Spis treści
Afera o zegarek za 40 tys. euro. Radosław Piesiewicz tłumaczy relacje z biznesmenem
Nad głową Radosława Piesiewicza gromadzą się kolejne czarne chmury. W centrum uwagi opinii publicznej znalazły się powiązania działacza z Przemysławem Kralem, który kierował upadłą już platformą kryptowalutową Zondacrypto.
Z ustaleń dziennikarzy portalu Wirtualna Polska oraz telewizji TVN24 wynika, że biznesmen wręczył szefowi PKOl luksusowy czasomierz marki Patek Philippe, którego rynkowa wartość oscyluje w granicach 40 tysięcy euro. Według medialnych doniesień, w zamian za ten gest, szef komitetu miał zadeklarować gotowość wsparcia Krala w nawiązaniu bezpośrednich relacji z premierem Mateuszem Morawieckim i prezesem UOKiK Tomaszem Chróstnym. Ostatecznie takie spotkania nigdy nie doszły do skutku.
Główny zainteresowany nie ukrywa faktu, że wszedł w posiadanie drogocennego przedmiotu dzięki pomocy biznesmena. Stanowczo odrzuca jednak oskarżenia o przyjęcie łapówki w formie darmowego upominku.
Działacz sportowy utrzymuje, że dysponuje imiennym certyfikatem autentyczności tego cennego nabytku. Dziennikarze Wirtualnej Polski dotarli jednak do informacji, według których dowód zakupu widniał na nazwisko Przemysława Krala, z uwzględnieniem jego prywatnych danych adresowych.
– Ja ten zegarek przy pomocy pana Krala kupiłem. Oddałem. I nie euro, tylko franki szwajcarskie. Mam na tę okoliczność wypłaty z konta swojego – powiedział Radosław Piesiewicz na antenie Telewizji Republika.
Upadek Zondacrypto. Szef PKOl czuje się oszukany
Po głośnym bankructwie kryptowalutowego imperium, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego wyraźnie dystansuje się od osoby dawnego znajomego. Deklaruje wręcz, że w wyniku tego krachu poniósł dotkliwe straty finansowe.
Cała sytuacja jest dla środowiska sportowego niezwykle kłopotliwa, ponieważ marka Zondacrypto intensywnie sponsorowała liczne wydarzenia sportowe w kraju. Obecne zawirowania wokół giełdy i toczące się śledztwa rzutują negatywnie na reputację wszystkich partnerów, którzy w przeszłości podjęli z nią biznesową współpracę.
– Tak, dałem się też oszukać. Dałem się nabić w butelkę. Straciłem sam prywatnie pieniądze. Jestem poszkodowanym, a dzisiaj próbuje się z osoby poszkodowanej zrobić osobę, która powinna odpowiadać za to, że Zondakrypto upadła. To jest postawione wszystko na głowie – stwierdził szef PKOl.
Działacze PiS unikają tematu Radosława Piesiewicza
Spore zaskoczenie budzi postawa czołowych reprezentantów partii Jarosława Kaczyńskiego. Z informacji podanych przez portal WP wynika, że wielu posłów ucieka przed kamerami i kategorycznie odmawia komentowania doniesień o kontrowersyjnym prezesie.
Poseł Zbigniew Kuźmiuk zbył dociekliwego redaktora, określając jego pytania mianem absurdalnych. Z kolei Marek Suski postawił sprawę jasno, stanowczo wypierając się jakiejkolwiek znajomości z szefem komitetu.
– Pytajcie prezesa, nie mnie. Nie mam z tym człowiekiem żadnego kontaktu, nie znam go – powiedział Marek Suski dziennikarzowi WP.
O Piesiewiczu nie chciał szerzej mówić także Henryk Kowalczyk.
– Czy cały czas będziemy rozmawiać o Piesiewiczu? Ja nie mam kompetencji, żeby oceniać – stwierdził skarbnik PiS w poranku Wirtualnej Polski.
Informatorzy z kręgów Prawa i Sprawiedliwości przyznają w kuluarach, że pozycja prezesa w przestrzeni publicznej systematycznie słabnie. Jeden z prawicowych polityków ocenił wprost, że działacz może niebawem całkowicie zniknąć ze sportowego i politycznego świecznika.
Szybka kariera prezesa PKOl i dawna pożyczka dla Jacka Sasina
Nagłe wycofanie się polityków prawicy z poparcia dla działacza jest o tyle zaskakujące, że jego wcześniejsze sukcesy zawodowe były silnie powiązane z partią. W 2016 roku, za sprawą politycznej protekcji Jacka Sasina, objął on fotel wiceprezesa Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Rozwój kariery był błyskawiczny: po dwóch latach kierował już Polską Ligą Koszykówki, potem całym Polskim Związkiem Koszykówki, by wreszcie w 2023 roku zasiąść w fotelu prezesa PKOl.
Wielokrotnie chwalił się bliskimi relacjami z byłem wicepremierem rządu. Sam Sasin nigdy nie zaprzeczał tej komitywie, przyznając otwarcie, że w przeszłości korzystał z prywatnego wsparcia finansowego obecnego szefa polskich olimpijczyków.
– To jest przestępstwo? Wiele lat temu pożyczyłem od niego dziewięć tysięcy złotych, zgłosiłem to do Urzędu Skarbowego – mówił Jacek Sasin w „Rozmowie Piaseckiego” w TVN24.
Polityk przekonywał jednak, że ich prywatna znajomość nie miała żadnego wpływu na wybór Piesiewicza na prezesa PKOl.
– Pan chyba żartuje, panie redaktorze. Pan uważa, że delegaci na walnym zgromadzeniu PKOl-u głosowali na Piesiewicza jako na szefa PKOl-u, tylko dlatego, że wiele lat temu pożyczył 9 tysięcy złotych? – mówił Sasin.
Gdy kilka miesięcy temu Monika Olejnik zapytała go, czy żałuje związków Piesiewicza z Zondacrypto, odpowiedział krótko:
– Ale co mnie to obchodzi? – powiedział poseł PiS w TVN24.
Kolejne kłopoty wokół PKOl. W tle śledztwo i prokuratura
Zamieszanie wokół luksusowego czasomierza to tylko wierzchołek góry lodowej. Podczas czerwcowego zgromadzenia władz PKOl w 2026 roku zdecydowanie odrzucono dokumentację finansową przedstawioną przez zarząd. Władze organizacji zobowiązały prezesa do szybkiego zwołania nadzwyczajnego posiedzenia w celu wyjaśnienia nieścisłości.
Pod koniec tegorocznych wakacji funkcjonariusze służb antykorupcyjnych i skarbowych przeprowadzili przeszukania w kilkunastu lokalizacjach na terenie całego kraju. Akcja miała ścisły związek ze śledztwem pomorskiej prokuratury, badającej wystawianie pustych faktur na łączną kwotę ponad 9 milionów złotych w związkach koszykarskich oraz samym komitecie olimpijskim.
Jak wynika z opublikowanego raportu dziennikarskiego, w ramach toczącego się postępowania główny zainteresowany wciąż występuje bez zarzutów. Sam prezes uparcie forsuje narrację, że trwające śledztwa to element nagonki politycznej i nie ma zamiaru ustępować ze swojego stanowiska.