiców z hali i to nas niosło na początku. To bitwa. W siódmym meczu wygra ten, kto bardziej będzie chciał - podkreślił bohater gospodarzy.
- Co za mecz. Super walka z obydwu stron. Graliśmy „falami”, tak jak Zastal. Graliśmy dobrze, ale nie udało się. Musimy zobaczyć na wideo, co poszło nie tak. Będziemy gotowi na spotkanie numer siedem. Już tam byliśmy - powiedział Silins.
- Szalony rzut. Taka jest koszykówka. To super dla fanów. Na początku nie byliśmy gotowi na taką fizyczną grę, atmosferę. Szkoda, że nie sprawdzono, czy rzut oddany był w czasie. Trudno, musimy być mocni, gotowi do walki. Nie możemy płakać - stwierdził Rannula.
Dlaczego mecz miał zmienny przebieg?
Szkoleniowiec gospodarzy Arkadiusz Miłoszewski był wyraźnie oszołomiony gorącą atmosferą oraz niezwykłymi okolicznościami wygranej swojej ekipy. Drużyna z Zielonej Góry rozpoczęła spotkanie niezwykle dynamicznie, zyskując wyraźną, szesnastopunktową przewagę nad rywalami przy znakomitym wyniku 33:17. Koszykarze zaprezentowali fantastyczną obronę w pierwszej połowie i systematycznie wyprowadzali szybkie kontrataki. Główny trener zwycięzców zaznaczył, że bezbłędna postawa w pierwszych dwóch kwartach i skuteczne przejmowanie bezpańskich piłek całkowicie ustawiły początek meczu.
Niestety dla zielonogórzan ten wspaniały rytm uległ nagłemu zachwianiu w kolejnych fragmentach zaciętego starcia. Stołeczni koszykarze bardzo konsekwentnie zmniejszali powiększający się dystans i niemal odrobili całą stratę punktową. O rezultacie meczu zadecydowała w pełni niesamowita nerwówka, z której zespół z województwa lubuskiego wyszedł zwycięsko w ostatnich sekundach. Zastal dzielnie przetrwał chwilowy kryzys i teraz z optymizmem uda się na decydujący mecz do Warszawy, aby walczyć o puchar.
- Bardzo ciężki mecz, skończony happy endem. Oczywiście wyobrażałem sobie, że jesteśmy w stanie wygrać, ale nie że zrobimy to w taki sposób. Mówiłem przed spotkaniem, że kluczem będą piłki 50 na 50, czyli takie niczyje. I naprawdę pierwsza i druga kwarta te wszystkie piłki „kradliśmy”, wyprowadzaliśmy szybkie ataki, bardzo mocna obrona. Naprawdę ta gra mogła się podobać. I gdzieś straciliśmy rytm, daliśmy Legii wrócić z 16 punktów przewagi (Zastal prowadził 33:17 - PAP), jeśli dobrze pamiętam. Powinniśmy bardziej „chronić” przewagę, ale nie da się wszystkiego mieć, wszystkiego kontrolować i wygrywać 20 punktami. Mecze w serii pokazały, że dobre i złe chwile się zdarzają. Dziś to my lepiej wytrzymaliśmy. Cieszymy się z tego. Jedziemy do Warszawy zrobić wszystko, by przewieźć złoto do Zielonej Góry - podkreślił Miłoszewski.