Przed rozpoczęciem decydującego starcia w Osace obie drużyny legitymowały się identycznym dorobkiem – siedmioma wygranymi i czterema przegranymi. Zdobyły po 19 punktów, co sprawiło, że to właśnie ten bezpośredni mecz decydował o awansie do fazy finałowej.
Początek rywalizacji ułożył się perfekcyjnie dla polskiej ekipy. W pierwszej odsłonie zawodniczki szybko zbudowały znaczną różnicę punktową. Chociaż rywalki z Azji próbowały nawiązać walkę, Biało-Czerwone spokojnie dyktowały warunki na parkiecie. Niezwykle ważnym punktem zespołu była Maja Koput, która raz po raz zatrzymywała Japonki skutecznym blokiem, a cała drużyna imponowała świetną grą w defensywie. Drugi set również był popisem Polek. Dzięki dobrym atakom Koput, Moniki Lampkowskiej oraz Katarzyny Wenerskiej powiększyły one przewagę do ośmiu „oczek” i znalazły się o krok od zapewnienia sobie awansu.
Niestety, od trzeciego seta sytuacja na boisku uległa drastycznej zmianie. Drużyna z Azji znacząco poprawiła odbiór zagrywki i z każdą piłką nabierała wiatru w żagle. Świetnie funkcjonował duet Wady, skutecznie punktującej w ataku, z perfekcyjnie wystawiającą Nanami Seki. Trener Stefano Lavarini starał się odwrócić złą kartę, dokonując roszad w składzie i biorąc czasy, jednak Polki nie potrafiły zatrzymać rozpędzonych przeciwniczek. W czwartej odsłonie miejscowe zawodniczki kontynuowały znakomitą grę, bezlitośnie punktując potknięcia naszej reprezentacji, co w konsekwencji doprowadziło do tie-breaka.
Piąty set to był prawdziwy horror. Przez większość decydującej partii Japonki były o krok przed Polkami. Mimo to po udanym uderzeniu Moniki Lampkowskiej i bloku Magdaleny Jurczyk na tablicy wyników pojawił się remis 13:13. Niestety, końcówka należała do gospodyń. Najpierw Yoshino Sato sprytnie zaatakowała, obijając ręce Magdaleny Stysiak, a w kolejnej akcji zaserwowała asa. Piłka odbiła się od siatki i spadła wprost pod nogi Aleksandry Szczygłowskiej, co ostatecznie zamknęło Polkom drogę do turnieju finałowego.