Komisja Ligi bada sprawę trenera Jagiellonii
Organ kontrolny Ekstraklasy rozpoczął w czwartek badanie okoliczności kontaktu trenera z sędziami przed zakończeniem minionego sezonu. Przewodniczący Jarosław Poturnicki wyraźnie zaznaczył, że w tej sytuacji nie ma mowy o korupcji ani próbach ustawiania wyników spotkań. Z ustaleń dziennikarzy wynika, że przed wyjazdowym meczem w Katowicach szkoleniowiec skontaktował się z arbitrem Arkadiuszem Kamilem Wójcikiem. Tematem wiadomości były ewentualne żółte kartki dla zawodników zagrożonych pauzą. Takie działania naruszają obowiązujące przepisy piłkarskie i muszą być natychmiast zgłaszane przez sędziów odpowiednim organom.
Całe zdarzenie ma szeroki kontekst związany ze sporem wewnątrz struktur piłkarskiej centrali. W poprzednim roku sędzia ubiegał się o funkcję przewodniczącego Kolegium Sędziów, jednak wybór padł na inną osobę. Następnie arbiter zarzucił nowym władzom mobbing oraz zniesławienie, a latem złożył oficjalne zawiadomienie do prokuratury. W mediach pojawiły się informacje o rzekomych naciskach ze strony prezesa federacji na wycofanie tego wniosku. Sędzia opublikował nagranie z przeprosinami dla szkoleniowca, a klub wydał oświadczenie wspierające swojego pracownika.
Jak tłumaczy się Adrian Siemieniec?
Trener odniósł się do narastających kontrowersji bezpośrednio przed zaplanowanym spotkaniem ligowym z Wisłą w Krakowie. Zapewnił, że wziął udział w posiedzeniu organu kontrolnego i szczegółowo przedstawił swoją perspektywę wydarzeń. Z jego wypowiedzi wynika, że postępowanie miało dotychczas jedynie charakter wyjaśniający i informacyjny. Obecnie nie toczy się przeciwko niemu żadne oficjalne postępowanie o charakterze czysto dyscyplinarnym. Szkoleniowiec podkreślił, że na obecnym etapie nikt nie dopatrzył się jednoznacznego złamania obowiązujących przepisów federacji.
Szkoleniowiec białostockiej drużyny wyraził wdzięczność wobec władz ligi za opublikowanie oficjalnego komunikatu w internecie. Przejrzysta komunikacja pomogła ustabilizować sytuację wokół jego osoby w przestrzeni publicznej. Zrozumiał, że wybrana przez niego forma kontaktu z przedstawicielem środowiska sędziowskiego była niewłaściwa. Zdarzenie to stało się dla niego ważną lekcją zawodową na przyszłość i wyciągnął z niego odpowiednie wnioski. Trener publicznie zadeklarował, że podobne błędy komunikacyjne nie będą miały miejsca w jego dalszej karierze.
- Komisja dyscyplinarna miała charakter wyjaśniający, nie dyscyplinarny i to jest bardzo ważny aspekt tej całej sytuacji. Oczywiście ja się na tę komisję stawiłem, złożyłem swoje wyjaśnienia i na ten moment stan tej sytuacji jest taki, według mojej najlepszej wiedzy, że nie toczy się w tym momencie żadne postępowanie dyscyplinarne, jeżeli chodzi o moją osobę. Ani też nie zostały na ten moment stwierdzone żadne naruszenia, jeżeli chodzi o przepisy PZPN - oświadczył Siemieniec na antenie Canal+.
- Oczywiście w tym wszystkim chciałbym zacząć od siebie i mam świadomość tego, że wysyłanie tej wiadomości było po prostu niepotrzebne i był to błąd. Nie miałem w tym żadnych złych intencji, ale sposób komunikacji, który wybrałem, po prostu był niepotrzebny - mówił szkoleniowiec.
- To co mogę powiedzieć w tej sytuacji, to na pewno, że ona mnie bardzo dużo nauczyła i na pewno mogę obiecać, że to się już po prostu nie powtórzy i niczego takiego już w przyszłości nie zrobię - zapewnił Siemieniec.
- Biorąc pod uwagę to, co się działo wokół mojej osoby w przestrzeni medialnej i dzieje się do dzisiaj, uważam, że to po prostu było potrzebne - dodał.