Od witraży i „uwalniania słoni” do Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Nieoczywiste oblicza Jurka Owsiaka

2026-01-19 13:44

Zanim Polska usłyszała o Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy, Jurek Owsiak był już postacią nietuzinkową: artystą witrażystą zarabiającym „góry forsy”, psychoterapeutą, który „z laczka musiał przyłożyć”, a także radiowym prowokatorem wzywającym do „uwalniania słoni”. Jego droga do stworzenia największej akcji charytatywnej w kraju była kręta, pełna rock and rolla, absurdalnego humoru i zaskakujących zwrotów akcji.

  • Zanim stał się twarzą WOŚP, Jerzy Owsiak był cenionym rzemieślnikiem tworzącym witraże (m.in. dla Lecha Wałęsy), a także pracował jako psychoterapeuta z trudną młodzieżą.
  • W latach 80. związał się ze sceną rockandrollową, organizował koncerty i prowadził w Rozgłośni Harcerskiej audycje, w których rzucał surrealistyczne hasła, jak słynne „Uwolnić słonia!”.
  • Pomysł na Wielką Orkiestrę narodził się spontanicznie w jego programie telewizyjnym „Róbta, co chceta”, gdy w odpowiedzi na apel lekarzy z Centrum Zdrowia Dziecka wezwał widzów do zbiórki pieniędzy.
  • Pierwszy Finał WOŚP odbył się 3 stycznia 1993 roku w sposób improwizowany i chaotyczny. To wtedy narodził się też jego ikoniczny wizerunek z żółtą koszulą i czerwonymi spodniami.
  • Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej Radia ESKA.

Artysta z fachem w ręku i buntem w sercu

Mało kto wie, że Jerzy Owsiak, zanim stał się twarzą WOŚP, był cenionym rzemieślnikiem. Po czterech nieudanych próbach dostania się na warszawską Akademię Sztuk Pięknych, znalazł swoje powołanie w tworzeniu witraży. Jego pracownia produkowała popularne lampy w stylu „Tiffany”, a on sam, jak wspominał w magazynie „Viva”, przynosił do domu „góry forsy” w czasach, gdy w sklepach królował ocet. „Mój przyjaciel Jan Kelus, bard podziemnej Polski, powiedział, że jest robota w pracowni witraży. Podobno płacą cztery tysiące. To były bardzo dobre pieniądze” – opowiadał. Jego kunszt docenił nawet prezydent Lech Wałęsa, zamawiając u niego witraż do kaplicy w Belwederze.

Jednak nawet przy tak precyzyjnej pracy Owsiak nie porzucił buntowniczej natury. Pracując przy renowacji 600-letniego kościoła Dominikanów we Wrocławiu, nie tylko podziwiał ślady dawnych mistrzów, ale i zostawiał własne. Jak wyznał w „Playboyu”: „A my na słupkach witrażowych pisaliśmy »Jaruzelski to sukinsyn, a Breżniew to ch...«. Dla potomnych”. Zanim zajął się szkłem, syn pułkownika Milicji Obywatelskiej imał się różnych zajęć. Był hippisem, pracował fizycznie w Holandii i Berlinie Zachodnim, a po powrocie do Polski, aby uniknąć pełnej służby wojskowej, symulował paranoję, co skończyło się pobytem w szpitalu psychiatrycznym w Choroszczy. Ukończył też kurs psychoterapeutyczny i pracował w ośrodku dla trudnej młodzieży, gdzie, jak przyznaje, czasem musiała zadziałać siła perswazji: „Nie powiem, od czasu do czasu trzeba było z laczka przyłożyć. Cieszę się, że trenowałem wtedy karate”.

Rockandrollowa jazda i absurdalne happeningi

Mimo sukcesów w rzemiośle, Owsiaka „ciągnęło do artystów, do świata rock and rolla”, jak wspominał Jan Pospieszalski, wówczas basista Voo Voo. To właśnie muzyka stała się jego prawdziwym żywiołem. Zaczynał jako kierowca zespołu, wożąc sprzęt swoim volkswagenem „ogórkiem” na festiwal w Jarocinie. Tam, jak relacjonuje Pospieszalski, „opadła mu szczęka, jak zobaczył debiut zespołu Siekiera, jak zobaczył pogo pod sceną”.

Wkrótce sam zaczął organizować koncerty, takie jak „Letnia zadyma w środku zimy”, które charakteryzowała jego specyficzna, „jąkająca się” konferansjerka. Dzięki znajomości z Wojciechem Waglewskim trafił do kultowej Rozgłośni Harcerskiej. Tam powołał do życia Towarzystwo Przyjaciół Chińskich Ręczników i rzucił w eter hasło „Uwolnić słonia!”. Te surrealistyczne akcje budziły skrajne emocje. Krzysztof Skiba z Big Cyca wspominał, że dla części undergroundu było to „kanalizowanie szczerego buntu w jakiś jajcarskich akcjach”. Paweł Sito, jeden z redaktorów rozgłośni, był jeszcze bardziej krytyczny: „Szczerze? To były debilne hasła - jakieś słonie, jakieś ręczniki. (...) To nie miało sensu i nic się za tym nie kryło”.

Jednak poeta Jarosław Klejnocki widział w tym drugie dno: „To czytelna aluzja do groteskowego Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej (...). Owsiak wybrał drogę kontestacji przez śmiech, przez ośmieszanie systemu”. Działalność Owsiaka przykuła nawet uwagę Służby Bezpieczeństwa, której funkcjonariusz w notatce z Jarocina raportował o happeningu pod hasłem „uwolnić słonia”.

Radio ESKA Google News

Od „Róbta, co chceta” do pierwszego Finału WOŚP

Na początku lat 90. Owsiak trafił do Telewizji Polskiej. Maciej Domiński, ówczesny szef TVP2, zaproponował mu stworzenie programu. Owsiak postawił dwa warunki: reżyserem będzie Walter Chełstowski, a na ekranie towarzyszyć mu będzie Agata Młynarska. Tak narodził się program „Róbta, co chceta”, który sam twórca opisał w karcie programu jako „rockandrollowa jazda bez trzymanki”.

Przełom nastąpił, gdy w jednym z odcinków wyemitowano apel lekarzy z Centrum Zdrowia Dziecka o pomoc w zakupie płucoserca. „Jurka bardzo to poruszyło. Zaczął prosić ludzi o pieniądze” – wspomina Chełstowski. Odzew był natychmiastowy. Pieniądze zaczęły spływać do telewizji w kopertach. Impuls przerodził się w zorganizowaną akcję, której nadano nazwę wymyśloną przez Jurka Owsiaka i Wojciecha Waglewskiego – Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy.

Pierwszy Finał, 3 stycznia 1993 roku, był organizacyjnym szaleństwem. „Wtedy nie było telefonów komórkowych, jedynie faksy. Nie było internetu” – opowiadał Owsiak w „Vivie”. Agata Młynarska dodaje: „Pieniędzy ogrom, a to było jeszcze przed denominacją (...). Były wszędzie, na podłodze, w bawełnianych workach, upychaliśmy je też do worków na śmieci”. To wtedy narodził się też jego ikoniczny wizerunek. Żółtą koszulę wymyśliła Młynarska, a czerwone spodnie – Jan Pospieszalski. „Ufarbowali mi dżinsy, a jak je w domu po finale zdjąłem, to myślałem, że mi jaja urwało. Farba puściła, za mało octu dodali!” – śmiał się Owsiak.

Tak oto, z mieszanki artystycznej wrażliwości, rockandrollowej energii i absurdalnego poczucia humoru, narodził się fenomen, który na dekady zmienił oblicze polskiej dobroczynności. Droga Jurka Owsiaka do WOŚP pokazuje, że największe idee często rodzą się z nieoczywistych pasji i czystego przypadku.

Źródła: WP Teleshow, Viva, Playboy, Wyborcza, Radio Zet, Telewizja Republika

Jerzy Owsiak - za co Polacy pokochali twórcę WOŚP? To prawdziwy człowiek orkiestra!